Film irytuje od pierwszych minut. Poza rażącymi błędami technicznymi, fatalnym montażem, jest też zwyczajnie głupi. Te gorsze filmy nigdy nie wykazują dbałości o szczegóły, a przeca w nich zawsze tkwi belzebub. Żyją sobie ludki na odludziu, racjonują żywność, mają ograniczone zasoby, ale jednocześnie białe zęby i zdrową cerę, czyste ubrania, niełatane ni cerowane. Pomijając już stworki z odmętów otchłani, których niedorzeczne cechy anatomiczne bardziej śmieszą niż straszą, mamy tu też bezsensownie narysowanych bohaterów, bezsensowne czynności, żenujące umiejętności survivalowe, drewniane domostwa zabezpieczone drewnianymi drzwiami i drewnianymi sztachetami oraz drewnianymi belkami. Mamy rzekomo sprytnego chłopca, który skonstruował klatkę na stworki i jednego z nich nawet idealnie weń złapał. Mamy drewnianego tatusia, który stara się chronić synków, ale wiadomo, że niełatwo jest zapanować nad nastolatkami. Mamy wreszcie pieska Rocco, który pojawia się i znika. Znika, ilekroć stworki atakują z lewa, prawa, z dołu, z góry. Piesek Rocco teleportuje się wtedy w bezpieczne miejsce a wraca gdy sytuacja się uspokaja.