Jacka Blacka cenię sobie przede wszystkim za dokonania muzyczne. Natomiast jako aktor wypada... różnie. Jest świetny w parodiach (Spider-Man, Lord of the Piercing), rewelacyjny w produkcjach o tematyce rockowej (Szkoła Rocka), natomiast kiepsko sobie radzi w filmach 'poważniejszych' (Szakal). Ogólnie miewa wzloty (King Kong) i upadki (Jaja w tropikach), także za dokonania filmowe zbyt wielkiej oceny postawić bym mu nie mógł (max 5/10). Można powiedzieć, że Jack Black to taki mały, spasiony, rockowy Jim Carrey. Z tą różnicą, że Carrey jest tak dobrym aktorem jak Black muzykiem i vice versa. Jak już na początku napisałem, najbardziej cenię sobie Jacka za muzykę. Niespotykana mieszanka mocnego, rockowego, brzmienia i mięsistego, wulgarnego humoru, którą tworzą wraz ze swoim łysawym kompanem, urzekła mnie ładnych parę lat temu, mniej więcej w czasie gdy 'Tribute' osiągał szczyty rankingów internetowej popularności. I w tym miejscu wypadało by wspomnieć o teledyskach, bez których muzyka Tenacious D nie byłaby tym samym. Są po prostu genialne. Tribute, Wonderboy, F*ck her gently, to wyżyny tego typu twórczości, zaś The Pick of Destiny jest swego rodzaju ewenementem, który łączy świat teledysku ze światem filmu. Chyba jedyny musical rockowy i jeden z niewielu, które ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Ale tylko w oryginale, bez żadnych napisów, a tym bardziej lektora. No i to chyba wszystko, co miałem do napisania na temat Jacka Blacka i jego twórczości. Jest to też swego rodzaju uzasadnienie, dlaczego nie mogę mu dać żadnej oceny z wyjątkiem serducha. +/10