Dawno żaden film tak mnie nie rozczulił jak ten właśnie. Choć sam nie chcę mieć dzieci to gdyby jednak mi się odmieniło to chciałbym u schyłku życia móc spędzić z nimi takie święta jak Robert w tym filmie. Kawałek dobrego kina - no właśnie jakiego? Familijnego? Być może. Ale przede wszystkim kina mówiącego coś o nas samych.
Chciałbym być, jeżeli będę, lepszym ojcem niż Robert. Ale jeżeli mi nie wyjdzie to chcę na koniec sam móc powiedzieć że zrobiłem wszystko co mogłem.
A co do reszty warsztatowej. No cóż. Robert to Robert. Niestety od jakiegoś czasu nie zachwyca w filmach. Za to Beckinsale mnie mile rozczarowała. Podobnież Barrymore. O ile ich role były tak naprawdę niewielkie to jednak obie aktorki wykrzesały z siebie to "ciepło" które było potrzebne do ich ról. O Rockwellu nie wspominam bo to klasa sama dla siebie. Ogólnie film jak na kino amerykańsko-"familijne" pozytywnie zaskakuje. Polecam niedowartościowanym ojcom.
P. S. I nie tylko.
Twierdzisz ze Robert zagrał zle w tym filmie? no zartujesz?!
Zagrał swietnie i ta jego mimika.Udowadnia ze w jakim by nie byl wieku jest WIELKIM aktorem
No cóż... Jest wielkim bo? Bo ostatnio niestety nie zagrał w żadnym ciekawym filmie od wyżej przeze mnie skomentowanego? Oczywiście nie chodzi mi o sam film ale o Niego. O Jego grę. Większość aktorów niestety gra podobnie ale Robert niestety ciągnie to już zbyt długo i zbyt zachowawczo. Kiedyś miał większe szczęście do ról. Teraz niestety już się skończyło:/ Z wielkiej czwórki już chyba tylko Nicholson dalej trzyma formę. I ma gust co do scenariuszy. Wiesz, mam po prostu wrażenie że Twoje pytanie wynika albo z sentymentu do Roberta albo z tego że po prostu chcesz podyskutować. Ale na chłopski rozum - cóż naprawdę On ma teraz do pokazania? Jego jedynym wyborem może być dobry scenariusz i reżyser który coś z Niego wykrzesa.