Trochę przerost formy nad treścia, a ta jej słodkowatosć chwilami aż mdli

Ładna dziewczyna, ale żadna z niej "naj"

1
  • Możesz rozwinąć swoją myśl? Wydaje mi się, że użycie sformułowania "przerost formy nad treścią" w stosunku do człowieka jest lekko komiczne,
    Dlaczego? Bo nie wiem o jaką treść Ci chodzi i przerost jakiej formy? Nie wiem co chcesz ukryć pod tymi wyrażeniami. Co porównujesz, że wychodzi Ci taki rachunek? Chyba, że napisałeś tak, bo to takie ładne stwierdzenie, sprawia wrażenie takiego inteligenckiego ;)
    Nie znałeś Marilyn prywatnie, więc nie możesz stwierdzić jaka była i czy rzeczywiście miała jakiś przerost ;)
    Na srebrnym ekranie widzisz tylko wykreowane przez nią postaci, role. Jeśli poczytałbyś biografię to wiedziałbyś, że daleko było Marylin do takiego typu kobiet jakie zwykliśmy widzieć w jej wykonaniu. Dlatego trochę mnie śmieszy napisanie o kimś, że mamy przerost formy nad treścią (tak możesz pisać o filmie, książce, ale nie o osobie, której nie znasz osobiście, a jedynie ze stworzone przez nią kreacje).

    • To skróty myślowy, jeśli już chcesz komuś coś wytykać to radziłbym się trochę wysilić - w razie czego wyjaśniam - więcej się o niej mówi, niż na to zasłużyła, a biografie to piszą specjaliści - widziałem kilka wywiadów z nią i niestety nie był to gigant intelektu, zresztą całe jej życie to potwierdza - zamiast biografii wystarczy prześledzić jej poczynania. była to naiwna, miła, prosta dziewczyna z dużym talentem, taka protoplastka obecnych celebrytów, ale przy Sophii Loren, Cardinale, Bardotce czy choćby zmarłej ostatnio Lucynie Winnickiej to sorry... banalna uroda i tyle, najtrafniej ją zresztą nieodżałowany Kałużyński ocenił...

      • Bez urazy ale piszesz jak laik albo totalny ignorant. Miałeś kiedykolwiek w ręce książkę o Hollywood czasów świetności wielkich wytwórni filmowych? Odnoszę wrażenie, że nie masz bladego pojęcia jak wtedy lansowano gwiazdy, nie rozumiesz istoty machiny promocyjnej, nie wiesz w jaki sposób kreowano gwiazdy i jak istotne było utrwalanie w oczach mas wizerunku wymyślonego przez wytwórnie już u progu kariery kontraktowych aktorów. Pisanie, że poprzez wywiady można poznać Monroe jest niedorzecznością. Ikony tj. Gardner, Wood, Monroe, Garland musiały przez cały czas na oczach opinii publicznej grać, podporządkowywać się wizerunkowi obmyślonemu przez specjalistów od promocji - musiały mówić, pozować, ubierać się tak jak im z góry nakazano. Biografie pisane na podstawie wywiadów i wspomnień bliskich znajomych gwiazd, pamiętników, wieloletnich badań są jedynymi wiarygodnymi źródłami o gwiazdach minionych lat - o ich prawdziwym obliczu. Nic o prawdziwej Monroe nie powie to jaką ją widzimy w wywiadach, na konferencjach prasowych, premierach filmowych - to jest ułuda, sztywny pancerz w który ją ubrał przemysł rozrywkowy. A nazywanie ją protoplastką celebryty jest absurdalne i świadczy o całkowitej nieznajomości rzeczy.

        • wszystko wiem, ale widziałeś oryginalne wywiady z Marylin????? Ja widziałem i tu się nie da oszukać a po drugie jak to Wilhelmi w Alternatywach powiedział - mądremu wystarczy jedno zdanie, a głupiemu i referatu mało - nie trzeba nic czytać "o gwiazdach", wystarczy prześledzić ich życie, co robiły, jak się w danych sytuacjach zachowywały i już wiadomo, kto kim jest! Żadne zabiegi piarowskie czy promocyjne nie zamydlą istoty osobowości. tak jak Whitney H. była głupią babą z pięknym głosem, tak M.M. była nienajmądrzejszą dziewczyną ze sporym potencjałem. talent nie jest jednoznaczny z życiową madrością

          • Nie ma to jak cytować fikcyjną postać, by dowieść swojej racji. Gwiazdy kina to też ludzie, a ludziom należy się trochę uwagi i zrozumienia - łatwo jest sądzić po pozorach, tak jak Ty to robisz, jednak czyniąc tak siebie narażasz na śmieszność, a nie podmiot rozważań.

            • A może to Ty się narażasz na śmieszność nie potrafiąc zrozumieć, że ktoś ma inne zdanie? Nie ona pierwsza miała talent ale nie była delikatnie mówiąc "najmądrzejsza". Uważasz ją za wzór cnót wszelakich - Twoja sprawa

              • To nie jest kwestia nietolerancji dla odmiennych opinii tylko żałość wobec nieumiejętności argumentacji, niechęci do rzetelnej oceny sytuacji i wywodzenia wniosków z wiarygodnych źródeł, które zastępuje hołdowanie swojemu widzi mi się.
                Na marginesie, dobre wychowanie mówi, że jeśli masz jakieś uwagi pod moim adresem powinieneś to napisać do mnie, a nie wypisywać osąd na temat mojej osoby innemu użytkownikowi. Na forach dobre wychowanie również obowiązuje. Niby proste, a widzę, że Cię przerasta. Kiedy nabędziesz ogłady z przyjemnością wrócę do dyskusji.
                Nie napisałam niczego co odbiegałoby o tego na co wcześniej zwrócił Ci uwagę Lukaszek, zatem to co piszę nie wypływa z braku krytycyzmu wobec Monroe tylko z przekonania, że należy sądzić w oparciu o fakty, a dysputanci winni reprezentować sobą obycie z tematem. W końcu to portal filmowy i powinien gromadzić ludzi, którzy coś nie coś wiedzą o sztuce filmowej, tymczasem sprowadzasz filmweb do rangi pudelka. Powodzenia w zapoznawaniu się z zasadami dobrego wychowania. Pozdrawiam, bez odbioru.

                • Wybaczcie, że się wwalę w temat, ale coś mi się nie chce wysłać wiadomość do Madz (błąd jaki czy inna cholera). ;)
                  Madz, mogłabyś mi polecić jakieś książki na temat Hollywood i czasów jego świetności?
                  Poza tym, chętnie też ogarnę jakieś książki/źródła dotyczące opinii bliskich/znajomych na temat Marilyn, jej życia.
                  Jest ich dużo i niektórym autorom zarzuca się kłamstwa, a wydaje mi się, że Ty się interesujesz MM i Hollywood.
                  W zasadzie łyknę wszystko co jest godne uwagi, według Ciebie.

                  Z góry dzięki za odpowiedź.

                • Witaj!

                  Gwoli ścisłości pragnę wyjaśnić, że nie jestem wielką miłośniczką Hollywood, moje zainteresowania kręcą się wokół kina europejskiego. Prawdą jest jednak to, że dramatyzm i wieloznaczność postaci Monroe swego czasu mocno mnie zainteresowały - do tego stopnia, że posiadam dziś kilka półek książek o Marilyn Monroe, które przeczytałam z marszu, jednym tchem - kupowałam kolejną będąc w trakcie lektury poprzedniej :). Natura badacza sprawia, że besztam powierzchowne i pochopne sądy użytkowników, którzy nie zadali sobie minimum trudu by poznać prawdziwą naturę osób, na których temat wypowiadają się w taki sposób jakby mówiły o przedmiotach...
                  Faktem jest, że ciężko znaleźć dobre, rzetelne biografie - mój promotor nauczył mnie jednego - patrzenia w przypisy - pewne źródła ponad wszystko :). I tak z czystym sumieniem mogę polecić trudną (ale możliwą) do zdobycia pozycję "Bogini. Tajemnice życia i śmierci Marilyn Monroe". To książka bardzo brutalna dla aktorki - autor, znany i poczytny dziennikarz Anthony Summers, nie szczędzi odsłaniania niewygodnych faktów z jej życia, pisze wszystko z zegarmistrzowską precyzją (nierzadko wskazuje na informatorów, podaje źródła prasowe, książkowe, grzebie w poufnych materiałach policyjnych), a wszystko to z godnym profesjonalisty chłodem.
                  Bardzo dobrze napisana jest też książka "Marilyn, ostatnie seanse" Michel Schneider, która pozwala zrozumieć podłoże psychicznych katuszy Monroe .
                  Na pewno dla niedowiarków uważających, że kobieta z utlenionymi włosami musi być głupia pozycją obowiązkową jest książka "Fragmenty" zawierająca wiersze Monroe, wpisy z pamiętników... To są według mnie najbardziej wartościowe pozycje.
                  Mogę również jako wstęp do poznania osoby Monroe polecić książkę "Skłócona z życiem. Intymna biografia Marilyn Monroe" Lois Banner, która jeśli dobrze pamiętam jest nauczycielem akademickim przez co pisze w sposób bardzo składny, choć właściwie w swojej książce nie objawia żadnych nowych prawd o Monroe, lecz podsumowuje zgrabnie to co napisali inni o Monroe przed nią.
                  Z filmów dokumentalnych o Monroe mogę polecić (wszystkie swego czasu były dostępne w sieci):
                  Marilyn, ostatnie seanse;
                  Marilyn Monroe, w cieniu legendy;
                  Marilyn Monroe, ostatni wywiad;
                  Legenda Marilyn Monroe;
                  Marilyn, tajemnica śmierci;
                  Marilyn Monroe, ostatnie dni.
                  Co do samego Hollywood to najwięcej można się o nim dowiedzieć właśnie z biografii dawnych ikon. Tu szczególnie mocno polecam wywiad- rzekę z Avą Gardner, która nie szczędziła pikantnych szczegółów z kulisów swojej sławy i metod pracy wytwórni (pozycja nazywa się "Wyznania intymne" z Avą rozmawiał Peter Evans). Zgrabnie ukazano specyfikę Hollywood w książce o produkcji filmu "Śniadanie u Tiffany' ego" - "Piąta Aleja, piąta rano" Sama Wassona - krótko ale na temat.
                  Bardzo dużo jest filmów opowiadających o starych gwiazdach Hollywood i grzeszkach tamtego świata. Mogę polecić: "Historia Natalie Wood", "Frances", "Aviator", "Historia Judy Garland", "James Dean - buntownik"; "The James Dean Story". Kiedyś na TTV był emitowany cykl pt. "Ostatnie dni sław", wart obejrzenia jest też cykl "Gwiazdy srebrnego ekranu" - w obu programach pada dużo ciekawostek.
                  Pewnie by coś jeszcze się znalazło ale jak na złość mi nie przychodzi do głowy :).
                  Pozdrawiam!

                • Ale co mnie przerasta? Kto zaczął jakieś złośliwości w moją stronę? To właśnie takie podejście powoduje "pudelkowość" dyskusji. Ja tylko nie cenię jakoś wielce M.M. czy to zbrodnia jakaś? Widziałem setki filmów, setki aktorów mogę o tym dyskutować latami, ale nie znaczy to, ze MUSZĘ kochać M.M.!

        • a ja się zgadzam.... Darioso ma rację, w 100 % , ta jej landrynkowatość mdli....

  • wg mnie stokroc ladniejsza i seksowniejsza byla Rita Hayworth.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię