Netflix każe powtarzać fabułę filmu po kilka razy, bo ludzie siedzą z nosami w telefonach – mówi Matt Damon

Variety / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Netflix+ka%C5%BCe+powtarza%C4%87+fabu%C5%82%C4%99+filmu+po+kilka+razy%2C+bo+ludzie+siedz%C4%85+w+telefonach+%E2%80%93+m%C3%B3wi+Matt+Damon-164775
Netflix każe powtarzać fabułę filmu po kilka razy, bo ludzie siedzą z nosami w telefonach – mówi Matt Damon
źródło: Getty Images
autor: Arturo Holmes
Piątkowa premiera filmu "Łup" stała się okazją do dziennikarskich przesłuchań Matta Damona i Bena Afflecka. Duet aktorów i producentów po raz kolejny spotyka się na i poza ekranem, tym razem działając we współpracy z Netfliksem. W najnowszym odcinku podcastu "The Joe Rogan Experience" obaj opowiedzieli o różnicach i charakterystycznych cechach w pracy z serwisem streamingowym. Damon podkreślił między słowami, że Netflix starał się mocno ingerować w scenariusz. Zdaniem aktora kierownictwo wymuszało, by produkcje "trzy albo cztery razy powtarzały fabułę w dialogach", ponieważ użytkownicy platformy "siedzą w telefonach w trakcie oglądania filmów".

GettyImages-2256159912.jpg Getty Images © Arturo Holmes


Co powiedział Matt Damon?



Aktor podkreślił, że wymagania Netfliksa wynikają bezpośrednio ze zmiany w uwadze widzów, dla których trudnym jest zachowanie niewzruszonego niczym skupienia przez cały okres trwania pełnometrażowego filmu. Zauważywszy to w swoich badaniach konsumentów, platforma streamingowa postanowiła odpowiedzieć na ten trend, ingerując w samą fabułę swoich treści – tak, by powtarzały i mocniej podkreślały one to, co z perspektywy scenariusza jest naprawdę ważne. 

Standardowy sposób robienia filmu akcji, którego się nauczyliśmy, polegał na tym, że zazwyczaj masz trzy duże sekwencje akcji: jedną w pierwszym akcie, jedną w drugim i jedną w trzecim. Większość budżetu wydajesz na tę w trzecim akcie. To jest twój finał. A teraz oni mówią: "Czy możemy mieć coś dużego w pierwszych pięciu minutach? Chcemy, żeby ludzie zostali... I byłoby dobrze, gdybyś trzy albo cztery razy powtórzył fabułę w dialogach, bo ludzie siedzą z nosami w telefonach, kiedy oglądają – powiedział rozbrajająco szczerze Damon.

GettyImages-2255940596.jpg Getty Images © Cindy Ord


Na szczęście, nie wszystkie produkcje Netfiksa przestrzegają podobnych zaleceń, co w rozmowie zauważył także Ben Affleck. Aktor wskazał na przykład "Dojrzewania", udowadniając, że w tej strukturze produkcyjnej twórcy dalej mają szansę na tworzenie własnych, prowadzonych w zgodzie z nimi samymi projektów. 

Ale potem patrzysz na "Dojrzewanie" i ono nie robi żadnej z tych pier*****ych rzeczy. A jest zaj******e dobre. I jest mroczne. Jest tragiczne i intensywne. To historia faceta, który dowiaduje się, że jego dziecko jest oskarżone o morderstwo. Są długie ujęcia tyłów ich głów. Wsiadają do samochodu, nikt nic nie mówi – opisał Affleck.

Słowa Matta Damona prędko obiegły amerykański internet, wywołując dyskusję na temat przyzwyczajeń współczesnych widzów i taktyk świadomego kapitalizowania tych nawyków. Wielu obserwatorów uznało, że Netflix zmusza twórców do obniżania standardów własnych pozycji filmowych i kształci nowego, nieuważnego i niewymagającego widza. Tak bezpośrednia krytyka Netfliksa ze strony aktora zdziwiły tym bardziej, że do niedawna wydawało się, że relacje między nimi są raczej pozytywne. Affleck i Damon jeszcze przed premierą filmu chwalili się, że udało im się przekonać serwis streamingowy do wypłacenia wszystkim członkom ekipy "Łupu" bonusu od określonej liczby wyświetleń produkcji – pierwszy raz w historii platformy.

"Łup" – zobacz zwiastun filmu