Źle dobrana farmakologia (reżysera)

Piękna muzyka sakralna, świetne zdjęcia mogą nieco pomóc w trawieniu tego artystowskiego pawia, choć momentami jeszcze pogłębiają przepaść pomiędzy żenująca fabułą a udaną realizacja. Finałowe sceny tak żenujące, że ma się ochotę zasłonić oczy a uśmiech politowania sam pojawia się na twarzy. Nie ma naprawdę nic gorszego niż pseudointelektualny gniot. Ego reżysera chyba jest na granicy eksplozji z nadymania, ze zdecydował sie na taki soundtrack przy tej mieliźnie

88

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: