Nostalgiczny powrót na wyspę - wrażenia z pokazu "The Elder Scrolls Online: Morrowind"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Nostalgiczny+powr%C3%B3t+na+wysp%C4%99+-+wra%C5%BCenia+z+pokazu+%22The+Elder+Scrolls+Online%3A+Morrowind%22-121980
Wystarczy otworzyć jakikolwiek tekst wspominkowy albo uruchomić prawie dowolny materiał wideo opowiadający o wydanym piętnaście lat temu "The Elder Scrolls III: Morrowind", aby natknąć się na te same opinie: "Morrowind" to gra, która zapadała graczom w pamięć i dla wielu stała się legendą gatunku RPG. Ze mną było podobnie.



Choć wcześniej można było mieć styczność z "Areną" bądź "Daggerfallem", to właśnie "Morrowind" oczarowywał rozległym i spójnym światem przedstawionym oraz głęboką historią. Ale chyba najbardziej zachwycała swoboda, jaką mieliśmy od pierwszych minut gry. Do dzisiaj pamiętam swoje szczere zdziwienie, kiedy po sprytnie umieszczonym kreatorze tworzenia postaci dostałem jedynie sugestię, gdzie powinienem dalej się udać, ale nikt nie kazał mi tam iść. Mogłem ruszyć gdziekolwiek chciałem, choć nie wszędzie jako początkujący poszukiwacz przygód czułem się bezpiecznie. Co więcej, im bardziej zagłębiałem się w wyspę, tym więcej zagadek odkrywałem, a aura tajemniczości stawała się coraz gęstsza. No i ta tajemnicza góra… Gorejący wulkan, który skrywał cel podróży.

Dla wielu starszych graczy to właśnie "Morrowind" jest tym idealnym "Elder Scrollsem". Kolejnej odsłony nie uratował sir Patrick Stewart użyczający głosu cesarzowi Urielowi Septimowi VII, a bardzo dobry "Skyrim" nie zaoferował tak wielowarstwowego świata, jaki został nam zaserwowany w 2002 roku. Niejeden gracz marzy o remake’u "Morrowinda", tęsknie wypatrując informacji od samych twórców bądź śledząc postępy prac nad modem "Skywind" mającym przenieść klasyk na silnik ze "Skyrima".

 

Słowem: tysiące osób darzy "Morrowind" wielkim sentymentem. I to właśnie to uczucie postanowiła wykorzystać Bethesda i Zenimax Online, prezentując pierwsze duże rozszerzenie do swojego "The Elder Scrolls Online". Jeśli był to zabieg celowy (a wszystko na to wskazuje), to chylę czoła przed ich pomysłowością.

MMORPG osadzone na kontynencie Tamirel nie miało szczęścia. Zostało wprowadzone na rynek w okresie, w którym największa popularność sieciowych gier fabularnych zaczęła maleć. Na dodatek nikt z decydentów nie zauważył, że abonamentowy model pobierania opłat za dostęp zaczął masowo odchodzić do przeszłości. Całości dopełniły gigantyczne problemy z samą grą – niemożność podłączenia się do serwerów, niewykonywalne niektóre zadania, brak pewnych kluczowych przedmiotów. Choć gra potrafiła niejednokrotnie pozytywnie zaskoczyć ciekawymi zadaniami do wykonania i mądrze przemyślanymi instancjami, to ogólnie wrażenie pozostawiła po sobie niezbyt dobre. I na tym, w 2014 roku, mogłaby się zakończyć historia wprowadzenia "The Elder Scrolls" do sieciowego środowiska jako eksperymentu kosztownego i nieudanego. Bethesda i Zenimax jednak się nie poddały.

Grę dość gruntownie przebudowano, wyeliminowano większość niedoróbek, a także ukończono prace nad edycjami konsolowymi i w 2015 roku tytuł wydano ponownie jako "The Elder Scrolls Online: Tamirel Unlimited". Największą zmianą było wycofanie się z obowiązkowego abonamentu. Żeby zacząć swoją przygodę, wystarczyło zakupić samą grę. Chociaż wciąż pobierano opłaty za członkostwo ESO Plus dające pewne korzyści (ale nie sprowadzające rozgrywki do mechanizmu pay-to-win) oraz za większe DLC. 


Było to bardzo dobre posunięcie i dało grze drugie życie. Do zabawy powrócili gracze, którzy porzucili tytuł z powodu opłat abonamentowych, a także przyłączyli się zupełnie nowi śmiałkowie. Twórcy poszli za ciosem i wraz z dopracowywaniem mechaniki samej gry rozszerzyli w niej wiele elementów, pozwalając np. dołączyć do gildii zabójców czy złodziei, wprowadzając system reputacji czy zwiększając opcje związane z indywidualizowaniem wyglądu naszych herosów. Zlikwidowano także restrykcje związane z poziomem postaci – teraz każdy po ukończeniu prologu może wybrać się w dowolny zakątek świata bez ryzyka natrafienia na niemożliwych do pokonania wrogów.

Sytuacja z "The Elder Scrolls Online" ustabilizowała się na tyle, że wydawca mógł nawet ogłosić sukces swojego planu restrukturyzacyjnego. W czerwcu zeszłego roku oficjalnie ogłoszono, że baza graczy na wszystkich trzech platformach przekroczyła siedem milionów. Z większym spokojem zaczęto myśleć o szerzej zakrojonych planach rozwoju. I w ten sposób narodził się plan wysłania graczy do ich sentymentalnego edenu, czyli Morrowinda.

Plan jest taki: stworzyć rozszerzenie, które starym wyjadaczom da kolejny, zróżnicowany obszar do eksploracji, a także rozbuduje wątki fabularne o około 30 godzin nowych zadań i przygód. Jednocześnie ma być to miejsce, od którego zaczną swoją przygodę wszyscy Ci, których przyciągnie sentyment związany z piętnastoletnim hitem. Wprowadzeniem "świeżaków" zajmie się dobrze znana, i w pewnych kręgach niezwykle popularna postać niezależna, dwemerka Neria Relethyl (można ją zobaczyć w filmowym zwiastunie ogłaszającym dodatek).


Według zapewnień twórców, mamy w "ESO: Morrowind" doświadczyć powrotu do dobrze znanych miejsc. Odwiedzimy więc i Vivec, i Balmorę, zagłębimy się w ruiny krasnoludzkich siedlisk i pracowni, a na naszej drodze napotkamy charakterystyczną dla tej wyspy faunę i florę. Warto jednak pamiętać, że akcja "The Elder Scrolls Online" ma miejsce około 700 lat przed wydarzeniami znanymi z oryginalnego "Morrowinda". Dlatego też niektóre miasta będą dopiero się rozbudowywać, a wpływ Czerwonej Góry nie będzie jeszcze tak wielki dla całego regionu.
Deweloperzy gry zapewniają też, że są świadomi tego, że dla graczy niemających wcześniejszej styczności z tytułem z 2002 roku, próba zagania w nią teraz może być co najmniej pewnym wyzwaniem, dlatego też cała rozgrywka jest skonstruowana w ten sposób, aby znajomość protoplasty nie była wymagana. Nie znaczy to jednak, że "starzy bywalcy" nie będą czerpać przyjemności z umieszczonych dla nich pewnych smaczków. Niestety na tę chwilę brakuje szczegółów związanych z główną osią fabuły. Wiadomo jedynie, że zostaniemy wplątani w jakąś intrygę związaną z politycznymi rozgrywkami prowadzonymi przez pięć wielkich rodów, które sprawują kontrolę nad Vvardenfell.

Kolejna nowość to klasa postaci, jaką będzie Warden. To połączenie rangera z bohaterem władającym magią natury. Będzie to raczej propozycja dla graczy lubiących służyć wsparciem innym członkom drużyny. Jego "drzewko" umiejętności podzielono na trzy grupy. Pierwsza odnosi się do umiejętności związanych z wykorzystaniem wody i lodu. Jeden z przykładów – duża tarcza ochronna jest już do obejrzenia w zwiastunie. "Green Banace" to zestaw zdolności skupiających się na leczeniu, a Animal Companion to nic innego niż wielki niedźwiedź, którego będzie można przywołać w trakcie walki i wysłać do boju. Twórcy obiecują, że wprowadzenie Wardena nie wpłynie negatywnie na balans gry. Ta klasa postaci będzie od dnia premiery dostępna dla wszystkich graczy, ale żeby nią zagrać, trzeba będzie stworzyć zupełnie nowego bohatera.


Gracze rządni zmagań PvP także będą usatysfakcjonowani. Battlegrounds mają być niewielkimi arenami, gdzie będzie można toczyć walki na wzór gier FPS. Głównym założeniem twórców miało być stworzenie trybów do zmagań, które nie będą wymagały poświęcenia zbyt długiego czasu w grze, dlatego też limit czasowy na wykonanie zadań dla czteroosobowych drużyn ustawiono na 15 minut. Dostępne tryby przypominają raczej to, co możemy zobaczyć w grach akcji. Z innymi graczami zmierzymy się m.in. w team deathmatchu, capture the flag i dominacji. Na najbardziej aktywnych i dążących do zwycięstwa bohaterów mają też czekać dodatkowe profity.

"The Elder Scrolls Online: Morrowind" ma zadebiutować 6 czerwca tego roku. Mimo tego że nadal niewiele wiadomo o zawartości fabularnej, sama możliwość powrotu na wyspę jest jak najbardziej kusząca. Z jednej strony to świetny zabieg bazujący na sentymencie do oryginalnego "Morrowinda", który z pewnością niejednego przekona do sprawdzenia gry, z drugiej – kolejny krok w celu rozwoju "The Elder Scrolls Online" i zapewnienie mu zainteresowania dotychczasowych graczy.
Udostępnij: