Jestem załamana....

Film fantastyczny! Prawie sci-fi! ... dlaczego?
Obojętnie czego by nie oglądać: gdzie jest miłość jest i goła baba, albo nawet jak miłości brak to
jest cała gama "podtekstów", przy całkowitym braku poszanowania dla ciała., a jak poszanowanie
jest to i tak wiadomo co własnie kto robił, bo sapie jak spaniel z zadowolenia.

Chyba w całym swoim życiu, a przynajmniej nie przypominam sobie, nie widziałam filmu w
którym para zakochanych nie wskakuje sobie do łóżka, nie obmacuje się albo choć namiętnie nie
całuje.
.
Veer-Zaara to mój pierwszy film w tych klimatach. Dlatego jestem w szoku...
Pierwszy raz w życiu obejrzałam film o pięknej wzniosłej miłości, przepełniony magią i
szacunkiem od początku do końca. To było tak piękne, że aż nierealne w naszej kulturze.
Czemu?
Bo czuć było chemię, choć w całym filmie nie zobaczymy chyba ani jednego pocałunku! Ale
moze przeoczyłam?
Sam film wydał mi się początkowo kiczowaty: gra aktorów, te teksty piosenek niskich lotów... ale
z każdą chwilą robiłam się coraz bardziej zachłanna i coraz bardziej poddawałam się
wspomnianej magii tego filmu!

Mój mąż jest fanem telewizji. Po pracy pada zmęczony i zaraz odpala pilotem. Chcąc nie chcąc
orientuję się co jest o czym, a wszędzie jest tyle przemocy, trupów, brudnych gierek, epatowania
seksem, golizną, kłamstwami, obłudą, dobrymi i złymi, bogiem, szatanem, strzelankami, walką,
wybuchami, porwaniami, katastrofami i bohaterami, psychopatami, socjopatami, narkomanami,
alkoholikami, zdradami, romansami, przestępstwami, bondami i gladiatorami, pedałami i
kochankami...uffff... można wyliczać bez końca... i kiedy oglądałam Veer-Zaara przeniosłam się
jakby w kompletnie inny swiat...Świat zasad, szacunku, uczciwości, honoru, poświęcenia..a
wszystko to aż kipiało miłością do życia!

I kiedy wczoraj wyłączyłam komputer, a mąż przerzucił na jakiś program a tam zobaczyłam jak
na jakimś lodowisku zebrała się grupa idiotów machających pistoletami i mającymi do
powiedzenia tylko: kuXXXrwa, ty debilu jesteś popieXXXrdolony, zabiję cię pojeXXXbańcu, milcz dziXXXwko,
pedale, urwę ci chXXXuja, i tak przez dobre 5 czy 10 minut i jeszcze był tam taki chłopiec który
chyba specjalizuje się w mrocznych postaciach, tak wbiło mnie to w fotel, że szok trzyma mnie
do dzisiaj. Z jednej strony miałam ucztę dla ducha a zaraz potem przejechałam mózgiem po
asfalcie...

Może coś mnie "pogrzało", ale w głowie tli sie pytanie: do czego ta nasza nadmuchana kultura
zachodu, kultura postępu i wyzwolenia nas prowadzi? Sztuką jest ukrzyżowana kura, lub kura
nadmuchana, muzyka wszędzie na jedno kopyto (a ja wolę panią Gepert, Piwnicę pod Baranami
czy Ewę Demarczyk bo przynajmniej te piosenki o czymś są a ludzie którzy je śpiewają nie mają
parcia w głosie) - choć dobrze zrobionego techno posłucham, bo wychowałam sie na wytwórni
Tresor), w mediach ciągle ktoś kogoś zabija, okrada, napada, gdzieś wybucha epidemia, gdzies
wojna, a w psychiatrykach coraz więcej ludzi... A na FB można się dowiedzieć, o pierwszej kupie
dziecka...

10
  • Oczywiście sama święta nie jestem, ale zderzenie z tym filmem dało mi do myślenia...

  • Filmu nie widziałam, ale Twój opis (długi, aczkolwiek wydaje mi się, że przemyślany i rzeczowy) mi się spodobał i chyba po niego sięgnę. Jeśli jest choć w połowie tak dobry jak piszesz, nie powinnam być zawiedziona.
    Pozdrawiam!

  • Chyba w filmach Bollywodzkich tak jest, że nie eksponuje się seksem, nagością, tylko wyższymi emocjami.
    Choć jestem facetem i skłamałbym gdybym powiedział, że nie lubię oglądać ładnego kobieciego ciała, jednak ileż to można!
    Nawet najlepsza rzecz np. schabowy z młodymi ziemniaczkami, czy np. pizza z lokalu znudzi się, gdy będzie codziennie.

    Czy w każdym filmie o miłości (i nie tylko) musi być tak wiele seksu i płytkich uczuć?
    Czemu prawie w każdym teledysku kobiety muszę być rozebrane i wyzywające?
    Jak mam ochotę zobaczyć kobiece ciało to np. sobie wyguglam coś lub siegne po jakiś CKM czy Playboy ale interesują mnie też inne rzeczy.
    Dlatego coraz bardziej zachwycam się nad filmami z Bollywood, choć są długie i prawie zawsze śpiewają (niekoniecznie dobrze), to jednak mają to coś co brakuje w filmach "zagranicznych".

    Ostatnio mile się zaskoczyłem na filmie "The First Time (2012)". Amerykański film o nastolatkach, o miłości i dojrzewaniu a jednak sprawy "cielesne" zeszły na drugi plan. Pokazano, że można się zakochać nie tylko, bo się z kimś przespałeś, ale że liczy się coś ważniejszego - więź pomiędzy ludźmi.
    Być może też Ci się spodoba.

  • no patrz. tyle tego je****nia i kur****a w filmach powstających w kręgu kulturowym, w którym (przynajmniej teoretycznie) kobieta może pozwać każdego, kto bez jej przyzwolenia obrzuca ją kwiatami; za to tyle tej twojej lukrowanej "magii" w filmach z kręgu kulturowego, w którym jest nieomal najwięcej w świecie brutalnych gwałtów i wciąż w niektórych jego regionach świetnie się trzyma społeczne przyzwolenie na gwałt i traktowanie kobiety jak rzecz; ale niektórym pupulkom wystarczy lukier..

  • Dawno to pisałaś ale dopiero teraz trafiłam na twoją wypowiedż i podniosło mnie na duchu, że nie tylko ja mam takie odczucia. Widać są jeszcze ludzie którym przeszkadza to epatowanie nagością, seksem, przemocą, to ciągłe straszenie, szokowanie itp. Świat z kulturą zachodu staje się coraz gorszy. Nie powiem, że kultura wschodu jest świetna bo tam pod wieloma względami jest jeszcze gorzej ale tęsknię do spokojnych, normalnych filmów, przy których będę mogła odpocząć a nie stresować się jeszcze bardziej. Dlatego od dawna uwielbiam filmy bolly, można przy nich zrelaksować się i trochę inaczej spojrzeć na świat. Chociaż są wśród nich też takie gdzie sporo przemocy, (zwłaszcza w tych nowszych), jednak starsze są zazwyczaj spokojne i romantyczne, wszystko jest w nich takie niedopowiedziane i to jest ich urok. Cieszę się, że jest więcej osób które mają dość tej ,,cudownej" zachodniej mody na seks, goliznę i przemoc. Pozdrawiam :)

  • Witaj kendi1984. Pewnie tego nie przeczytasz, bo dopiero teraz przeczytałam Twój post napisany parę lat wcześniej, ale wysyłam do Ciebie pozytywną energię, bo to co napisałaś niemal mnie sparaliżowało, tak bardzo zgadza się z tym co sama chciałabym wykrzyczeć w proteście przeciwko zalewowi przemocy i braku poszanowania dla elementarnych wartości.
    Oczywiście powstaje wiele filmów z klasą i to nie tylko w Boolywood, gdzie miłość jest pokazana w sposób subtelny i staram się wyłuskiwać takie perełki, ale niestety epatowanie brutalnym i wulgarnymi scenami dominuje we współczesnym kinie.
    Mam nadzieję, że ogladałaś "Wesele w Sorrento", "Ja cię kocham, a ty z nim", "Szczęśliwy dzień" z 1996r. z G.Clooneyem i M.Pfeiffer, "Światło między oceanami", a z polskich na pewno nieznany szerszym odbiorcom "Romeo i Julia z Saskiej Kępy" z 1988
    Wymieniłam tylko kilka, które ostatnio zrobiły na mnie duże wrażenie.
    Pozdrawiam serdecznie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię