Recenzja filmu Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2 (2015)
Francis Lawrence

"...you burn with us."

Dokładnie rok temu, po pierwszej części "Kosogłosa" pisałem, że jestem pewien, iż projekt "Igrzyska śmierci" trafił we właściwe ręce. Finał serii tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. 
Filmweb sp. z o.o.
Dokładnie rok temu, po pierwszej części "Kosogłosa" pisałem, że jestem pewien, iż projekt "Igrzyska śmierci" trafił we właściwe ręce. Finał serii tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. "Kosogłos. Część 2" to film skierowany w dużej mierze do młodych ludzi, jednak nie znaczy to, że nie traktuje widza z szacunkiem. Twórcy nie lekceważą inteligencji odbiorców, nie podają na tacy efekciarskiego widowiska, jak przystało na blockbuster o wysokim budżecie. To nie jeden z taśmowo wytwarzanych produktów hollywoodzkiej maszyny. Francis Lawrence rzuca bohaterów w wir walki na krótkie momenty jedynie dwa, trzy razy, przez pozostałą część metrażu, przyglądając się ich wzajemnym relacjom, wewnętrznym i zewnętrznym konfliktom, dbając, by uczynić postacie ze scenariusza prawdziwymi, pełnokrwistymi, przeżywającymi swoje osobiste dramaty ludźmi, abyśmy dzięki temu mogli się z nimi utożsamić i tym mocniej odczuć to, co czeka ich na końcu drogi. Za to właśnie podejście do tematu, reżyser zasługuje na wielki szacunek zarówno widza, jak i czytelnika literackiego pierwowzoru.

photo.title

Tym razem nikt chyba nie odważy się powiedzieć, że ekranizacja pomija lub zniekształca jakiś aspekt książki, bowiem "Kosogłos. Część 2" jest najwierniejszą pierwowzorowi odsłoną serii. Zaledwie jeden wątek został minimalnie zmieniony przez twórców filmu, ale fabuła tylko zyskuje dzięki temu pod względem logiki i wiarygodności. Cała reszta to krok po kroku realizowanie ciągu wydarzeń opisanych przez Suzanne Collins. Scenarzystom tak bardzo zależało na zgodności z powieścią, że wiele kwestii (wypowiadanych przez bohaterów, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowych) zostało przez nich po prostu przepisanych, przez co często słyszymy w filmie te same dialogi, co zawarte w książce. Nie zawsze wychodzi to jednak na dobre. W bardzo istotnej scenie rozmowy Katniss z prezydentem Snowem aż prosiło się o jakąś modyfikację bądź improwizację, gdyż odniosłem wrażenie, że oboje aktorów, kurczowo trzymając się tekstu, czują się ograniczeni w swoich twórczych możliwościach, przez co dało się odczuć w tym momencie pewną nieszczerość i sztuczność. 

photo.title

Wspominałem na początku, że Francis Lawrence kosztem wartkiej akcji zgłębił relacje między bohaterami i psychologię samych postaci. Daje się odczuć ten zamysł przez dużą ilość zbliżeń na ich twarze. Niewiele mamy szerokich kadrów, widać, że reżysera bardziej interesuje to, co się dzieje w głowach postaci i co widać w ich oczach. A widać głównie ból, strach, lecz także determinację, by przetrwać, oraz by nie zawieść towarzyszy broni. Dzięki umiejętnemu kierowaniu uwagi widza na wewnętrzne dylematy i emocje Katniss, Peety, Gale’a i innych postaci, wzrasta siła przekazu oraz zaangażowanie emocjonalne widza. Ten kierunek obrany przez Lawrence’a jest co najmniej wyróżniający się spośród innych, powstałych na fali sukcesu "Igrzysk śmierci", opowieści skierowanych (w teorii) do młodego widza. Podczas, gdy cykle "Niezgodna" czy "Więzień Labiryntu" stawiają na akcję, podpartą jedynie lekkim akcentem społecznym, politycznym bądź psychologicznym, "Igrzyska" wyrastają na najdojrzalszą serię ostatnich kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu, będąc sagą o kilka klas lepszą od swych konkurentów. 

photo.title

Film zawiera też w sobie wyraźny przekaz antywojenny i porusza przy okazji wiele kwestii etyczno-moralnych, oczywiście w uproszczonej, przystępnej dla każdego formie (mamy do czynienia mimo wszystko z blockbusterem), która jednak nie umniejsza wartości głoszonych tez i ich trafności. Zaskakujące jest to, w jak otwarty sposób twórcy wdają się z młodymi widzami w polemikę na temat wojny, przemocy, śmierci i krzywdy czynionej człowiekowi przez człowieka. Widać to szczególnie w scenach rozgrywających się w Dystrykcie 2, gdzie Katniss zadaje Gale’owi pytanie, czy to, że niegdyś byli oni ofiarami, upoważnia ich do robienia tego, co wcześniej czynił im Kapitol, oraz gdy wygłasza mowę, która jednak, choć wydaje się pełna patosu, jest na tyle szczera, spontaniczna i płynąca z serca, że w odróżnieniu od recytowanych podniosłych mów oficjalnych przywódców rebelii, wierzymy w każde wypowiedziane przez dziewczynę słowo i wiemy, że nie ma w nich fałszu. 

photo.title

Postać Katniss jest oczywiście kluczowa dla sensu całej serii. Jej tragizm nabiera w finałowej odsłonie wręcz epickiego wymiaru. Z całej, końcowej konkluzji na jej temat wychodzi właściwie, że od urodzenia będąc niewolnikiem, nigdy nie miała żadnych szans, by odmienić swój los, a wszystkie działania, wysiłki i poświęcenia przez nią dokonane, by ocalić najbliższych i uwolnić samą siebie okazały się daremne. Z jednej z końcowych scen, nie trudno wysnuć wniosek, że tak naprawdę, zgadzając się przywdziać kostium Kosogłosa, zadecydowała o własnej śmierci, nie tylko ciałem, ale i duchem. Kostium okazał się ostateczną maską pozorów, udawanej odwagi i bohaterstwa, a pod spodem dostrzec można już tylko przerażoną, złamaną psychicznie siedemnastolatkę, która rozpaczliwie usiłuje wyrwać się z tego pełnego upiorów koszmaru oraz zaznać wzajemnego uczucia i wsparcia ze strony drugiej osoby, ale jej rozchwiana sfera emocjonalna stawia ją w tragicznym położeniu między dwoma mężczyznami, których kocha, ale każdego z zupełnie innych powodów. Ze względu na nagromadzenie wielu innych kwestii i poruszonych tematów, trójkąt miłosny między Katniss, Peetą, a Gale’m pozostaje w drugiej części "Kosogłosa" wątkiem pobocznym, ale trudno nie zauważyć, jaki wpływ wywiera na bohaterów ta skomplikowana relacja. 

photo.title

Ale analiza postaci Katniss nie byłaby wiele warta, gdyby nie bezbłędna, fenomenalna Jennifer Lawrence. Można powtarzać peany na jej cześć do znudzenia, ale co z tego, skoro po prostu, w zupełności na nie zasługuje. Z niesamowitym wyczuciem uzewnętrznia całą złożoność i wielowymiarowość Igrającej z Ogniem w odpowiednich momentach ograniczając się do wyrażenia emocji spojrzeniem, by w innych wszystko wykrzyczeć. Potrafi przekonać widza o tym, że Katniss nie robi tego wszystkiego z wyboru, lecz z konieczności i że jej pragnieniem jest, by cały ten ciąg cierpień w końcu się zakończył. Jest też moment, gdy wydaje się, że najbardziej dramatyczne wydarzenie w filmie zostanie zbagatelizowane i puszczone niemal bez echa. Wówczas, kilka scen dalej jej spóźniony, gwałtowny wybuch skumulowanych, tłumionych wcześniej emocji powoduje, że chcemy płakać razem z nią. 

photo.title   photo.title   photo.title

Znakomite aktorstwo zaprezentował także Josh Hutcherson. Nękany koszmarami po długotrwałych torturach Peeta to istny Dr Jekyll i Mr Hyde w jednym. W jednej chwili przytomny, racjonalny, potrafiący trzeźwo ocenić sytuację, innym razem ogarnięty szaleństwem, nieobecny, próbujący odpędzić mordercze myśli. Młody aktor umiejętnie lawiruje między tymi dwiema stronami swojej osobowości, ukazując wiarygodny obraz człowieka z rozdwojeniem jaźni. Liam Hemsworth również pokazał się z dobrej strony, uposażając wreszcie swoją postać w jakieś emocje. Pozostali aktorzy, a jest ich sporo, grają już wyłącznie role drugo, lub trzecioplanowe, z których najbardziej wyróżnia się Donald Sutherland. Otrzymał on w końcu więcej, niż dwie minuty na ekranie i od razu widać tego efekty. Bezlitosny i przenikliwy Snow nie rozstaje się z rozbawionym spojrzeniem i drwiącym uśmieszkiem na twarzy aż do swoich ostatnich chwil, a jego pewność siebie pozwala przypuszczać, że nawet ustawiony pod ścianą to on rozdaje karty w swojej grze. Szkoda tylko Woody’ego Harrelsona i Julianne Moore, którzy nie mają niemal nic do powiedzenia, przez szczątkowy zarys ich postaci w tej części.

photo.title

Strona wizualno-techniczna, podobnie jak to było we wszystkich filmach z cyklu, jest niemal perfekcyjna i nie można mieć właściwie nic do zarzucenia. Wspomniane przeze mnie wcześniej częste kadrowanie na twarze aktorów, unikanie szerokich planów i rewelacyjna gra światłem szczególnie w scenach w kanałach Kapitolu, wytworzyło kapitalny, klaustrofobiczny klimat zwielokrotniony jeszcze podczas podziemnej walki z humanoidalnymi mutantami. Tempo jest przez dużą część filmu dość powolne, prowadzone tak, by zbliżyć się do bohaterów, jednak są momenty przyspieszenia, a w nich dynamizm akcji oraz inscenizacja walk wręcz, na broń białą, czy palną imponują sprawnością realizatorską twórców. James Newton Howard ostrożnie korzysta z podkładu muzycznego podkręcając tylko gdzieniegdzie tempo i podbijając napięcie. Jednak utwór "Snow’s Execution" to po prostu arcydzieło. Dzięki tej muzyce w wiadomej scenie, chociaż, jako czytelnik wiedziałem, co się za chwile wydarzy, serce waliło mi nie słabiej, niż wybrzmiewające w utworze bębny. Na sam koniec przeżyłem nie małe zaskoczenie, gdy usłyszałem podczas napisów końcowych głos Jennifer Lawrence. Znana ze swojej niechęci do śpiewania aktorka nagrała ponownie z nowym podkładem muzycznym piosenkę "Deep in the Meadow", znaną już widowni z pierwszej części "Igrzysk" jako "Rue’s Lullaby". Podobnie, jak śpiewane przez Lawrence w poprzednim filmie "The Hanging Tree", także i nowy utwór ma szansę stać się muzycznym hitem końcówki tego roku.

photo.title

Na zakończenie powiem, że śmiało mogę polecić sagę "Igrzysk śmierci" każdemu, kto dotychczas nie miał z nią styczności. Przede wszystkim dlatego, żeby przekonać się, że nie warto oceniać filmu, sugerując się potencjalną grupą odbiorców. "Igrzyska śmierci" nie są historią o miłosnych trójkątach, ani zabijających się na arenie dzieciach. To wyjątkowo uniwersalna, dojmująco smutna opowieść o walce o odzyskanie własnego "ja" oraz o tym, że często nie jesteśmy panami własnego losu, a nawet największe starania, podparte najszczerszymi chęciami mogą skończyć się klęską. Wydźwięk całości jest wręcz okrutnie pesymistyczny, ale czy ludzkie życie nie jest pełne podobnych dramatów? 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).
Robert_Sawyer
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)