Ten film jest jakimś hołdem dla Irlandii... Ostatnio oglądałem "Hawana. Miasto utracone." Andy'ego Garcii i te filmy mają ze sobą nieoczekiwanie wiele wspólnego. Oba są hołdem dla narodów, opowiadają o ich historii w trudnych momentach życiowych i mają taki sam motyw braterskiego poróżnienia. "Wiatr buszujący w jęczmieniu" jest jednak filmem chyba przeintelektualizowanym - gdzie za dużo rzeczy scenarzysta chciał załatwic za jednym zamachem, a tak naprawdę nie skoncentrował się na niczym. Wyszedł z tego ładny szkic. Osobiście wolę "Hawanę...", gdzie mimo wielu niedoróbek reżyserskich Garcii, który jest debiutantem, widac i czuc klimat Kuby i wiadomo o co, gdzie i dlaczego Kubańczycy walczyli, wiadomo za czym teraz tęsknią.
chyba najważniejsze jest dla mnie, aby dobrze przenieść na ekran atmosferę danego miejsca i czasu, aby widz, nie bedąc związanym z przedstawionym w filmie światem, spróbował poczuć się "jednym z nich". Garcii udało się to znakomicie. Jeśli obraz Loacha jest pod tym względem podobny, to tym bardziej nie mogę doczekać się premiery.