Dlaczego ominęli tak ważną sprawę w filmie jak rozmowa Thomasa z Teresą przez myśli?
Jak niby zamierzają w 2 części w filmie to pokazać?
Pewnie wymyślą, ze w tym dormitorium z drugiej części jak spali im dali "to coś" dzięki czemu mogą gadać, albo to pominą do końca.
nie ma znaczenia bo po nieudanej pierszej czesci gdzie nikt nie odtrwal do polowu tym bardziej nikt nie bdzie ogladal drugiej czesci ani trzeciej :D
Z tego co pamiętam, to w jego snach był moment, kiedy rozmawiali bez użycia słów. Nie czytałam książki i nie wiem, czy o ten fragment chodzi, ale w każdym razie, taki motyw wystąpił w filmie :)
Moim zdaniem nie jest to jakaś ważna kwestia, wyraźnie pokazali jakiś związek z przeszłości między Thomasem i Teresą. Jeśli czytałeś książki, to wiesz, że to nie jest jakaś nadprzyrodzona umiejętność, a w ostatnim tomie nie odgrywa praktycznie żadnej roli.
W ostatnim tomie oddają Teresie pamięć jednocześnie odcinając jej możliwość korzystania z telepatycznych kontaktów. Ale ta umiejętność jest bardzo ważna w tomie drugim.
Obawiam się że wybrali zbyt drewnianą aktorkę do roli Teresy. Dziewczyna jest ładna, nie powiem, ale to co ona musi zagrać w końcówce 2 części zdecydowanie ją przerasta.
A co do książki to tylko pierwszy tom jest dobry. Drugi się ciągnie i ciągnie i tylko akcja w końcówki jest ciekawa aby w efekcie zrobić znowu wielkie mordobicie jak w tomie pierwszym. A trzecia część jest po prostu słaba. I tak fatalnie rozwalić postać Teresy - jednej naprawdę ciekawej postaci z tej całej historii...
[SPOILER następnych części!]
W drugim tak, ale wątpię, by twórcy filmu zagłębiali się w 'ostrzeżenia' Teresy, równie dobrze mogłaby mu powiedzieć te rzeczy podczas spotkania, np. na pustyni, albo mogliby wcisnąć jakieś w scenariusz(po ekranizacji pierwszej części nic mnie już nie zdziwi). Plus fakt, że odgrywają jakąś rolę nie znaczy, że występowały często, przecież praktycznie przez cały drugi tom Thomas nie mógł się z nią porozumieć, bo wyłączali im tą umiejętność, czy coś w tym stylu, nie pamiętam już - w każdym razie, nie było jej.
Co do opinii o książkach, to zgadzam się niemal całkowicie - przykro mi, ale pomimo całej sympatii, nie kibicowałam głównym bohaterom. Zgadzam się z opinią, że DRESZCZ jest dobry, a te ćwoki uniemożliwili im odnalezienie leku. Jasne, że ratowali swoje życie, ale fakt, że np. nie chcieli odzyskać pamięci, strasznie działał mi na nerwy. Końcówka zawiodła mnie już całkiem - moim zdaniem o wiele lepiej by się skończyło, gdyby Thomas poświęcił się do znalezienia leku, tudzież szczepionki na Pożogę i dopiero po tym odporniacy zaczęliby nowe życie w odległej krainie, gdzie mogliby się rozmnażać, ba, stać by ich było na to, by znajdować następnych odporniaków lub mogliby pomóc ludziom w początkowych stadiach choroby.
A tak, będą żyli w lesie. Z nadzieją, że przetrwają. A Pożoga będzie żyła swoim życiem, aż strawi całą resztę ludzkiego istnienia, włączając w to odporniaków, którzy nie mieli tyle szczęścia, by się gdzieś schronić. Kiepsko i tyle.