Bartosz Czartoryski

Rozmawiamy z gwiazdami "Domu z papieru"

Wywiad
/fwm/article/Rozmawiamy+z+gwiazdami+%22Domu+z+papieru%22-137137
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Robert+Pattinson+%E2%80%93+od+zmierzchu+do+%C5%9Bwitu-136844

Robert Pattinson – od zmierzchu do świtu

PERSONAPodziel się

Joanna Krygier pisze dla nas o aktorskich wcieleniach Roberta Pattinsona.

"Z drewna, jakim złośliwi (ale i łagodni) kwitowali jego umiejętności przy okazji "Zmierzchu", niespodziewanie wykształciła się całkiem plastyczna masa, zdolna do przyjmowania różnych kształtów" – Joanna Krygier pisze dla nas o aktorskich wcieleniach Roberta Pattinsona. Dajcie znać, czy też śledzicie jego karierę.

***

Wczoraj amant o gładkiej buźce i groźnym spojrzeniu, słodki słodkością zakazanego owocu, w którym chętnie zatopiłaby ząbki każda nastolatka. Dziś popadający w obłęd strażnik latarni morskiej januszowym wąsem zdobiony. Jutro – nadczłowiek w czarnej pelerynie ratujący miasto przed zagładą. Robert Pattinson wyśliznął się z szufladki pełnej amantów, zanim jeszcze na dobre go do niej wrzucono, zajrzał do innych, znacznie pojemniejszych skrzynek. Jako niepoprawny katastrofista, pomimo kilkunastu lat występów na dużym ekranie, nieustannie wieści jednak własny upadek, gdyż – jak sam mówi – właściwie nie potrafi grać.

I w gruncie rzeczy nigdy nie chciał. Swoją przyszłość wiązał z muzyką (skończyło się na dwóch kawałkach do "Zmierzchu"), a dopóki odznaczał się androgeniczną urodą, działał też w modelingu. Jego typowo męski już wygląd sprawdził się natomiast kilka lat temu w stylowej, czarno-białej kampanii reklamowej Diora. Do teatru w londyńskim Barnes trafił za namową ojca, chcącego wyplenić u syna nieśmiałość. Wypatrzony przez łowcę talentów przeniósł się do świata filmu, który przyjął go jednak dość chłodno: w "Vanity Fair. Targowisko próżności" Miry Nair sceny z udziałem Pattinsona (wcielił się tu w syna Reese Witherspoon, z którą sześć lat później tworzyli parę kochanków w "Wodzie dla słoni") zostały wycięte, o czym sam zainteresowany dowiedział się dopiero podczas premiery.

Po drodze zaliczył jeszcze raczej bezbarwną kostiumową rolę Giselhera w telewizyjnym "Pierścieniu Nibelungów" Uliego Edela, niezłe studium szaleństwa "Nawiedzonego lotnika" Chrisa Durlachera, nieporadnego kumpla grzęznącego w friendzonie ciężarnej koleżanki w "The Bad Mothers Handbook" Robin Shepperd czy pogrążonego w kryzysie egzystencjalnym dwudziestolatka, zadającego sobie tytułowe, fundamentalne pytanie "How to Be". W słodko-gorzkiej tonacji niskobudżetowej produkcji, ocierającej się jednak czasami o amatorszczyznę, Pattinson zostawił cząstkę siebie – gościa, który podobnie jak jego bohater, występował ze swoim zespołem Bad Girls w londyńskich barach. Co zabawne, premiera kameralnego projektu Olivera Irvinga zbiegła się w czasie z przełomem w karierze Anglika, który stał się jednocześnie mocnym tąpnięciem w popkulturze w ogóle, dającym zielone światło dla powrotu tematyki wampirzo-wilkołaczej na szeroką skalę.

Strzyga z Hufflepuffu

Może i chałowy "Zmierzch" okazał się brzaskiem w karierze Pattinsona.
Joanna Krygier
Ale zanim na horyzoncie pojawił się wampir błyszczący w słońcu jasno jak diament, na widok którego Belli (Kristen Stewart) i milionom innych dziewczynek serce zabiło mocniej (chyba że któraś była w Team Jacob), w Turnieju Trójmagicznym wystartował Cedric Diggory, ginący potem z honorem w starciu z Voldemortem (Ralph Fiennes). Udane wejście-wyjście w świat Hogwartu w "Harrym Potterze i Czarze Ognia" Mike'a Newella i nieco późniejsze zaangażowanie się w nadspodziewanie lukratywną sagę opartą na tetralogii Stephanie Meyer okazały się kamieniami milowymi w karierze Pattinsona. Pierwsze doświadczenie potwierdziło słuszność jego wyboru ścieżki zawodowej, drugie – zmuszające introwertyka do konfrontacji z przytłaczającą popularnością – porządnie nią zachwiało. Nawet dziś z zażenowaniem ogląda się wywiady sprzed dekady, w trakcie których wyraźnie zmieszany aktor witany jest przez tłum piszczących i płaczących ze szczęścia fanek. Ten, który – o ironio – był największym trollem serii, ten, który cieszył się z końca zmierzchomanii, ten, który na początku omal nie pożegnał się z sagą, nie godząc się na sugestię uczynienia z Edwarda większego śmieszka. Może i chałowy "Zmierzch" okazał się jednak brzaskiem w karierze Pattinsona. Dzięki niemu wskoczył bowiem na listę najlepiej zarabiających aktorów w Hollywood i wraz z Kristen Stewart zaczął przebierać w nowych ofertach (w porównaniu do pary Taylorowi Lautnerowi jakby mniej się poszczęściło). Za rolę ponurego, sztywnego, ale zabójczo przystojnego chłopaka ze szkolnej ławki dostał kilka sympatycznych nagród, jak te od Teen Choice dla ulubionego wampira czy za najlepszy pocałunek – z Kristen Stewart. Za strzygę o bujnej czuprynie i magnetyzujących oczach w kolorze złocistego piasku (sekret przeszywającego wzroku Cullena tkwi w soczewkach, które ciągle przeszkadzały Pattinsonowi), skrywającą ekscytującą tajemnicę, do tego koszyka wpadło też jednak sporo nominacji do Złotych Malin. Projekty realizowane pomiędzy kolejnymi częściami "Zmierzchu" (2008-2012) powoli przypinały Anglikowi łatkę aktora melodramatycznego. Medialne wyróżnienia natomiast – Sexiest Man Alive, The most handsome Nan in the World, Best Dressed Man – zamykały w ramach jego miłej dla oka aparycji: wiecznie zmierzwionych włosach, zalotnym spojrzeniu i chłopięcym uśmiechu. Mignął więc jako pożądliwy i nieustępliwy były kochanek w nieudanym segmencie "Summer House" w nowelowym filmie "Miłość i brak zaufania". W "Twój na zawsze" Allena Coultera jako atrakcyjny, ale przepełniony wewnętrznym smutkiem Tyler zaprosił ukochaną na typową dla gatunku randkę w wesołym miasteczku. Jego porywczość znajdywała jednak bardziej wiarygodną formę w starciach z ojcem (Pierce Brosnan) niż w namiętnych chwilach z dziewczyną (Emilie de Ravin). W "Wodzie dla słoni" Francisa Lawrence'a, jako polski Amerykanin Jacob Jankowski, przeniósł się do środowiska cyrkowego lat 30. Troskliwy wobec Marleny (Reese Witherspoon), rozczulająco opiekuńczy w stosunku do słonicy (ponoć to po jej poznaniu, bez czytania scenariusza, zdecydował się na angaż), potykał się tylko na łamiących język, ale cringowo-szczerozłotych polskich wstawkach.


Najciekawiej wypadł chyba w "Uwodzicielu" Declana Donnellana i Nicka Ormeroda w roli biednego żołnierza o skąpych talentach, który dzięki swojemu seksapilowi, przebiegłości i sile przebicia, kursuje między łóżkami żon wpływowych mężów, sukcesywnie pnąc się po paryskiej drabinie społecznej. Georges Duroy w ciele Pattinsona jest na przemian uwodzicielski i oschły, czuły i okrutny, naiwny i przebiegły, stonowany i kipiący niepohamowaną wściekłością. To jednak było tylko preludium do koncertu emocjonalnego, jaki niedoszły muzyk rozegrał później.

Garnitury i dresy

Na fali popularności po "Zmierzchu" Pattinson wyraźnie odwrócił się od mainstreamu w kierunku kina niezależnego i artystycznego.
Joanna Krygier
Jako zblazowany multimilioner w idealnie dopasowanym garniaku, przemierzający limuzyną rozjuszone przez zamieszki miasto, w będącym metaforą kapitalizmu "Cosmopolis" Cronenberga, był jeszcze stonowany. W "Mapach gwiazd" Kanadyjczyk "zdegradował" go do roli niby aspirującego scenarzysty filmowego, ale wciąż tylko płotki, kierowcy celebrytów, wtapiającego się w brudny świat Hollywoodu na zasadzie "jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak one". Na fali popularności po "Zmierzchu", która przyniosła mu mocną pozycję w branży, Pattinson wyraźnie odwrócił się od mainstreamu w kierunku kina niezależnego i artystycznego, co podyktowane było przede wszystkim fascynacją oryginalnymi projektami i głodem nowych wyzwań. Gangster z przymusu, włóczący się po australijskich, postapokaliptycznych pustkowiach, przyjaciel zniszczonego domu na marginesie Europy trawionej wojną, ostatni ocalały spośród szumowin wysłanych w samobójczą misję w Kosmos, podróżnik o przeoranej twarzy przemierzający gęstą, amazońską dżunglę. W minionej dekadzie postaci kreowane przez Anglika wrzucane są w ekstremalne sytuacje, niepewne czasy i niebezpieczne rejony.

W "Roverze" Davida Michôda jego wycofany, nieco opóźniony intelektualnie Rey poszukujący brata, staje się mimowolnym przewodnikiem Erica (Guy Pearce) w próbie odnalezienia tytułowego auta. Nie sam cel jest ważny, ale marne egzystowanie w wyludnionej rzeczywistości, atmosfera końca, napięcie między skrajnie różnymi charakterami. Naiwność, dławiący żal i poczucie odtrącenia z góry stawiają Reya na przegranej pozycji, nie pozwalają mu na znalezienie własnego miejsca w świecie, w którym jedyną zasadą jest wolna amerykanka. W "Dzieciństwie wodza" Brady'ego Corbeta Charles stanowi natomiast nieodłączną tkankę zepsutego i zakłamanego organizmu dorosłych i ich plugawych sprawek, widzianego z perspektywy małego Prescotta (Tom Sweet), w którym geniusz rozwija się na równi z okrucieństwem. W dorosłym wcieleniu tej zabójczej mieszanki Pattinson pojawia się jeszcze w finałowej sekwencji filmu, zostawiając nas z obrazem wygolonego na łyso, zmęczonego, ale – bez cienia wątpliwości – wciąż czujnego i sadystycznego dyktatora. Między postawionym pod ścianą Montem z "High Life" Claire Denis a udręczonym wędrówką Henrym Costinem z "Zaginionego miasta Z" Jamesa Graya (w gronie wcieleń rzeczywistych postaci znajdują się jeszcze Dali z "Popiołków" Paula Morrisona, T.E. Lawrence z "Królowej pustyni" Wernera Herzoga i Dennis Stock z "Life" Antona Corbijna), Robert wjechał jeszcze na pełnym Pattinsonie w "Good Time" braci Safdie. W tym – jak sam powiedział – 90-minutowym ataku paniki, napędzanym przez naprzemiennie dynamiczny i transowy soundtrack Onehtrix Point Never, aktor uprawia prawdziwą jazdę bez trzymanki. Ufarbowany na blond, w kolorowym dresie i z błyszczącym kolczykiem w uchu, Connie to ucieleśnienie miłości do brata, chęci szybkiego zysku i głupoty. W jego rozbieganym wzroku i szybkich ruchach przejawia się nerwowość, nadpobudliwość i strach. Od napadu na bank przez porwanie ze szpitala do nocnego szukania zgubionego łupu w parku rozrywki – ziemia ciągle pali mu się pod nogami.


2021 może się okazać dla Pattinsona wielkim powrotem do mainstreamu i kolejnym przełomem w karierze.
Joanna Krygier
Ale najwyższy jak dotąd szczyt możliwości Pattinson osiągnął niewątpliwie w "Lighthouse" Roberta Eggersa. Niepokój, wewnętrzne napięcie i wściekłość, doprawione solidną dawką prawdziwego szaleństwa, doprowadzone są tutaj do ekstremum. Ephraim Winslow pogrąża się w ciężkiej, fizycznej pracy, odkrywa swoją mroczną przeszłość w trakcie pijackich wyznań, a po kryjomu onanizuje się zapamiętale do figurki syreny i obsesyjnie marzy o uszczknięciu nieco oślepiającego blasku z bijącej magiczną aurą latarni. Na odludziu rozgrywa się spektakl rozpisany na dwóch aktorów – męska rywalizacja, w której postać Pattinsona może być zarówno zwykłym zbrodniarzem, uciekającym przed odpowiedzialnością i walczącym o pozycję z Thomasem Wakiem (Willem Dafoe), jak i mitycznym Prometeuszem, przegrywającym w konfrontacji z chroniącym tajemnicy światła Proteuszem.

Hot dogi, balety i maski

Brzmi poważnie, ale sporo w filmie Eggersa humoru. Pattinson zresztą nieźle radzi sobie w komediowych fragmentach. Kilkanaście lat po roli młodego frustrata Arta w "How to Be", jako niezręczny romantyk-elegancik Alabaster wyrusza na poszukiwanie ukochanej w quasi-westernie braci Zellnerów, "Damulce". Po wybuchowym starciu kochanków, w sposób absurdalny usuwa się z pola widzenia i oddaje pałeczkę pierwszeństwa Penelope (Mia Wasikowska). Ostatnio w netfliksowym "Królu" Michôda zalicza pyszny epizod blondwłosego, zniewieściałego delfina Francji, przełamując groteskowo wyolbrzymionym akcentem (Pattinson nie ma problemów z ich zmianą, patrz: południowiec w "Roverze" czy mieszkaniec Queens w "Good Time"), trywialnymi obelgami i komicznym końcem, ponury klimat historii o Henryku V (Timothée Chalamet). Dystans do siebie i specyficzne poczucie humoru pokazał też w krótkim "Fear & Shame", opierającym się na zderzeniu śmiertelnie poważnej narracji z offu, przypominającej samonapędzający się obłęd, z rzeczywistym tematem filmu: koniecznością radzenia sobie ze sławą za pomocą nieudolnego kamuflażu w drodze po pysznego, nowojorskiego hot doga.

Pattinsonowi, który może pochwalić się nawet asteroidą nazwaną przez rosyjskiego astronautę jego nazwiskiem, brak rozgłosu raczej nie grozi. W rozpoczynającym się roku zobaczymy go w dobrze przyjętym w Wenecji "Czekając na barbarzyńców" Ciro Guerry na podstawie powieści Johna M. Coetzeego, obiecującym "Tenet" Christophera Nolana i "The Devil All the Time" Antonio Camposa. A 2021 może się okazać dla Pattinsona wielkim powrotem do mainstreamu i kolejnym przełomem w karierze – o ile tylko poradzi sobie jako nowy Batman pod skrzydłami Matta Reevesa.

Wydaje się, że Anglik przejawia już objawy aktorskiej osobowości wielorakiej, która prawdopodobnie uchroni go przed łatwym "zaetykietowaniem". Z drewna, jakim złośliwi (ale i łagodni) kwitowali jego umiejętności przy okazji "Zmierzchu", niespodziewanie wykształciła się całkiem plastyczna masa, zdolna do przyjmowania różnych kształtów. Być może na tyle elastyczna, by przybrać kiedyś formę tancerza baletu – postać majaczącą na horyzoncie zawodowych marzeń Pattinsona, który nie dość, że – jak sam twierdzi – nie umie grać, to jeszcze ponoć wybiera te role, za które kompletnie nie wie, jak się zabrać.


* Zdjęcie na stronie głównej pochodzi z gettyimages.com autor: Carlos Alvarez
44