Za co ten gość dostaje nominacje do Oscara za najlepszego aktora ?!

użytkownik usunięty

Nie rozumiem czemu Clooney zgarnął Oscara, za co dostaje nominacje... Widziałem z nim te filmy - widziałem z nim 13 tytułów i stwierdzam, że żaden z niego aktor. Nie ma startu do rówieśników jak Pitt, Depp, Spacey, DiCaprio (nieco młodszy) i wielu wielu. Czy to reklama kawy, czy Ocean's czy Spadkobiercy... wszędzie gra tak samo. Zero emocji, kilka śmiesznych min, i tyle.

Nie wiem czy przystojny jest czy nie bo nie mnie to oceniać. Ale aktorem nie jest dobrym.

17
  • Nie jest może wybitny, ale na pewno lepszy od tego przereklamowanego pajaca Deppa.

    • użytkownik usunięty

      Fakt - Depp jest przereklamowany ale swoim Jackiem Sparrowem przebija wszystkie kreacje Clooneya razem wzięte więc dla mnie Depp jest wyżej, bo miał rolę życia. Clooney wszystko gra na jedno kopyto grając zwyczajnie siebie...

      • A dla mnie rola Clooneya jako Michaela Claytona przebija Deppa w "Piratach..." Poza tym zapominasz, że Clooney dostaje nominacje do Oscarów nie tylko za kreacje aktorskie, ale również za reżyserię.

        • użytkownik usunięty

          ale mi chodzi głównie właśnie o nominacje za kreacje. W Michaelu Claytonie którego widziałem tydzień temu właśnie dostrzegłem, że gość gra w każdym filmie tak samo. Porównywać jego mierną, bezpłciową rolę do Jacka Sparrowa to jak ... no nie wiem ale różnica jest ogromna moim zdaniem na korzyść Deppa.

          • Haha, wygodnie jest hejtować Clooneya za aktorstwo w momencie, gdy połowę nominacji do Oscara dostał on za scenariusz i reżyserię. W pierwszym poście napisałeś: "Nie rozumiem czemu Clooney zgarnął Oscara, za co dostaje nominacje". Otóż właśnie m.in. za to, że jest dobrym reżyserem. Dla mnie Clooney aktor to takie 6,5/10, natomiast jako reżyser spokojnie podwyższam mu ocenę do 8.

            Nie rozumiem czemu bronisz Deppa akurat rolą w "Piratach...". Miał wiele lepszych, chociażby w Las Vegas Parano. Szczerze mówiąc, widziałem jedną część tej serii i nie zachwyciła mnie ta rola ani trochę.

            • użytkownik usunięty

              Wiesz... ja nie oceniam za to jakim jest reżyserem bo nie znam się na filmach od strony "technicznej" i nie potrafię ocenić jego umiejętności reżyserskich. Za to aktorstwo mogę ocenić z pełną świadomością i subiektywnością.

              Z Deppem widziałem 13 filmów - Las Vegas Parano oglądałem 5 razy ale tylko do 30 minuty bo nie mogłem zdzierżyć dalej tego filmu i wyłączyłem. Po prostu bronię Sparrowa bo to najlepsza jego rola moim zdaniem, i to też jest oczywiście subiektywne odczucie.

              z Clooneyem widziałem również 13 filmów i w 13 filmach grał tak samo bez emocji, nijako i poważnie - najlepsza rola to rola amanta w tej reklamie kawy i poważnie to mówię. Za reżysera go nie oceniam.

              • Ale reżyseria to nie tylko technika, ale też sposób poprowadzenia danej historii. Nie twierdzę, że jestem jakimś mega znawcą kina, ale po kilkuset obejrzanych produkcjach da się wychwycić kiedy reżyser ładuje widzowi przesłanie łopatą do głowy, a kiedy pozwala mu samemu pewne rzeczy dostrzec. Stąd podobał mi się clooneyowski debiut "Niebezpieczny umysł" i wyprodukowane przez niego "Argo" czy "Scanner Darkly". Nie jest to jakieś epokowe kino na 10/10, ale

                Szkoda, że nie obejrzałeś LVP, bo to świetnie zrobiony film z genialną muzyką i mocno nietypową rolą Deppa. Jeśli lubisz tego aktora to na pewno po tym filmie polubiłbyś go jeszcze bardziej.

                No cóż, pewnie do porozumienia w kwestii Clooneya nie dojdziemy, ale przynajmniej jakieś argumenty padły i była to kulturalna dyskusja. :)

                • użytkownik usunięty

                  Znaczy... Po prostu filmy z Clooneyem w zasadzie zawsze mnie rozczarowywały - tzn. po nominowanych do Oscara "Michaelu Claytonie", "Spadkobiercach", "Syrianie" jak i innych filmach z jego udziałem spodziewałem się dużo więcej a zostawało przeważnie rozczarowanie. Nie ma w filmach których się dotknął od strony technicznej czyli Argo, Clayton, Syriana tego swego rodzaju geniuszu, który by mnie oczarował - taki geniusz ma Eastwood w swoich filmach bo jest w nich coś fajnego - czy to w Gran Torino, czy w Bez Przebaczenia czy w świetnym filmie "Doskonały Świat". Zaś te filmy Clooneya w których to był producentem czy reżyserem są takie nijakie, takie miałkie i czegoś im brakuje. Dlatego Eastwoodowi podwyższyłem ocenę za reżyserię, a Clooneyowi... nie obniżałem po prostu i oceniłem go za aktorstwo

                  Nie rozumiem czemu Operacja Argo dostała Oscara jakiegokolwiek - moim zdaniem "Poradnik Pozytywnego Myślenia", "Django" czy "Wróg Numer Jeden" były dużo lepsze moim zdaniem, ale to subiektywne odczucia.

                  Zaś co do Deppa i Clooneya - obaj wybitni nie są. Deppa cenię nieco wyżej i dałem mu 7/10 ocenę. I z jednym i z drugim widziałem 13 filmów - średnia ocena filmów Deppa to 5,5. Cloneya 5,3. Depp najlepszy był jako Sparrow, Cloney w "Człowieku który gapił się na kozy" i jednocześnie ten film jest moim ulubionym filmem Clooneya.

                  Także jeśli chodzi o obu panów i ich filmy czy grę aktorską, to jakoś mnie bardzo od pewnego momentu ich twórczość nie interesuje bo wolę śledzić tych najlepszych jak Pitt, Spacey i kilku innych rewelacyjnych panów :) A Las Vegas Parano odpuszczam bo do żadnego filmu nie robiłem 5 podejść i żadnego filmu nie przerywałem a tu zrobiłem to pięć razy bo nie mogłem już wytrzymać;p

                • Nie wiem w sumie czego od nich oczekiwałeś - jeśli rozmachu w stylu "Piratów z karaibów" to faktycznie, mogłeś się zawieść. W Claytonie najbardziej ujął mnie wyciszony sposób prowadzenia akcji, sporo niedomówień, no i znakomita drugoplanowa kreacja Wilkinsona. Świetny klimat ma ten film. Z kolei "Argo" to naprawdę dobrze skonstruowane kino akcji, bez nadmiaru efektów specjalnych, za to z ciekawym pomysłem i momentami nieźle trzymające w napięciu. Poza tym nakręcone na taśmie starego typu, co też "robiło klimat". Może Oscar to za dużo, ale ja się nie nudziłem.

                  Eastwood nie powala mnie jako reżyser. Obejrzałem, co prawda tylko Gran Torino i Rzekę Tajemnic, ale nie chcę jakoś hejtować na siłę, bo widziałem je dość dawno. Clint najbardziej przekonujący był z magnum 44 w dłoni.

                  Poradnik pozytywnego myślenia widziałem i bardzo dobrze, że nie dostał Oscara. Miłosna historyjka jakich wiele. Jedyny plus z tego filmu to, że dowiedziałem się o istnieniu Jennifer Lawrence. ;)

                  Co do ocen to zawsze odróżniam dwie rzeczy. To, że suma filmów z danym aktorem wynosi np. 5,3 nie oznacza, że jego samego tak właśnie bym ocenił. Są świetni aktorzy grający w badziewnych filmach (np. Walken, Goodman), a każdemu z gigantów kina zdarza się zagrać w jakimś psującym średnią klopsie (może oprócz Day-Lewisa).

                  Pięć podejść to sporo, ja bym tyle nie wytrzymał. ;)

                • użytkownik usunięty

                  Piratów nie przepadam w sumie bo tylko Sparrow jest fajny - niemniej cała seria to takie 6/10.

                  Co do Michaela Claytona to oczekiwałem po opisie filmu więcej właśnie dynamiki charakteryzujących tego typu filmy które ja wrzucam do worka - "ktoś mały, ma tajemnicę kogoś wielkiego za którą może zginąć" - za mało tu finezji, i Swinton z Wilkinsonem nie ratowali tego obrazu. Klimat taki mokry, pochmurny był fajny jeszcze. Ale cała historia nie wciągnęła mnie, a powinna bo opis filmu wskazywał że będzie to coś dobrego.

                  Na Operacji Argo też się nie nudziłem, dobrze się to oglądało ale przede wszystkim jak w Claytonie główny bohater w którego wcielił się Afflec był strasznie płytki, a wszystko co było w tym filmie, to robienie napięcia itd widziałem już wielokrotnie i od zdobywcy Oscara oczekiwałbym czegoś więcej ;)

                  Eastwood faktycznie jako Brudny Harry wypadał najlepiej. Bez Przebaczenia kompletnie nie zasługiwała na OScara choć i tak był najlepszym filmem z tego chłamu co nominowany był w 92 roku. Ale resztę filmu ceniłem i cenię sobie bardzo , a Rzekę Tajemnic szczególnie.

                  co do tych średnich ocen to zgadzam się bo to żaden wyznacznik - po prostu chciałem tym tylko pokazać że i Depp i Clooney jako aktorzy i filmy z nimi nie przypadają mi do gustu ;)

      • Jak dla mnie Seth Gecko bije na łeb Jacka Sparrowa, który wg, mnie jest poprostu śmieszny pierwsze kilka scen potem robi się już to trochę... słabe.

  • A oglądałeś "Bracie, gdzie jesteś?" Coenów albo chociażby "Witajcie w Collinwood". Myślę że w tych pozycjach jest zupełnie inny.
    Ogólnie uważam że to jest dobry aktor. Nie zmienia się zbytnio do ról ale co z tego? Przecież plastyczność aktorów nie jest wartością samą w sobie. Myślę że trochę podążasz za ogólnym trendem oceny aktorów. Aktor diametralnie zmienia się do roli, znaczy dobry aktor. Niekoniecznie. Liczą się umiejętności. Co z tego że aktor za każdym razem gra podobnie, jeżeli za każdym razem robi to świetnie? Jest wielu genialnych aktorów, którzy zawsze grali podobnie - np. Jack Nicholson, Clint Eastwood, czy chociażby Christopher Walken.
    Clooney jest przystojny. A w związku z tym, iż nie pracuje w radiu, to jest bardzo duży atut. Na dodatek ta uroda nie jest jakaś odstraszająca. Mówiąc krótko bardzo przyjemnie się na niego patrzy (tutaj już bez względu na płeć). Ma bardzo charakterystyczny i przyjemny głos. Ma bardzo dobrą mimikę twarzy. Charakterystyczny sposób bycia. Mówiąc krótko dobrze się go ogląda i słucha. No i oprócz tego posiada naprawdę dobry warsztat aktorski. Zazwyczaj jego postacie są bardzo przekonujące. Chociaż ma nieprzyjemną tendencję do odwalania popeliny. Tzn. zdarzają mu się role gdzie (ni z tego ni z owego) schodzi na żenujący poziom (np. Batman i Robin). Nie wiem z czego to wynika. Może nie czuł tych ról? W takim razie nie powinien ich przyjmować.
    Nie zgodzę się z twoim rozmówcą co do jego reżyserii. Według mnie jest reżyserem co najwyżej dobrym. Szału w tej materii zdecydowanie nie robi. A same oscary dla Argo to już porażka totalna, o czym ci już zresztą mówiłem.
    Jest jeszcze jeden argument dlaczego Clooney ma wysokie oceny. Często gra w dobrych filmach. Właśnie dlatego jest lubiany. To tak najczęściej działa. Odwrotną sytuację mamy właśnie w przypadku Deppa (do niego zaraz jeszcze się odniosę). Chłop ostatnio gra w gniotach i stad ta niechęć.
    Co do Deppa. Ok, nie jest to Nicholson czy Pacino ale bez przesady. To że obecnie jest bardzo popularny wśród młodszych widzów nie znaczy, że zaraz musimy poddawać się tej fali hejterstwa. Depp ma naprawdę wysokie umiejętności aktorskie. Spójrzmy chociaż na postacie jakie wykreował wcześniej: Edward Nożycoręki, Ed Wood, Co gryzie Gilberta Grape'a, Las Vegas Parano, Arizona Dream, Dziewiąte wrota, Truposz. Teraz ogólnie panuje moda na jechanie po wszystkim co popularne. Chociażby Hans Zimmer, Tim Buton, Christopher Nolan. Trzeba jednak zachować umiar i być odrobinę sprawiedliwym. To są znaczące nazwiska dla światowej kinematografii, czy to się komuś podoba, czy nie.

    • użytkownik usunięty

      " Aktor diametralnie zmienia się do roli, znaczy dobry aktor. Niekoniecznie."

      Ale ja też z tym się zgadzam i w 100% popieram. Przykładów takich jest wiele jak Pacino który poza kilkoma wyjątkami jakie widziałem czyli Serpico, Ojciec Chrzestny, Strach na wróble, gra role w bardzo podobny sposób ale wszyscy to kochamy, bo co z tego że przemowy w jego filmach są podobne, że podnosi głos często... to bez znaczenia bo dla mnie to jest aktor numer 1 za gesty, charyzmę, i ogólnie kreowanie....

      Do Clooneya nic nie mam ale nie widzę w jego grze emocji żadnych na twarzy. Ogólnie mam wrażenie że gościa zgarnęli przed zdjęciami z ulicy i on na szybkości spojrzał na scenariusz i gra ale za płytko.

      Co do Deppa zgadzam się- hejty na niego to nieporozumienie bo za Jacka Sparrowa należą się ukłony, a i inne role... Choć filmy w których gra są słabe niestety ostatnio.

      • Z Pacino się nie zgodzę. Według mnie to aktor wybitnie plastyczny. Inna sprawa, że niemiłosiernie się stoczył i od wielu lat gra w strasznym chłamie. Podobna sytuacja jak z np. Timem Burtonem, który tez zaliczył straszny zjazd.
        O samej plastyczności Pacino już rozmawiałem w innym wątku (i podawałem przykłady), więc podrzucam link:
        http://www.filmweb.pl/film/Chinatown-1974-1027/discussion/Po...

        • użytkownik usunięty

          Zapoznałem się z tym tematem co go dałeś i odnośnikami do filmu. Powiem szczerze... jednak jak myślę Pacino to zawsze mam przed oczami to podnoszenie głosu, tą genialną gestykulację, to spojrzenie. Bez tego też jest genialny w wielu filmach, ale i tak uważam że Pacino jest bardziej charakterystyczny niż plastyczny.

          De Niro znowu nie ma takiej charyzmy jak Pacino, ale jego role były bardziej wszechstronne i on właśnie jest moim zdaniem plastyczny.

          obaj wraz z Pacino i Nicholson są po środku między Plastycznymi i charakterystycznymi

          Najlepszym przykładem plastycznego aktora jest De Niro, Spacey, DDL i Brad Pitt - pewnie za Pitta mnie zlinczujesz ale dla mnie gość potrafi zagrać wszystko.

          zaś typowo charakterystyczny aktor to właśnie Clint Eastwood który od 50 lat gra to samo

          • Co do Pacino to już swoje napisałem i nie będę się powtarzał. Powiem tylko abyś zwrócił uwagę na te trzy przykłady. U Pacino zmienia się wszystko. Nawet oczy:) Można rzeczywiście uwierzyć że jest to człowiek o zupełnie innym charakterze. Zazwyczaj plastyczność traktowana jest bardzo powierzchownie. Aktor jest plastyczny bo inaczej wygląda albo w jednym filmie krzyczy, a w drugim płacze. U Pacino to coś o wiele głębszego. Uważam że mało który aktor mógłby się tak zmienić jak zmieniał się właśnie Pacino. Inna sprawa że najczęściej był obsadzany (wybierał sobie) w bardzo podobnych rolach. Stąd ta plastyczność może nie być tak mocno dostrzegalna.
            No i uważam że podobnie jak Eastwood, Nicholson zawsze gra tak samo (chodzi o pewną stylistykę). Mimo to uważam że to najlepszy aktor w historii kina.
            Co do Pitta to ciebie nie zlinczuję:) Powiem więcej, zgodzę się z tobą. Pitt to aktor plastyczny (zresztą Depp raczej też). Chociaż tak jak mówiłem, to dla mnie nie jest żaden atut. Jest plastyczny ale ważne co z tym robi. Zresztą nie uważam żeby Pitt to był jakiś wielki aktor ale nie chciałem tez dać tobie do zrozumienia, iż uważam że jest słaby. Dobry aktor chociaż mógłby częściej wybierać jakieś ciekawe role (chociaż dzisiaj takich jak na lekarstwo).

  • Porównanie Di Caprio - grającego wiecznie u jednego rezyera (poza Lurmanem, gdzie rolę Gatsbyego zabrał brawurowo) z Clooneyem - to pomyłka. Oczywiście, że Clooney lepiej wypada, jest lepszym aktorem i co więcej, ma to coś co przyciąga wzrok, potrafi utrzymać na sobie widza.

  • Może Clooney nie jest aktorem wybitnym, ale też nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Uważam, że np. w takim "Solaris" był świetny. Co do wymienionych aktorów, to zdecydowanie tylko DiCaprio jest lepszy i może Spacey.

  • użytkownik usunięty

    depp to zwykły clown, on nie potrafi zagrać normalnej roli, tylko dziwaków, z przerysowaną mimiką, gestami, sparrow to jego szczytowe osiągnięcie

  • Tak jak wspomniałeś to że ma wygląd przystojnego , seksownego amanta ala James Bond jest już połową jego sukcesu. Laski lecą na niego podobnie jak na Richarda Gere czy Hugh Granta - którzy również umiejętności aktorskich mają niewiele. Poza tym kręci takie filmy jakie akurat pasują akademii filmowej - polityczne, biograficzne itd. Kij z tym że to w większości nudziarskie gnioty.

  • Chyba nie myślałeś że Akademia da oscara za rolę w Piratach z Karaibów - filmie fantasy. Gdyby Depp zagrał to samo w jakimś filmie polityczno-biograficznym dostałby za tą rolę 1000 oscarów.

  • Aktor bardzo dobry, ale nie wybitny, też wydaje mi się, że przy tylu wybitnych aktorach nie powinien mieć żadnego Oscara na koncie (choć go raczej lubię), a najwyżej jedną nominację. Wielu wybitnych aktorów i wiele wybitnych ról przy Oscarach pominięto.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: