Recenzja filmu Nawet deszcz (2010)
Icíar Bollaín

"Są rzeczy ważniejsze od Twojego filmu"

Grupka filmowców przybywa do Boliwii celem nakręcenia historii przybycia Kolumba do Ameryki. Dążą do ukazania brutalnej prawdy związanej z traktowaniem rdzennych mieszkańców i ich wyniszczeniu w ...
Filmweb sp. z o.o.
Grupka filmowców przybywa do Boliwii celem nakręcenia historii przybycia Kolumba do Ameryki. Dążą do ukazania brutalnej prawdy związanej z traktowaniem rdzennych mieszkańców i ich wyniszczeniu w imię Boga. Reżyser Sebastian oraz producent Costa starają się za wszelką cenę i za jak najmniejsze pieniądze dokończyć film. W tym czasie w mieście wybuchają zamieszki związane z wodociągami i prawie 300% podwyżką ceny za wodę, a sytuacja staje się niebezpieczna również dla samych filmowców.

Brzmi trochę jak film akcji. Nic bardziej mylnego. Iciar Bollain nie tylko pokazuje nam kulisy pracy nad filmem, ale problem o wiele większy mający swoje początki już w XV w. Stosunki pomiędzy białymi a rdzennymi mieszkańcami. Jak już wspomniałam, na początku Costa chce jak najmniejszym kosztem poprowadzić produkcję proponując lokalnym aktorom stawki statystów. Bardzo ważny jest tutaj Daniel grający wodza plemienia. Jednocześnie jest przywódcą buntu w sprawie wodociągów. Costa kompletnie nie przejmując się jego problemami, każe mu nie pakować się w kłopoty, bo inaczej nie będzie można dokończyć filmu. Żaden z ekipy nie rozumie, że to nie tylko walka z firmą wodociągową, to walka o przeżycie. Przecież woda to podstawa do normalnego funkcjonowania. Dla władz ci zdesperowani ludzie są tylko grupą fanatyków pragnącą sławy. Pod koniec filmu Costa pyta Daniela, co ten ma zamiar zrobić, ten odpowiada: "Próbować przeżyć. W tym jesteśmy najlepsi".

Bardzo dobrym zabiegiem było stworzenie filmu w filmie. Akcja kręconej produkcji biegnie równoległe z wydarzeniami w mieście. Również postacie grane przez aktorów odzwierciedlają w jakiś sposób ich charaktery. Wspomniany Daniel prywatnie buntuje się przeciw władzy, podobnie robi jego filmowe alter ego. Aktor grający Krzysztofa Kolumba, prywatnie mający problemy z alkoholem jest najbardziej krytyczny wobec swojego światka i jako jedyny, absurdalnie, patrzy trzeźwo na lokalną sytuację. Dwaj filmowi zakonnicy tak samo tchórzą w chwili kryzysu jak ich postacie. Zachowania i sytuacje nie zmieniają się od wieków, zmieniają się realia – zdaje się krzyczeć film.

Rdzenni mieszkańcy zawsze traktowani byli przez białych przedmiotowo. Nie zmieniło się to od wieków i nigdy nie zmieni. Biedacy nigdy nie wygrają z władzą – tutaj także nie widać zmian. Ale pewne życiowe sytuacje, przywiązanie i wspólna sprawa są w stanie zmienić i zjednoczyć ludzi z różnych światów. I choć film paradoksalnie nie odkrywa Ameryki, bardzo dobrze pokazuje pewne zachowania i miłośnikom czegoś więcej niż akcji i tanich wzruszeń w filmie – polecam.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
izadora6
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)