Wziełam się za książki bo pomysł mnie zaciekawił. Ludzie pozbawieni wspomnień,
zamknięci na polanie pośród labiryntu po którym nocą krążą potwory. Problem w tym, że
czytelnik nie ma szans sam rozwiązać zagadki, gdyż rozwiązaniem są utracone
wspomnienia, więc zamiast snuć przypuszczenia można tylko bezmyślnie czekać aż
autor doda kolejny nowy fakt.
O ile pierwszą część czytało się fajnie, drugą już na zasadzie "no i co jeszcze?" bo
kolejne miejsca i ludzie są strasznie losowi. Nie jest to rodzaj zaskoczenia czytelnika po
którym zapala się lampka, bardziej wrażenie totalnego miszmaszu.
Kończe właśnie trzecią część, zostało mi jakieś 70 stron i ciągnie się jak flaki z olejem,
kolejne akcje są dodawane na siłę typu ktoś zostaje postrzelony / uprowadzony, by za
chwilę się uleczyć / znaleźć, ale nic to nie wnosi, a tylko zapycha. Ciągle mam w głowie
jeden smaczek z części pierwszej "WICKED is good", jeśli będzie zwrot akcji w stronę
tego smaczku to się ucieszę, jeśli nie to będę niezadowolona.
Ogólnie liczyłam, że seria będzie mieć charakter Liar Game z elementami horroru,
niestety przypomina to Hunger Games minus logika i romans (bo to co jest w książce
ciężko uznać za wątek romantyczny) za to przypakowane (na początku mniej, a w
dalszych częściach wieloma) bezsensownymi zwrotami w fabule.
Nie mniej jednak pierwsza część była całkiem ciekawa (minus zakończenie i
dochodzenie do prawdy), interesuje mnie w jaki sposób przedstawią Grievers'ów i kto
zagra Minho, więc chętnie zobaczę.