ten film nie był tak zły jak się spodziewałam, słysząc, że jest "twórców Zmierzchu" :) raził oczywiście fakt zedytowania lub wycięcia paru scen
(np. zabawa przy ognisku,
-fakt, że nie pamiętali na początku swoich imion
-śmierć Albiego
-BRAK TELEPATII POMIĘDZY TERESĄ I THOMASEM (jak oni to wytłumaczą w drugiej części??)
-niedokładne odtworzenie Nory Buldożerców
-helikopter zamiast ciężarówki?
-no i wyjaśnienie ze strony tej kobiety z DRESZCZU, rozumiem, że na potrzeby filmu i dla niezaznajomionych z serią, ale jednak mogli sobie darować...)
jednak było też parę naprawdę dobrych momentów, które trzymały w napięciu równie mocno jak w książce:
-wygnanie Bena
-Thomas rzucający się na ratunek Minho i Albiemu, naprawdę świetna scena
-ZAKOŃCZENIE (mimo zmian, bardzo, bardzo dobre)
Ogółem film nie jest arcydziełem, nie jest wierną adaptacją książki, reżyser miał trochę inne wyobrażenie tego wszystkiego, ok. Ale mimo to naprawdę przypadł mi do gustu i chyba nawet cieszę sie, że wyszło jak wyszło.
Z niecierpliwością czekałam na ten film, ponieważ jestem ogromną fanką książek ;) Film faktycznie jest dosyć mocno zmieniony, zwłaszcza jeżeli chodzi o kwestię wydostania z labiryntu.
Mam podobne odczucia do Ciebie. Telepatia była bardzo istotna w książce, nie wiem jak chcą ten temat dalej pociągnąć. Brakowało mi charakterystycznego języka streferów i lepszego opowiedzenia o ich życiu w strefie (podziale na role itp).
Dobór aktorów bardzo na plus! Uważam, że świetnie pasują do swoich ról, a zwłaszcza Chuck i Newt :D
Pamiętam, że przy trailerach aktor grający Newta nie bardzo mi pasował, ale po seansie stwierdzam, że jednak świetnie się spisał :D To samo z Chukiem :) Za to Minho - ten to akurat był dokładnie taki jak go sobie wyobrażałam. Idealny do tej roli :D
A tak, zapomniałam dopisać właśnie ucieczkę z labiryntu - brak kodu, a zamiast niego elektroniczna część z buldożercy jako swego rodzaju radar to też była dość rażąca zmiana.
Niemniej mam nadzieję, że druga część będzie równie dobra, o ile w ogóle powstanie :)
Taaaak... Zakonczenie genialne. Rudy przez 3 lata nie wychodzil do labiryntu, a na koniec znajduje droge w 3 minuty do "centrum dowodzenia". Zna kod, pokonuje potwory i jest. Brawo.
Dalej. Zabiera ich helikopter z ludzmi, ktorzy niby zabili wszystkich w srodku. Leca nad labiryntem i nikt nie wpadl na to zeby chociaz zapytac dlaczego ich nie wyciagneli? :)
Ogolnie film ok.
Jedną z tych dosyć istotnych zmian były również ruchy labiryntu. Rozumiem, że to na potrzeby podkręcenia tempa, dodania efektów specjalnych i adrenaliny, ale w książce labirynt zmieniał swoje położenie w czasie kiedy zamykały się wrota wejściowe do strefy, bo przecież nie słyszeli nigdy niczego poza tym czasem. Nie jest to jednak zmiana, która jakoś znacząco wpływa na fabułę tak więc się nie czepiam :) Za to brakowało telepatii (ogólnie relacja z Teresą została bardzo spłycona), sposób wyjścia z labiryntu był zdecydowanie za prosty i zbyt szybko do tego doszli i to, że nie wytłumaczyli genezy imion bohaterów również na minus. No i brak tabliczek w labiryncie z napisem "Departament Rozwoju Eksperymentów Strefa Zamknięta Czas Zagłady" które naprowadzały ich już wcześniej na pewne tropy, o co w tym wszystkim może chodzić.
Dlaczego nie wlecieli helikopterem do obozu i nie uratowali wszystkich. Na końcu filmu lecą i widać środek labiryntu. Książki nie czytałem ale tam była chyba ciężarówka zamiast helikoptera , Tak ???
Czyli to taki harry potter dla dzieci nieco starszych? To nic dziwnego że film lekko mówiąc dupy nie urywa. Za dużo tych patetycznych gadek i pseudobohaterstwa. Widzę, że Thomas będzie czymś w rodzaju Mili Jovovich z Resident Evil, ponadprzeciętna, super obiekt badań eksperymentu, a do tego jeszcze telepatia o której piszesz między dwójką bohaterów (czyli kolejne love story?).
Wyjaśnienie całej sytuacji jest żenujące. Liczyłem na trochę lepszą fabułę. Bo co widzimy? Grupka dzieciaków kręci się po polance, w międzyczasie po labiryncie a potem okazuje się, że ot tak słońce wypaliło planetę (nawet bez słowa wyjaśnienia dlaczego tak się stało), a potem nie wiadomo skąd wziął się jakiś wirus (ma to jakiekolwiek powiązanie z tym słońcem?) i nie wiadomo dlaczego zamiast badać jego genom w laboratoriach, zamykają tą grupkę dzieciaków i obserwują przez trzy lata. Przecież to się kupy dupy nie trzyma. Pół filmu gadają o buldożerach a nasz główny bohater taki ciekawski ze nawet nie zapyta co to właściwie jest.
Sorry, ale po takim potraktowaniu fabuły widzę że to jest kolejna historyjka dla nastolatków o nastolatkach, a cała ta historia jest skleciona na szybko tylko po to aby przedstawić ich bohaterskie czyny.
Rażą też efekty specjalne, znów to cukierkowate CGI które nie straszy tylko bawi.
Co do scen o których wspominasz - żadna nie zrobiła na mnie wrażenia. Wygnanie Bena, oj jakie to przejmujące. Grupka dzieciaków bawi się w samosąd.
Thomas rzucający się na ratunek - oklepany schemat. Jest nowy, niedoświadczony, ale zadziwia wszystkich odwaga i męstwem.
Generalnie cienizna. Na początku było ciekawie, trochę klaustrofobicznie, tajemniczo, a potem to już się zrobił drugi Lost czyli kręcenie się w kółko.