Film jest kompletnie pozbawiony wyczucia. Nie ma spójności. Świetni aktorzy – którym ktoś napisał
bardzo złe role. Brakuje chwili, którą można nazwać wstrząsającą, albo mocno patologiczną. Ideą
było ukazanie niezdrowych relacji rodzinnych, niestety zamiast tego mamy do czynienia ze słabo
przedstawioną historię histerycznej (ale nie przesadnie –jakby nie można było pokazać w filmie
emocji) córki i histerycznej matki. I męża, który próbuje uratować nie relację, a film (bo Pana Łukasza
ogromnie szanuję). Jedyną mocną sceną jest rzucanie talerzami, niestety wątek nie jest dalej
pociągnięty. Każda próba wgłębienia się w konflikt między matką, a córką, albo przeanalizowania ich
relacji natychmiast jest zamykana nowym, słabym elementem historii.
W filmie brakuje jakiegokolwiek komentarza od twórców, a mało intrygujące rozmowy i sytuacje już w
pierwszych minutach dają jasno do zrozumienia, że nie ma co liczyć na mocne, dramatyczne kino z
przesłaniem. Metafory zastosowane w filmie są płytkie lub całkowicie chybione. Choćby scena z
rybami jest kompletnie pozbawiona sensu. Nie mówiąc już o tym, że histeryczna bohaterka musi być artystką,
bo widocznie jej histerię można wytłumaczyć właśnie duszą artystyczną;).
Niektóre zdjęcia są bardzo ładne. Również zdjęcia Katowic. Jedno ujęcie – w którym matka siedzi
przy stole, a obok prześwituje mocno weranda –całość utrzymana w bieli. Bardzo ładny obraz, trzeba
przyznać.
Poza tym film nie zachwyca, co więcej rozczarowuje na całej linii. Chyba, że ktoś ma ochotę na
bardzo kiepską komedię – wtedy polecam serdecznie.
Się zgadzam co do joty, więc nie będę zaczynał nowego wątku. Obie kobiety niezrównoważone psychicznie, na granicy psychopatii; los żadnej z nich nie porusza. Durne baby (przepraszam kobiety za ten epitet), więc mamy je gdzieś. Nie można się oprzeć wrażeniu, że wszystko to sztuczne, wymyślone, nieprawdziwe, bez emocji. Przeczytałam niedawno świetną książkę Izabeli Szylko na podobny temat - "Łyżeczka" się nazywa. Też konflikt matka - córka, ale albo autorka po prostu wie o czym pisze, albo lepiej potrafi wymyślać historie niż duet Piekorz-Kuczok.