nie wiem skąd twój zachwyt nad tym filmem. zupełnie nikomu bym go nie poleciła stylem chciał chyba przypominać Kawę i papierosy, może Guzikowców ( takei odniosłam wrażenie) niesetyty ani jednemu filmowi ani drugiemu w zupełności nie dorównał. może faktycznie poczatek całkiem dobry ale końcowe sceny zupełnie bezsensu i z nawet całkiem absurdalnej komedii przekształcono to w film, no własnie jaki? w film który ma dać do myslenia tylko nad czym? sceny z dziadkiem zupłenie nie zostały doprowadzone do końca a osoba sędziego zupełnie nie wiem czemu miała służyć. przykro mi ale tylko marne 4 w ocenie. Jedyna scena warta polecenia to chyba scena w kolorze:)
czemu nie dorównały? bo reżyser mniej popularny i znany niz Jarmush czy Zelenka? Obu uwielbiam i bardzo cenię, ale przy okazji uważam 'Zakochanych...'za równie dobry film. Czy wszystkie sceny muszą być doprowadzone do końca, rozwiązane? Dać widzowi wszystko, jak na talerzu, czy na prawde o to chodzi? Lubie filmy o niczym duzo bardziej niz te pseudomoralizatorskie, a nie wszystko musi czemuś służyć. Czy u Jarmusha wszystko jest jasne i dopowiedziane, a także czy ma konkretne przeznaczenie? Odpowiedz sobie sam/a. Ja dałam 9/10, również za tą scenę w kolorze, dodaje niepowtarzalnego smaku ;)
Wątpie, aby zamierzeniem reżysera było abyś Ty rozpoznała ten film jako Kawa i papierosy lub Guzikowcy. Wydaje mnie się, że takie porównanie filmów tylko krzywdzi twórców, w końcu kto chce robić to co już zostało zrobione. Nie rozumiem co chciałaś powiedzieć pisząc najpierw końcowe sceny są bez sensu, kiedy potem piszesz, że zaczęło się to komedią absurdalną. Co to jest przejście z absurdu w bezsens? Moim zdaniem zostało powiedziane zupełnie tyle ile powinno, a sprawa sędziego to jest dookreślenie lub dopełnienie głównego bohatera. Pozdrawiam