Jak dla mnie jeden z najgenialniejszych aktorów w historii kina. W zasadzie najgenialniejszy.

użytkownik usunięty

Widać w jego grze warsztat teatralny. Nie można zapomnieć wielu jego kreacji. „Most na rzece Kwai”, „Garść prochu”, „Oliver Twist”, „Cromwell”, „Doktor Żywago”... Dziś niewielu mu dorównuje klasą, która z niego emanuje w każdej roli. Mało kogo można z nim w ogóle porównać. Dla mnie numer jeden.

4
  • Ja tez sie zastanawialam i jednak musze Panu Guinessowi dac palme pierwszenstwa- wielka klasa i talent, no ten magiczny glos.
    W ogole mysle ze brytyjscy aktorzy bija np amerykanskich na glowe( poza nielicznymi wyjatkami i to glownie chodzi mi o aktorow starej daty).

    • użytkownik usunięty

      Bo wielu, jeśli nie większość, genialnych brytyjskich aktorów grała w teatrach lub studiowała w szkołach teatralnych. Pod tym względem kino brytyjskie z lat 30-70 to kino teatralne, jeśli chodzi o styl gry aktorskiej. Wystarczy popatrzeć na takich nuworyszy jak Sean Connery. Przecież to wtedy był słoń w składzie porcelany. Gry aktorskiej nauczył się dopiero w wieku bardzo dojrzałym, gdy nabrał charyzmy.

      Co Guinnessa, to potrafił mnie nawet wciągnąć jako chłopca w "Gwiezdnych Wojnach".

      W ogóle kino amerykańskie to dla mnie potężny system. To nie jest kino aktorów, ale kino producentów. W kinie amerykańskim pojawiło się wielu aktorów, ale oni zyskiwali status gwiazd dzięki wielkim produkcjom i urodzie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: