Zło we mnie = February?

Jak oni to robią?

114
  • Tytuł nadaje dystrybutor w danym kraju, więc skończcie się już czepiać wy 'tytułowi naziści'.

    • SIEG HEIL!

      • "Luty"

        Stary, dzięki Tobie film zarobiłby w Polsce może z 50 złotych gdybyś przetłumaczył ten tytuł dosłownie.

        • Dokładnie! Dla mnie mógłby się nazywać: ''Królik- cień który nadejdzie'' co to za różnica gdy film jest świetny :)

        • Gdyby w Polsce zostawić tytuł "February" i nie tłumaczyć go na "Luty", też byłby intrygujący i skłaniający po sięgnięcie w czeluście Internetu celem spenetrowania, o czym traktuje. A poza tym zwróćmy uwagę, że jakoś Amerykańcom nie przeszkadza tytuł "February", dla nich też nic nie mówiący, bo teoretycznie może to być również melodramat. Tytułu filmu "Fan" ze Snipesem i De Niro w Polsce w ogóle nie tłumaczono na, powiedzmy, "Baseballista w kleszczach fana" i jakoś nie przeszkodziło mi to obejrzeć go jeszcze na VHS, choć do czasów upowszechnienia Internetu było jeszcze daleeeko, a też tytuł mógł wskazywać na fana jakiegoś szarpidruta.

          • Tak, różnie bywa, ale generalnie takie proste tytuły dobrze brzmią po angielsku. Po prostu ta specyfika konkretnego języka robi swoje. Potrafią też być złożone tytuły, które po angielsku brzmią świetnie, a analogiczne po polsku już nie bardzo (jak w przypadku "Iluzji" - "Now You See Me" brzmi świetnie i jest chwytliwe, ale to samo po polsku brzmi już fatalnie). Według mnie jednak jest bardzo ważne, żeby tytuł pasował też - w sensie dobrze brzmiał, był interesujący, pasował do filmu treści jak i stylu/klimatu - w danym języku. Dlatego dobrze, że dystrybutorzy puszczając film na rynek danego kraju biorą to pod uwagę i nadając filmom te regionalne tytuły kierują się jakimś namysłem, a nie po prostu tłumaczą tytuł oryginalny.

            A "Fan" to akurat dobry tytuł skupiający się na sednie filmu, nie jakiś taki krążący wokół tematu. No i dobrze brzmi po polsku, więc dla mnie nie ma w tym nic dziwnego, że w tym przypadku tytuł dano dosłownie taki jak tłumaczenie. Ludzie często czepiają się np. tytułu "wirujący seks" i przyznaję, że dla mnie też brzmi on strasznie głupio. Z drugiej jednak strony dosłowne przetłumaczenie na "Brudny taniec" byłoby straszne, przetłumaczenie bardziej zgodne z sensem językowym na "Wulgarny taniec" też jakoś nie bardzo. Jak się tak głębiej zastanowić to ten wirujący seks jako seks/seksapil w ruchu/wynikający z tańca/ to całkiem zgrabny pomysł. Ale tak czy owak film i tak funkcjonuje w Polsce raczej wyłącznie pod oryginalnym tytułem, więc nie ma czym się martwić.

            A co do tego filmu, pod którym jesteśmy, to tak naprawdę w USA funkcjonuje on pod tytułem "The Blackcoat's Daughter", w Kanadzie jako "The Devil's Daughter", a produkcji jest właśnie amerykańsko kanadyjskiej. "February" był najprawdopodobniej tytułem roboczym i pod nim film poszedł na rynek w UK, a filmweb niezbyt kompetentnie podaje te wszystkie informacje.

            • Gdyby była możliwość dawania łapek w górę na filmwebie to dostałabyś ode mnie ze 100 :)
              W zupełności się zgadzam i podzielam zdanie.

              Chciałbym się odnieść jeszcze krótko do wypowiedzi JackHolborna:

              "Tytułu filmu "Fan" ze Snipesem i De Niro w Polsce w ogóle nie tłumaczono na, powiedzmy, "Baseballista w kleszczach fana" i jakoś nie przeszkodziło mi to obejrzeć go jeszcze na VHS, choć do czasów upowszechnienia Internetu było jeszcze daleeeko..."

              I właśnie tutaj upatrywałbym się pewnego trendu :) Otóż w czasach gdy internet nie był tak spopularyzowany nie znaliśmy nawet oryginalnych, anglojęzycznych tytułów bo niby skąd? Nikomu nie przeszkadzały wtedy polskie tłumaczenia wielu filmów gdyż nikt po prostu nie znał ich amerykańskich pierwowzorów. Dopiero w dobie internetu jakaś grupa dzieciaków (nie chcę tu nikogo w tej chwili obrażać, broń Boże) dorwała się do sieci i tam mogą sprawdzić każdy oryginalny tytuł. I nagle zaczęło nam to przeszkadzać? Jak wcześniej, przed dobą internetu, mieliśmy to głęboko gdzieś?

              Jestem jeszcze młody, dopiero 23 lata więc u mnie praktycznie w całym życiu był internet ale nawet na początku XXI wieku nie był to jeszcze taki środek masowego przekazu jak dziś, youtube dopiero powstał nie mówiąc o jakiś portalach filmowych. Nikt się nie przejmował że Szklana Pułapka to w oryginale Die Hard. (tak teraz sprawdziłem to lata 80 nawet pierwsza część. Jej, jaki Bruce Willis już stary dziadyga :D)
              czy braveheart (95') to odważne a nie waleczne serce. Jak wiadomo waleczne serce brzmi po prostu lepiej. Nobody cared. A teraz? Widzą ludzie Fabuary i łapią się za głowę "jak to nie luty? Ci tłumacze. Ja chodzę do podstawówki i lepiej znam angielski od nich, lol".

              Także to tak w ramach luźnej dygresji. Pozdrawiam :)

              • Ja z kolei 20 września skończę 44 lata (nie ma się czym chwalić; mam już z górki;-)) i jeśli mam coś dodać od siebie to "Terminatora" z 1984 roku, na którym byłem jako nastolatek w kinie (dziwię się, że mnie w ogóle wpuścili). Wówczas tytuł tego filmu nic Polakowi w PRL-u nie mówił i pewnie dlatego poszedł jako "Elektroniczny morderca". Zapewne nawet w USA nikt nie wiedział, o czym jest film z austriackim mięśniakiem, ale u nich zapewne były już wówczas trailery w TV i można było sobie wyrobić zdanie.

            • @Eleonora - w ogóle to sam tytuł odnoszący się do seksu ma w założeniu przyciągać:-) A "dirty" to - o ile mi wiadomo - faktycznie znaczy również brudny, nieetyczny, wulgarny.

  • Nastepny co "grzeszy" bystroscia .

  • xD Na "Luty" nikt by nie poszedł do kina, mało zachęcający tytuł.

  • Jest teoria, że nieskończona liczba małp, z których każda ma przed sobą maszynę do pisania, będzie wstukiwała przypadkowe litery, to w końcu napiszą poemat szekspira. Tak samo jest z tłuamczami. Walą paluchami na oślep w klawiaturę i składają przypadkowe słowa na czas jak w boggle.

    • Tak żem czuł.

    • Istnieje coś takiego jak dystrybucja filmu, ale dla pewnych osób jest to chyba za trudne do zrozumienia, że tytuł, pod jakim rozprowadzany jest film w danym kraju nie zależy od tłumaczy, a przy jego ustalaniu tytuł oryginału ma nieszczególnie duże znaczenie....... Naprawdę ogarnijcie się. Rozumiem czepiać się jakichś nieudanych tłumaczeń samych dialogów, ale czepiać się tytułu i przyznawać się do tego, że jest się przekonanym, że chodziło o wierne jego tłumaczenie tylko tłumacz nie rozumie języka, z którego tłumaczy.... Masakra....

      • Istnieje coś takiego jak poczucie humoru, ale dla pewnych osób jest to chyba za trudne do zrozumienia. Poza tym kim jesteś i z jakiego powodu wbiłaś się tu udając wszechwiedzącego lamę z tybetańskiego klasztoru, żeby wmawiać nam iż nie możemy sobie swobodnie porozmawiać bo to, co... niestosowne? głupie? niepotrzebne?
        Te dwie główki przy nicku chyba niewiele znaczą, co? Żeby pokazać nam jak głupia to dywagacja? My o tym wiemy. Ty raczej nie.
        Money Monster to Zakładnik z Wall Street
        Girl, Interrupted to Przerwana lekcja muzyki
        Dirty Dancing to Wirujący Seks
        Oczywistym jest dla mnie fakt, że dystrybutor ma w dupie inteligentych ludzi i nadaje tytuły w taki sposób, aby sprzedać jak najwięcej produktu. Ale to nie znaczy, że nie będę tego krytykował i nie będę wyśmiewał głupot. W końcu co drugi film nie dość, że ma spieprzony tytuł, to jeszcze podtytuł, który również jest z dupy. I tak roi się od XYZ Ewolucja, XYZ: Początek, XYZ: Apokalipsa etc. etc. Creed musi się narodzić jako legenda, i nie wystarczy samo Odd Thomas - musi być jeszcze pogromcą zła. Trochę się rozpisałem ale nie lubię być traktowany jak idiota. Stąd też podpiąłem się pod ten temat, który uważam za bardzo ważny dla mnie, maniaka filmowego. NIestety, a może stety, żaden dystrybutor filmowy nie przeczyta naszych postów i cały czas będzie wydawał filmy pod badziewnymi tytułami, bojąc się spadku sprzedaży i mając głęboko w poważaniu zdanie myślącej części społeczeństwa. Jednak plusem tej sytuacji jest możliwość pośmiania się z co głupszych projektów. Jeśli jednak coś się zmieni to będzie to jak Coyote Ugly - Wygrane marzenia.

        • Wiesz, jak na ton humorystyczny to coś za bardzo znowu wyszło Ci na poważnie. I to wręcz śmiertelnie poważnie, co przyznaję, śmieszy.

          Z tego wszystkiego najbardziej dowcipnie (choć znów niezamierzenie) wyszło Ci to twierdzenie, że dosłowne tłumaczenie tytułów miałoby być tak miłe dla inteligentnych widzów :)))
          Inteligentni widzowie mają to do siebie, że znają tytuł oryginalny, a pomysły na dystrybucje w różnych krajach (lokalne tytuły, plakaty, otoczkę wprowadzania filmu na dany rynek) potrafią dla nich stanowić dodatkowe ciekawostki do filmów. Inteligentni widzowie rozumieją, że to, co w jednym języku brzmi dobrze w drugim może się z czymś innym kojarzyć czy/i brzmieć źle i najzwyczajniej nie pasować jako tytuł danej produkcji. Inteligentni ludzie rozumieją różnice językowe dla Ciebie najwyraźniej nie do ogarnięcia. Nie chcesz być traktowany jak idiota, to nie pisz postów godnych idioty.

          • Jest poważnie bo temat nie jest śmieszny. A cynizm i wesołe dogryzanie to jedyny sposób na taki skrajny debilizm. Nie dałem Emotka i nie zauważyłaś, że się naśmiewamy? Wybacz ale za stary jestem na wklejanie mordek ze znaków ASCII.
            Wpadasz koleżanko w niepoważne dywagacje i moralizujesz, każesz się ogarnąć i łohohoho. A później wyśmiewasz, że odpowiadam Ci na poważnie?
            "Inteligentni widzowie mają to do siebie, że znają tytuł oryginalny, a pomysły na dystrybucje w różnych krajach (lokalne tytuły, plakaty, otoczkę wprowadzania filmu na dany rynek) potrafią dla nich stanowić dodatkowe ciekawostki do filmów."
            Dlatego właśnie tytuły "z tyłka wzięte" obrażają moją inteligencję. NIe muszą tytułów dawać dosłownie (niech dadzą tytuł zgodnie z zasadami tłumaczenia), ale niech nie wymyślają nowych. Skoro tego nie rozumiesz, no cóż - najwidoczniej masz mniejsze, popcornowe wymagania. Nie widzę żadnej ciekawostki w spojlowaniu filmu, naprowadzaniu widza na fabułę poprzez zmianę tytułu; "bo oryginalny nie będzie się kojarzył"; albo będzie się kojarzył źle. Bo jak komuś zamarzy się nazwanie filmu kupa (z jakiegokolwiek powodu) to oczywiście zmieńmy tytuł, bo tak. Bo społeczeństwo tego oczekuje? Z takim myśleniem i podejściem jest o krok od cenzury. I moja skromna osoba nie wyraża zgody na takie praktyki.
            Ja mam się ogarnąć? Ja nie rozumiem? Chyba żyjesz w innym świecie niż ten realny. Świetny przykład dobrego nazewnictwa to np. Raport Mniejszości. Tytuł miał być zmieniony bo może się źle kojarzyć. I co? I gówno. Mamy Raport Mniejszości. Można? Można.
            Konkluzja jest następująca: Piszę posty godne idioty? No i fajnie. Na szczęście nie muszę się liczyć ze zdaniem osoby, która nic dla mnie nie znaczy.
            Jeśli sobie życzysz to możemy dalej podyskutować. I pomimo, że raczej swojego zdania nie zmienisz, a ja przy swoim będę obstawał to popisać zawsze można.
            Tak czy inaczej pozdrawiam.

            • Może spróbuj jednak się zdecydować, bo raz piszesz o poczuciu humoru, którym to niby dysponujesz, a potem, że jednak na poważnie.

              Nie widzę debilizmu w istnieniu i działaniu dystrybucji, natomiast widzę debilizm w pisaniu, że będąc wielbicielem kina cierpi się przez to, że twórcy filmu chcą na nim zarobić. Prawdziwemu wielbicielowi kina powinno raczej zależeć właśnie na tym, by filmy jak najlepiej się sprzedały, by trafiły do jak największej liczby odbiorców, a ich twórcy na nich jak najwięcej zarobili, by potem mogli tworzyć następne projekty. Ty natomiast piszesz, że z Ciebie taki wielki kinomaniak i niby właśnie w związku z tym tak Cię boli, że dystrybutorzy filmów starają się dobierać tytuły tak, by jak najwięcej na filmach zarobić. Tytuły jak najlepiej pasujące słusznie zwracając przy tym uwagę na kluczową kwestię, a mianowicie to, że wiele tytułów jest nieprzetłumaczalnych dosłownie lub/i przetłumaczone dosłownie źle brzmią w języku kraju, w którym film ma być rozpowszechniany. Filmy rozpowszechniane z kiepskim tytułem raz, że wielu osób nie zachęcają, a dwa, że wielu dają błędne pojęcie o czym jest dana produkcja, co prowadzi do tego, że ludzie idą na film spodziewając się po nim czego innego i choćby film w swoim stylu był całkiem udany zostaje źle przyjęty i odnosi klapę. Możesz mieć w głębokim poważaniu te osoby, które idą na film właśnie tak spontanicznie, a nie kierując się reżyserem itd., ale twórcom filmów zależy na tym, by na nich zarobić, więc zależy na takich widzach i to bardzo mocno. Co więcej małe zyski z danej produkcji potrafią zablokować ludziom karierę w świecie kina. I na serio jako kinomaniak właśnie tego im życzysz?

              Poza Tobą nie spotkałam jeszcze nigdy miłośnika kina, dla którego taką tragedią by było, że sprawna dystrybucja przyczynia się do sukcesu finansowego, czyli który siłą rzeczy wolałby by twórcy i producenci filmów odnieśli finansową klapę niż dzięki dobrej dystrybucji zarobili jak najwięcej.


              Szczęśliwie osoby związane z dystrybucją filmów nie prezentują Twojego poziomu, więc nikomu nie przychodzi do głowy dawanie tytułów z sufitu i w stylu 'kupa', ani też nie przychodzi im do głowy, że takie by mogły być oczekiwania społeczeństwa. I niezły przeskok z oczekiwań społeczeństwa do cenzury. Czy oby na pewno rozumiesz co znaczy cenzura? To, co na pewno można stwierdzić po Twoich wpisach to to, że jesteś raczej ostatnią osobą, która by się nadawała do dystrybucji filmów.

              A odnośnie tego filmu, pod którym jesteśmy - produkcja: Kanada, USA.
              Tytuł w USA: 'The Blackcoat's Daughter'. Tytuł w Kanadzie: 'The Devil's Daughter'. Tytuł w Polsce: 'Zło we mnie'.
              Czyli co? Na serio tytuł z sufitu i nie mający związku z filmem ani tytułem oryginalnym?

              'February' jest tytułem z UK. Nie wiem czy w ogóle nie jest to pomyłka, że pod tym akurat tytułem ten film umieszczono w bazie. Może to był roboczy i pod takim puścili na rynek UK, a w USA po skończeniu produkcji rozpowszechniali już pod sensowniejszym, bo prawidłowo doszli do wniosku, że 'February' to jednak zdecydowanie słaby tytuł. Nie znajduję informacji o tytule roboczym, więc całkiem możliwe, że było właśnie w ten sposób.

              • Ah Ci głupi tłumacze, nie potrafią nawet przetłumaczyć z angielskiego (tytuł w USA) na angielski (tytuł w Kanadzie)...
                Oh wait...

                Tak swoją drogą - podziwiam opanowanie w tłumaczeniu w tak elokwentny sposób.

                "Poza Tobą nie spotkałam jeszcze nigdy miłośnika kina, dla którego taką tragedią by było, że sprawna dystrybucja przyczynia się do sukcesu finansowego, czyli który siłą rzeczy wolałby by twórcy i producenci filmów odnieśli finansową klapę niż dzięki dobrej dystrybucji zarobili jak najwięcej. "

                Jest to tak trafione że trudno napisać coś więcej. Idealne podsumowanie myśli.

  • To jeszcze nic.
    Pomyśl, że w Ameryce "February" = "The Blackcoat's Daughter".
    To dopiero jest wyczyn.

  • Nie tylko za polski tytuł należy się dystrybutorowi nagroda (nie może być tajemnicy, tylko kawa na ławę), dodatkowo i przede wszystkim za polski plakat, których jest spoilerem doskonałym :D Plakatem już przekroczono granicę żenady i śmieszności

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię