Bartosz Czartoryski

Rozmawiamy z Paulem Ruddem, gwiazdą "Ant-Mana i Osy"

Wywiad
/fwm/article/Rozmawiamy+z+Paulem+Ruddem%2C+gwiazd%C4%85+%22Ant-Mana+i+Osy%22-129336 Getty Images © Joe Raedle
Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Rozmawiamy+z+Paulem+Ruddem%2C+gwiazd%C4%85+%22Ant-Mana+i+Osy%22-129336

Rozmawiamy z Paulem Ruddem, gwiazdą "Ant-Mana i Osy"

WYWIADPodziel się

Aktor zdradza nam, jak to jest być bohaterem dla swoich dzieci i odpowiada, czy dałby radę Thanosowi.

Najmniejszy superbohater Marvela nigdy nie miał łatwo, a teraz musiał podzielić się sławą z Evangeline Lilly, czyli filmową Osą. Tyle że Ant-Man nie ma nic przeciwko temu. Paul Rudd zdradza nam, jak to jest być bohaterem dla swoich dzieci i odpowiada, czy dałby radę Thanosowi.

***

Bartek Czartoryski: Paul, jak oceniasz możliwy długofalowy wpływ dominacji Marvela na kino wysokobudżetowe? Nierzadkie są głosy, że będzie, a nawet jest on destrukcyjny, bo każde studio chce dziś mieć swojego superbohatera i porzuca inne, ryzykowniejsze pomysły.

Paul Rudd: Mnie osobiście to za bardzo nie boli. Kiedy otrzymałem rolę Ant-Mana, obejrzałem wszystkie filmy z MCU i nie odczułem zmęczenia. Zresztą rynek jest dzisiaj na tyle chłonny, że pomieści mnóstwo przeróżnych rzeczy; mamy miejsce nie tylko w kinach, ale i chociażby na Netflixie. Inne platformy również produkują całe mnóstwo swoich treści. Nie skupiałbym się zbytnio na gatunkach, patrzmy raczej na podstawowy aspekt filmu, który powinien się liczyć, czyli jego jakość. Póki film jest dobry, póki mi się podoba, nie ma znaczenia, czy traktuje o superbohaterach, czy o czymś zupełnie innym. Znam oczywiście ludzi, którzy kręcą nosem na tę ekspansję, o której mówisz, ale sam zdecydowanie nie jestem jednym z nich. Moje dzieci też nie!

Ekscytują się, że tata jest Ant-Manem?

Rzecz jasna nie narzekają, ale tak po prawdzie specjalnie im to nie imponuje. Mój syn ma trzynaście lat i gdy ze mną rozmawia, raczej częściej przewraca oczami i mówi "Tato, przestań", niż zachwyca się moimi rolami. Dla jego kumpli dalej  jestem tylko "ojcem Jacka". Córka z kolei przez cały czas rysuje Ant-Mana, polubiła mrówki. Oboje oglądają każdy film Marvela. Czyli na pewno jakoś ich życie się zmieniło i jest to coś, co łączy nas jako rodzinę. Są ze mnie dumne, lecz kiedy przychodzi co do czego, nadal jestem dla nich tylko tym nudnym facetem, który każe im położyć się wcześnie spać. Nawet jak przyszły na plan, znudziły się po dwóch minutach i poszły szukać jedzenia. Przymierzyły hełm, zjadły cukierki i pytały mamę, kiedy mogą iść do domu.

Czyli nie jesteś ich ulubionym herosem?

Córka kocha Ant-Mana, ale syn z jakiegoś powodu uwielbia Zimowego Żołnierza. Chyba chodzi o tę jego metalową łapę z czerwoną gwiazdą. Cały czas powtarza, że Bucky Barnes to jest gość.

A kto jest superbohaterem dla ciebie?

Moi rodzice. Moja mama, mój tata... I to chyba wszyscy moi rodzice! Ale tak na poważnie, człowiekiem, którego zawsze podziwiałem był Paul Newman. Chciałem być taki, jak on. To facet, który dawał więcej, niż sam dostawał. Tak powinno się robić. Tak powinno się żyć.

Tym razem dzielisz z Evangeline Lilly nie tylko czas ekranowy, ale i tytuł filmu. Nie uraziło to twojej dumy?

Bynajmniej, nie miałem nic przeciwko. To urocza osoba i nie było innej możliwości, Ant-Man i Osa musieli nareszcie zaistnieć jako duet. Poza tym po raz pierwszy u Marvela superbohaterka została wymieniona w tytule. Ba, nawet szwarccharakter jest kobietą!



Chcę czuć się jak superbohater dla swojego komfortu psychicznego, z tego powodu ćwiczę i robię, co mogę, żeby wyglądać jak Ant-Man.
Paul Rudd
Filmy Marvela zawsze były utrzymanie w dość lekkim tonie, ale przy "Ant-Manie i Osie" odważniej poszliście w komedię.

Fajnie było móc trochę poszaleć, szczególnie że postacie zostały już przez nas wcześniej wprowadzone i mogliśmy zacząć z kopyta. Przede wszystkim zadaliśmy sobie pytanie, na ile serio można brać Scotta Langa – czy to bohater kina akcji, czy raczej komedii? I gdy się nad tym zastanowiliśmy, pozwoliło to nam podejść do filmu na luzie. Podoba mi się to, że na tej samej płaszczyźnie jest miejsce i dla Czarnej Pantery, i dla Ant-Mana. Różne postacie, różne filmy, a jednak istnieją obok siebie, tworzą jedno uniwersum. Albo "Ragnarok". Świetne kino, choć zupełnie inne niż dwie poprzednie części "Thora". Poza tym – latam na mrówce, czy mogło być poważnie?

Nie obraź się, ale pamiętam, że kiedy ogłoszono twój casting, też nie brano tego na poważnie.

Faktycznie tak było, ale nie złościłem się, że ludzie zareagowali sporym zdziwieniem, raczej się tego spodziewałem. Nie mam z tym problemu. Ale chcę czuć się jak superbohater dla swojego komfortu psychicznego, z tego powodu ćwiczę i robię, co mogę, żeby wyglądać jak Ant-Man. Dlatego jadłem codziennie łososia, co, nie uwierzysz, było nie lada wyzwaniem. Przy drugim filmie poszło łatwiej, bo zwyczajnie nie przestałem trenować. Dietetyk ułożył mi odpowiedni plan, mam trenera personalnego, ale przez rok pomiędzy zdjęciami praktycznie żyłem od treningu do treningu.

Lecz Scott to nadal całkiem zwyczajny facet, nieco odstający od reszty katalogu postaci MCU. 

Tak, Scott nie ma nadprzyrodzonych mocy, dlatego może łatwiej z nim sympatyzować, bo to przeciętniak. Chciałem stworzyć postać przytłoczoną wymogiem bohaterstwa, bo jego celem jest bycie dobrym ojcem dla swojej córki. Mieć pracę, być uczciwym. Ale ciężko to połączyć z byciem superbohaterem i na ekranie często oglądamy efekty zderzenia tych rzeczywistości.


Przyznaję, że zaimponowała mi choreografia scen akcji, z całym tym pomniejszaniem i powiększaniem, dlatego ciekawi mnie, która sekwencja była najtrudniejsza.

Zbytnio nie pogadam z tobą o tych wszystkich zagadnieniach technicznych, bo zupełnie tego nie rozumiem, ale z tego, co kojarzę, najtrudniej było nakręcić scenę na szkolnym korytarzu, gdzie biegam jako półmetrowy knypek. Nie mam pojęcia, dlaczego, ale ponoć nieźle się nad tym napocili. Chodziło chyba o umieszczenie mnie i Evangeline w jednym kadrze, kiedy różnimy się rozmiarami. Zwyczajne pomniejszanie czy powiększanie było łatwiejsze niż poprzednio, bo dysponujemy lepszym sprzętem. Przy realizacji "Ant-Mana" każde ujęcie przed obróbką cyfrową musieliśmy kręcić osobno i przez cały czas otaczało mnie mnóstwo kamer, teraz wystarczyły jedynie zdjęcia i całą robotę odwalali za mnie spece od CGI. Tylko, kiedy Scott rośnie do gigantycznego rozmiaru, musiałem to faktycznie zagrać, ruszać się powoli i ociężale. Za moją malutką formę odpowiadają ludzie od efektów specjalnych i powiem ci, że sam nie zrobiłbym tego lepiej.

Ponownie jesteś współautorem scenariusza. Duży miałeś wkład w jego ostateczną formę?

Całkiem spory, ale musisz pamiętać, że scenariusz to praca zbiorowa, codziennie siadaliśmy przy stole i przerzucaliśmy się pomysłami, a potem każdy z nas jechał do siebie, siadał z laptopem i zapisywał to, co mu wykiełkowało. Rano konsultowaliśmy to, z czym przyjechaliśmy i wybieraliśmy najlepsze rozwiązania. Pisanie to praca organiczna, wszystko stale się zmienia, mutuje, nawet nie do chwili postawienia ostatniej kropki, ani nawet wejścia na plan, jeszcze dłużej.

Ale mam nadzieję, że Michael Pena improwizował, jest – ponownie – znakomity.

Rozczaruję cię, praktycznie wszystko było w scenariuszu, choć Michael to petarda i pozwoliliśmy mu zagrać tak, jak chciał. Jest w filmie taka dynamicznie zmontowana scena, gdzie ja i reszta obsady powtarzamy to, co mówi. Musieliśmy nagrać Michaela na początku, a potem postawiliśmy głośnik, który zapętlał jego kwestie i staraliśmy się za nim nadążyć, co nie było takie proste!

Nie jest to jedyna scena, kiedy "zastępujesz" kolegę czy koleżankę z planu. Nie wdając się w szczegóły, musiałeś naśladować Michelle Pfeiffer. Podpatrywałeś ją w ramach researchu?

Hm, nie myślałem o tym w ten sposób, ale dzięki tobie zdałem sobie sprawę, że podświadomie chyba przez całe swoje życie podpatrywałem ukradkiem Michelle Pfeiffer i to, jak się rusza... Choć pewnie wyjdę teraz na obleśnego typa, to faktycznie, coś tam podejrzałem, ale to nie tak, że studiowałem jej grę. Szczęśliwie nie musiałem naśladować gry Michelle jeden do jednego.


Do obsady dołączył też Laurence Fishburne jako Bill Foster, swoisty rewers Hanka Pyma. Czy mógłbyś wyobrazić sobie scenariusz, że to on zostaje mentorem Scotta?

Nie, szczerze mówiąc, to nie. Chyba by to nie wypaliło, Scott jest zbyt związany z Hankiem.

Córka Scotta, Cassie, w komiksach zostaje nastoletnią superbohaterką, a teraz Abby Ryder Fortson została zastąpiona przez sześć lat starszą Emmę Fuhrmann. Zbieg okoliczności?

Chyba nie ma jakiegoś odgórnego planu. Póki co to raczej Scottowi zależy na aprobacie córki, bo chce być bohaterem przede wszystkim dla niej. Oczywiście taki rozwój akcji byłby świetny, ale mogę ci powiedzieć tylko tyle, że przy mnie nie odbyła się żadna rozmowa na ten temat.

I tak na koniec: czy myślisz, że Ant-Man dałby radę Thanosowi?

Niestety, dla Marvela nie ma znaczenia, co myślę, ale uważam, że by sobie z nim poradził...


"Ant-Man i Osa" w kinach od 3 sierpnia.

zdjęcie na stronie głównej pochodzi z: gettyimages.com, autor: Christopher Polk
13