...ja się nie dziwię dlaczego te wszystkie laski ciągnęły do Magneto.
spytać się Mistique, a ona wyciąga foto młodego Erika i wszystko jasne ;)
ja chcę film tylko o Magneto
bo właśnie mimo, że First Class bardzo mi się podobał, to jakoś nie czuję abym mogła z czystym sumieniem dać mu coś powyżej 7/10... 7/10 z plusikiem i serduszkiem bo pewnie kupię ten film na dvd i będę go oglądać potem non stop ;)
ale czegoś mi zabrakło w tym filmie... lub odwrotnie - czegoś było za dużo, a za dużo było wg mnie bezsensownych postaci, które nic nie wnosiły ze sobą do fabuły, a były jedynie efekciarskim tłem: Biała Królowa - skąd jest? ten gość od trąb powietrznych - sorry, toster ma więcej charyzmy,a do grania tego złego nie wystarczy dobrze skrojony garnitur i śliczna buźka.. no i szkoda Flemynga, że miał tak mało do roboty :/
banda dobrych dzieciaków mutantów też specjalnie nie była przekonująca, nie czułam że są zgraną drużyną, a ich trening odebrałam jako śmiechowy przerywnik od prawdziwego popisu aktorstwa jaki dali Michael Fassbender, Kevin Bacon (to jego mlaskanie i kluski w głosie jak szprechał po niemiecku - od razu chce się go zabić ;)) no i poniekąd James McAvoy, którego osobiście nie za bardzo lubię
gdyby nie ta trójka i w miarę składny scenariusz, to dostalibyśmy coś na kształt fatalnej trójki XMen lub Wolverine... a tak, jest według mnie, coś pomiędzy efekciarstwem tych wspomnianych a pierwszymi, genialnymi częściami serii X-Men wyreżyserowanymi przez Singera, którego Marvel powinien nosić na rękach i tylko jemu dawać filmy do reżyserowania, zwłaszcza jeśli chodzi o pokazanie dualizmu postaci, ich charakteru itd.
poza tym w miałam problem z odgadnięciem, który rok mamy, bo z jednej strony kryzys kubański a z drugiej cekiniaste staniki lat 70tych
jak ktoś mnie oświeci - będę bardzo wdzięczna
aaa.. i nie zabierajcie na ten film 5letnich berbeci - jest jedna scena, Magneto vs. Sebastian Shaw, której maluchy nie powinny oglądać...
A nie 1961, bo wtedy Magneto odwiedził pana bankiera (to była zajebista scena, w sumie jak każda z Magneto).
sękju.. w kinie nie czytam napisów a polskie napisy skutecznie mi zasłoniły te oryginalne, filmowe :)
Główna akcja filmu to rok 1963, a Singera powinien nosić FOX, a nie Marvel bo to oni mają prawa do X-Men.
Gdyby nie te dzieci, to nie można mówić że to X-Men. X-Men to drużyna składająca się ze studentów Xaviera.
Gdyby film był o samym Magneto i Xavierze, wtedy tytuł by nie brzmiał First Class, a jakiś kolejny Begins.
To co miało być w filmie o Magneto dali tutaj, połączyli jego historię i początki X-Men, więc nie ma co liczyć na jego indywiduwalne perypetie.
nie chodzi o to, że była tam banda dzieciaków, która stanowi core do całej instytucji Xaviera, a raczej fakt, zresztą jak napisałam wcześniej, że wypadli mało przekonująco - ot, zlepek różnych mocy i śmiechowy przerywnik
Bo oni nie byli tam najważniejsi. A, że zlepek mocy to inna sprawa.
Głównie byli tam dla pochwalenia sie efektami specjalnymi.
Przecież na tym to miało polegać, że oni mają być dzieciarnią, która dzięki Xavierowi uwierzy w siebie i nauczy się jak korzystać ze swoich mutacji. Nie odrazu każdy jest dorosłym, a humor też musiał być przy takiej mieszance charakterów. Nie byliby tłem, gdyby nie to o czym pisałem wyżej, czyli połączenia fabuły, z tym co miało być w odrębnym filmie o Magneto, który zdominował ten film.
dude.. ty czytaj ze zrozumieniem... niech sobie będą dzieciaki i mają po tysiąc mocy ale niech to będą osoby z charakterem a nie wydmuszki... jak mam ci to napisać? po chińsku żebyś zrozumiał? płyta ci się zacięła czy co?
Kiedyś przy okazji innych x-filmów prowadziliśmy grzeczne konwersacje, więc nie będę się z tobą kłócił. Płyta mi się nie zacięła, bo mogę o czym innym pisać, dobrze rozumiem że nie kupujesz tych postaci.
Na tle Azazela i Riptide'a to dzieciarnia miała niezwykle rozbudowane osobowości.
Tyle, że Angel mogło by nie być, jej przejście nie miało cienia dramatyzmu, Darwin (i jego śmierć) właściwie nic nie wniosły - był to powód przeprowadzki do posiadłości Xaviera, ale to można było inaczej rozwiązać.
Hank i Raven mają trochę czasu ekranowego, ale do wykorzystania pełni potencjału zabrakło odrobiny więcej czasu.
Banshee był ok, był sobie w tle i tyle. Havok w tym filmie to jakaś pomyłka, choć to bardziej uwaga z pozycji fana komiksów, podobnie jak z Banshee było go tyle co trzeba, ale sposób wprowadzenia go był trochę głupi.
Emma miała całkiem sporo linii, ale o postaci nic się nie dowiedzieliśmy.
Chyba trzeba było jednak zrobić X-men Origins: Magneto, zamiast First Class.
Mimo wszystko podobał mi się bardziej od pierwszych dwóch, wątki Magneto - Shaw i Magneto - Xavier, plus wątek główny zasłaniają niedociągnięcia.
co prawda to prawda.. Raptide.. ehh..
właśnie tak też myślę, że za mało było o tych uczniach, o których jest przecież mowa w tytule
to pewnie dlatego daję 7/10 a nie 8/10