Lichy horror sci-fi, w którym L.A. zostaje nawiedzone na Wigilię przez watahę krwiożerczych stworów. Reżyser wyraźnie stara się przedstawić swoją historię śmiertelnie serio, ale pod jego batutą kuleją niemal wszystkie elementy: aktorstwo jest na poziomie opery mydlanej, dialogi durne, zachowania postaci - nielogiczne. Na dodatek co rusz bije się tu widza po oczach tandetnymi efektami CGI. Potencjał jakiś był, ale wykonanie zawodzi na całej linii. Do tego stopnia, że miejscami całe to przedsięwzięcie budziło we mnie skojarzenia z produkcjami niesławnej wytwórni Asylum. Różnica jest taka, że tamci kręcą bezwstydne gnioty celowo i z premedytacją, a tutaj widoczne są pewne chęci stworzenia filmu z prawdziwego zdarzenia. Szczere czy nie, wiadomo co jest nimi wybrukowane.