Film do zapomnienia już w trakcie napisów końcowych. O ile pierwsza część nie byłaby taka zła gdyby nie fatalna końcówka, tak tutaj jest bardzo słabo na przestrzeni całego filmu... jedna czy dwie nieco bardziej kreatywne sceny nie mogą zmienić poglądu na cały twór.
Wszystko rozgrywa się na znanych wszystkim horrormaniakom schematach. Nie ma tu kompletnie nic nowego, absolutnie wszystko jest odtwórcze. Każda kolejna scena to kopia zagrywek powtarzanych w co najmniej co drugim podrzędnym horrorze. Z takim sposobem pisania historii i straszenia widza trudno o film, który fabularnie intryguje i który powoduje gęsią skórkę.
Sequel stoi na podobnym poziomie, co poprzednik. Jeszcze jedynka miała całkiem niezły klimat (przynajmniej przez pierwsze kilkadziesiąt minut), tutaj wszystko jest rozmyte i pozbawione jakiejkolwiek barwy i własnego stylu. Wszystkie lokacje wyglądają tak samo - nieważne czy akcja dzieje się w kościele czy w szkole, czy gdzieś indziej. Wydaje się, że aktorzy mają potencjał, ale obdarzeni są tak niewdzięcznie dennymi rolami, że czegokolwiek by nie zrobili, to nie są w stanie uratować filmu.
Poza tym, jak to niestety często w horrorze bywa, w co drugiej scenie, która w zamyśle ma straszyć, czuć przesadę i wszystko jest traktowane dosłownie. Nic nie jest pozostawione wyobraźni widza, wszystko należy mu pokazać... Ten biegający potwór z rogami to było przegięcie. Wygląda na to, że diabeł nie jest w stanie nawet sforsować drzwi, jeśli mu się je zamknie przed nosem. Zakończenie (chociażby sposób rozprawienia się ze złem) to festiwal cringe'u.
Mam nadzieję, że to druga i ostatnia część cyklu, bo na więcej ta historia po prostu nie zasługuje. Mało tego, mam nadzieję, że całe uniwersum Obecności też powoli ma się ku końcowi, bo widać jak bardzo jest już wyczerpane.
3/10