4/10 Filmweb wywróżył , że na 78% spodoba mi się.

Sromotna klęska. Film z tych przeciętnych.

5
  • Rozwiń wypowiedź i wyjaśnij czemu film jest przecietny :)

    • Główna wada filmu jest taka, że zbudowany jest na schematach i szablonach. Wymienię kilka: od zera do milionera, ciężka praca popłaca, bądź dobry dla swoich dzieci, w NY kradną, a w korporacjach na twarz to tylko krem.

      Drugi grzech główny: obsada. Czy podziwiam głównego bohatera? Nie. Czy jest dla mnie inspiracją? Nie. Co więcej - nie lubię go. Zakładam, że to dobór W. Smith'a jako wykonawcę głównej roli był dla mnie gwoździem do trumny i determinował finalną ocenę. Aktor komediowy został wpakowany w skórę postaci dramatycznej. Jak dla mnie, nie podołał - dwie miny na krzyż przez 2 godziny.

      Trzeci grzech: do bólu przewidywalny. Nie znałam wcześniej historii "prawdziwego" Gardner'a, więc mogę powiedzieć to z pełnym obiektywizmem. Film jest tak zrobiony, że oglądamy kolejne porażki, upadki i zgrzyty bez smutku na twarzy, bo czuć, że finał i tak będzie pozytywny, a cały wysiłek zaowocuje przysłowiową wisienką na torcie. Sprawia to, że historia jest banalna i w sumie mało ciekawa.

      Podsumowując: temu obrazowi zawyża się ocenę, gdyż jest to film na szumnych "faktach" i podobno do czegoś motywuje. Właśnie, do czego? Ja też oglądałam ten film szukając pracy i nie znalazłam dla siebie żadnych metafizycznych przesłań czy wskazówek.

      • Film o tym, że warto dążyć do celu i się nie poddawać. Dla mnie inspirujący głównie przez to, że jest prawdziwy. Nie wyobrażam sobie sięgnąć takiego dna, by wystawać z 6-latkiem pod przytułkiem w nadziei na nocleg. A jednak bohater filmu nie poddał się, nie zaczął życia na zasiłku, handlu narkotykami czy pracy na czarno. Dążył do celu i go osiągnął. I to nie jest piękne lukrowane american story tylko historia na faktach.

        • Historia jakich są tysiące.
          Komentuję tutaj film, który jest zrobiony właśnie jako typowe american dream.

          • Ale prawdziwe American Dream. Co w tym złego, że na bazie czyjegoś sukcesu "od zera do milionera" stworzono film? O 99% filmów można powiedzieć "historia jakich tysiące".
            Szanuję Twoje zdanie, że ten film Ci się nie podoba, ale argumenty które przytoczyłaś mnie nie przekonują.
            Zbudowany na schematach? Życie jest dosyć schematyczne i prawie każdy film - zwłaszcza tego typu.
            Obsada - tu akurat kwestia gustu, dla mnie ok, bo lubię Smitha, aczkolwiek przyznaję, że jego cierpiętnicza mina w takiej dawce bywa irytująca.
            Przewidywalny - owszem. Już sam tytuł sugeruje, że będzie happy end. Też nie widzę w tym nic złego. Jak to śpiewał Marillion "Happiness aint at the end of the road
            Happiness IS the road".
            Trochę tak było w tym filmie. Nie chodziło o ten sukces, a raczej o drogę i wytrwałość.
            Nie wiem jakich przesłań metafizycznych oczekiwałeś, bądź wskazówek? Jedna jest oczywista - chwytaj się wszystkiego by osiągnąć cel, daj z siebie wszystko, poświęć wszystko. Nie jest to łatwe, ja nie wiem czy bym potrafiła. Ale to się może udać.
            Mnie ten film napełnia nadzieją, że warto i motywacją by nigdy się nie poddawać - taki "dobry przykład", który pozostaje gdzieś tam z tyłu głowy. Czy przez to zmienił moje życie? Nie. Ale też nigdy od żadnego filmu tego nie oczekiwałam :)

            Pozdrawiam

            • Ok, rozumiem Twój punkt widzenia. Ale zastanów się nad tym:
              - czy oglądając obraz choć przez chwilę zwątpiłaś w to, że jemu się uda osiągnąć to, co sobie zamierzył?
              - czy bohater zyskał Twoją sympatię i cieszyłaś się widząc go znów w nowej scenie?
              - czy tak naprawdę przejęłaś się jego sytuacją i determinacją czy tylko przyglądałaś się, jak ponownie dostaje w kość od życia?
              - czy faktycznie ten film zostawi coś w Twojej głowie?
              Ja na wszystkie pytania odpowiedziałam sobie: nie. Reżyser tudzież scenarzysta nie zrobił z tego porywającego i poruszającego obrazu. Z tego powodu film (nie historia z życia wzięta) jest dla mnie po prostu przeciętny.
              Jest też inne wyjaśnienie: jestem odporna na tego typu tematy "nie poddawaj się, pokonuj trudy życia" itp. , bo sama nie mam za łatwo;)

  • Muszę się niestety zgodzić. Lubię dramaty. Ocena, opinie i opis filmu były dla mnie niemal gwarancją że to będzie bardzo udany film. Po pół godzinie byłam trochę zirytowana że film mnie nie interesuje i nie wciąga ale na 5 minut przed końcem seansu nic się nie zmieniło. Po 5 minutach filmu było jasne: koleś klepie biedę ale przed samym końcem filmu dalej ten sam wątek. Film okropnie mi się dłużył. Razem z moim partnerem po seansie otwarliśmy usta ze zdziwienia, najbardziej chyba zdziwiła nas ocena na filmwebie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: