Frank przez lata był gościem, którego praca umożliwiała komunikację miedzy osobami oddzielonymi odległością. Przyszedł jednak ten dzień, że zrozumiał, że kawał przewodu i izolacji bynajmniej nie zapewnia nici porozumienia.
To zagwarantuje tylko szczerość, otwarcie się ludzi i zaproszenie do dzielenia się przeżyciami - tymi radosnymi, lecz co ważne – także tymi smutnymi.
W kinie Kirka Jonesa (niestety nie widziałem oryginału Giuseppe Tornatore) brzmi to może banalnie, choć wcale niegłupio. Tym większy żal, że to całkiem gorzkie i prawdziwe kino nie potrafi zachować właściwych proporcji i w konsekwencji w zakończeniu zamienia się w cukierkową i mdłą pochwałę szczęścia rodzinnego. Zupełnie inna bajka. Jakby producenci nastawieni na zysk dopisali coś zupełnie innego.
Niezbyt fajnie…
Moja ocena - 5/10