Michał Oleszczyk

Dzika namiętność

Reaction Shot
/fwm/article/Dzika+nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87-129989
Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Wojna+z+terroryzmem+i+seks-128701

Wojna z terroryzmem i seks

GORĄCZKA ZŁOTAPodziel się

"The Looming Tower" przesuwa punkt ciężkości z islamu na Amerykę – główną osią fabuły jest ten sam konflikt między FBI i CIA, który pokazano w "Stanie oblężenia".

"The Looming Tower" przesuwa punkt ciężkości z islamu na Amerykę – główną osią fabuły jest ten sam konflikt między FBI i CIA, który dwadzieścia lat temu pokazano w "Stanie oblężenia". Tam też CIA przechwytywało więźniów i informacje, agenci wywiadu prowadzili niebezpieczną grę, którą w końcu przestali kontrolować.  Serial opowiada o podobnych praktykach, tylko że tym razem jest to historia oparta na faktach – wiemy, jak się skończyła.

***

Mówi się, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, to posłuchajcie tej historii: w 1998 roku w amerykańskich kinach pojawił się film "Stan oblężenia" Edwarda Zwicka. Opowiada on o serii ataków terrorystycznych, przeprowadzonych przez islamskich fundamentalistów, najpierw za granicą, a następnie w Nowym Jorku. Stoi za nimi organizacja, której struktura jest całkowicie spłaszczona – składa się ona z małych, w żaden sposób niezwiązanych ze sobą komórek. Walka z takim przeciwnikiem jest piekielnie trudna, pokonać ich może chyba tylko Denzel Washington, wcielający się w filmie w Anthony'ego Hubbarda, szefa nowojorskiej placówki FBI do zwalczania terroryzmu. Facet jest wielki, ale łatwo nie ma: nie dość, że ugania się za terrorystami, to jeszcze musi użerać się z CIA i wojskiem. Ich przedstawiciele bynajmniej nie grają z nim do wspólnej bramki.

Sytuacja się zaognia, gdy grany przez Bruce'a Willisa generał dywizji William Devereaux wprowadza w Nowym Jorku stan wyjątkowy. Mężczyźni pochodzenia arabskiego zostają zamknięci w klatkach ustawionych na płycie boiska; niektórzy z przesłuchanych zostają poddani prawdziwym torturom. Wszystko ostatecznie kończy się dobrze, bo na wysokości zadania staje amerykańskie społeczeństwo, które otwarcie przeciwstawia się autorytarnym zapędom. Na koniec jeszcze Denzel wygłasza odezwę do widzów, dając występ godny Elvisa. Mówi o poszanowaniu konstytucji i tym, że Ameryka to najlepsze miejsce na ziemi; apeluje o opanowanie i rozsądek. Nikt go chyba uważnie nie słuchał. Trzy lata później w pierwszej połowie września wiadomo, co się stało.

I teraz skok do przyszłości – jest rok 2018, stacja wypuszcza serial "The Looming Tower". Jednym z jego pomysłodawców i głównych scenarzystów jest Lawrence Wright, ten sam, który dwadzieścia lat temu napisał scenariusz do "Stanu oblężenia". Serial wyrasta bezpośrednio z napisanej przez niego monumentalnej książki "Wyniosłe wieże" – nagrodzonej Pulitzerem i wydanej nie tak dawno w Polsce. Ta fantastyczna, oparta na wieloletnich badaniach panorama narodzin współczesnego islamskiego fundamentalizmu rozpoczyna się sceną, gdy niejaki Sajjid Kutb wsiada w egipskiej Aleksandrii na statek do Nowego Jorku. Jest rok 1948. Kutb wróci ze swojej wyprawy z odrazą do zgniłego Zachodu i już niedługo zmajstruje książki, które staną się przewodnikami najgroźniejszych islamskich terrorystów.

Wright pisze również o ropie, która zmieniła Bliski Wschód, o surrealistycznie bogatych władcach Arabii Saudyjskiej, wykorzenianiu, lęku przed nowoczesnością, wymyślaniu sobie zastępczych problemów, wymyślaniu wrogów, instrumentalnym traktowaniu islamu i fanatyzmie. Są w książce również świetne fragmenty o formowaniu się osobowości Osamy Bin Ladena i o jego pierwszych latach walki, kiedy rzucał się z motyką na słońce albo przysypiał najważniejsze starcia, po przebudzeniu zaś był przekonany, że się nieźle wykazał. Ktoś obdarzony poczuciem humoru mógłby zrobić z tych przygód czarną komedię w stylu "Czterech lwów".



Jedną z podsuwanych przez serial odpowiedzi jest ta: wszystkiemu winne jest męskie libido.
Jakub Socha
Serial przesuwa punkt ciężkości z islamu na Amerykę – główną osią fabuły jest ten sam konflikt między FBI i CIA, który dwadzieścia lat temu pokazano w "Stanie oblężenia". Tam też CIA przechwytywało więźniów i informacje, agenci wywiadu prowadzili niebezpieczną grę, którą w końcu przestali kontrolować. "The Looming Tower" opowiada o podobnych praktykach, tylko że tym razem jest to historia oparta na faktach – wiemy, jak się skończyła.

Najważniejsze jest tu starcie dwóch osobowości: Johna O'Neila (Jeff Daniels), szef sekcji antyterrorystycznej i kontrwywiadu FBI w Nowym Jorku i Martina Schmidta (Peter Sarsgaard), dyrektor Alec Station, jednostki CIA rozpracowującej islamskich fundamentalistów, w tym Bin Ladena. W rzeczywistości Schmidt to postać fikcyjna, ale wzorowana na rzeczywistym dyrektorze Alec Station – Michaelu Scheuerze. Tego typu drobnych różnic między książką a serialem jest tu sporo, Dan Futterman, scenarzysta, który ma na swoim koncie fabuły filmów "Foxcatcher" i "Capote", jednak świetnie sobie poradził z udramatyzowaniem reporterskiej książki Wrighta. Dodał trochę napięcia i akcji, ale nie na tyle, żeby całość zamieniła się w "Homeland". "The Looming Tower" przypomina solidne śledztwo dziennikarskie, którego autorzy próbują odpowiedzieć na pytanie, jak mogło dojść do katastrofy z 11 września 2001 roku.  

Jedną z podsuwanych przez serial odpowiedzi jest ta: wszystkiemu winne jest męskie libido. W opowieściach o szpiegach zawsze było dużo seksu, w "The Looming Tower" wydaje się on głównym motorem napędzającym świat; tytuł więc – w polskim tłumaczeniu: "wyniosłe wieże" – można więc czytać i symbolicznie, i metaforycznie. Z jednej strony: sfrustrowani seksualnie młodzieńcy wychowywani w duchu dżihadu, wrzuceni do Ameryki, z wypiekami na twarzy przeglądający świerszczyki, odwiedzający kluby ze stripteasem, zabawiający się z prostytutkami w hotelowych pokojach w ramach przedpłaty za poświęcenia życia w imię sprawy. Z drugiej: dwaj Amerykanie – O'Neil, agent FBI, który zachowuje się i wygląda jak szef włoskiej mafii: ubiera się w drogie garnitury, pije najdroższą whisky, żyje równocześnie z trzema kobietami. Bezpardonowy i lojalny samiec alfa, król życia i gorliwy chrześcijanin, który nie rozstaje się z biblią. Schmidt to jego całkowite przeciwieństwo – tweedowe marynarki i sweterki, niepewność, zapalczywość i neuroza. Nie wychodzi z pomieszczeń biurowych i biblioteki, otacza się w pracy jedynie kobietami, które tworzą jego zakon i wpatrzone są w niego jak w święty obrazek. Wraz ze swoją zastępczynią Schmidt nieustannie obejmuje się, ociera, ale gdy już ma się wrażenie, że wreszcie coś się między tą dwójką wydarzy, nagle znowu się cofają i wracają do spiskowania. Dwoje zablokowanych ludzi, których blokady pchają ku coraz większej paranoi i podejrzliwości.

Żeby obraz był pełny, trzeba jeszcze wspomnieć o Alim Soufanie (Tahar Rahim), urodzonym w Libanie agencie FBI, który w obecności swojej amerykańskiej dziewczyny zachowuje się jak nieśmiały harcerz. I o Richardzie A. Clarku (Michael Stuhlbarg), krajowym koordynatorze do spraw bezpieczeństwa oraz walki z terroryzmem, przedwcześnie posiwiałym starym kawalerze, który całe swoje życie poświęcił robocie.

Twórcy niejako równolegle filmują tańce godowe i przeprowadzają nas przez kolejne zamachy (jest zamach na ambasadę, jest zamach na potężny statek wojskowy Amerykanów), mozolne próby zbliżenia się do wroga i przebicia się przez mur międzypaństwowej oraz wewnątrzpaństwowej nieufności. O'Neil z zespołem musi niemalże siłą wyszarpywać dowody, zarówno te zgromadzone przez pakistański wywiad, jak i te, które ma w swoim posiadaniu CIA. Przygnębiające uczucie, że gdyby ludzie bardziej sobie ufali, może udałoby się uniknąć zamachu z 11 września i tego wszystkiego, co było jego konsekwencją, pogłębiają tylko fragmenty z posiedzenia senackiej komisji, przed którą zeznają najważniejsi bohaterowie "The Looming Tower" – jedni zdruzgotani, drudzy tak samo aroganccy i bezczelni jak wcześniej. Nie ma wśród nich jednak O'Neila. Co się stało z agentem? Nie powiem. Obejrzyjcie serial, przeczytajcie książkę lub sprawdźcie po prostu w internecie. 
25