Recenzja filmu Martwa cisza (2007)
James Wan

Śmiertelna cisza

James Wan i Leigh Whannell ponownie współpracują. Po światowym sukcesie "Piły" panowie postanowili wykorzystać zdobyty rozgłos i nakręcić kolejny horror. Napisali więc scenariusz, a James Wan ...
Filmweb sp. z o.o.
James Wan i Leigh Whannell ponownie współpracują. Po światowym sukcesie "Piły" panowie postanowili wykorzystać zdobyty rozgłos i nakręcić kolejny horror. Napisali więc scenariusz, a James Wan podjął się reżyserii. Do produkcji ściągnięto także kompozytora Charliego Clousera, starego znajomego z "Piły" oraz doświadczonego (choć mniej niż jego brat) dyrektora zdjęć - Johna R. Leonettiego.

Tym razem jednak pomysłodawcy "Piły" zamiast świeżego mięsa zaoferowali nam raczej podgrzewane kotlety. Historia opiera się na Jamiem Ashenie, poszukującym mordercy swojej żony. Według policji, Jamie jest jedynym podejrzanym. Według niego, jedynym podejrzanym jest tajemnicza lalka Billy, którą ktoś na dzień przed śmiercią żony przysłał małżonce pod drzwi. Wszystkie ślady wskazują, że za morderstwem kryje się Mary Shaw, brzuchomówczyni, która straciła głos, właścicielka Billy'ego i niegdyś główna atrakcja w rodzinnym miasteczku Jamie'ego.

Suma summarum otrzymujemy niestety coś na kształt "Laleczki Chucky" i remiksu z horrorów klasy B. Nie da się odmówić filmowi poprawnej realizacji, ale oglądając go, mamy wrażenie, że każdą scenę już gdzieś widzieliśmy, że wszystko już było. John R. Leonetti, autor zdjęć, wykonał poprawną pracę, ale w obliczu wyświechtanych motywów, na niewiele się to zdało. Cmentarz, opuszczone miasto, domy niczym samotnie, akcja toczona w nocy, wystraszeni mieszkańcy. Takie motywy nie nudzą się chyba tylko u Kinga.

Aktorsko także się nie udało. Ryan Kwanten w roli głównej jest koszmarny, co nawet w horrorze wciąż jest określeniem pejoratywnym. Nie potrafię jednak znaleźć w obsadzie nikogo, kto wspiąłby się na wyżyny aktorstwa. Co więcej, najlepszy w swoim fachu okazał się Billy. Drewniana lalka może nie przebije Chucky'ego, zapewne nigdy też nie będzie tak sławna, ale na "Martwą Ciszę" wystarczyło, by pobić innych bohaterów.

Filmowi trzeba jednak przypisać parę plusów. Przede wszystkim, Charlie Clouser nagrał kolejną po "Pile" świetną ścieżkę dźwiękową. Doskonale wpasowuje się w film, samotnie wręcz walcząc o zachowanie klimatycznej atmosfery horroru. Podobieństwo do Jacka Nitzschego i "Egzorcysty" wcale nie razi - wręcz przeciwnie, jest jak mrugnięcie okiem do starego wyjadacza klasyki horrorów.

Także niektóre sceny potrafią utkwić w pamięci. Występ Mary Shaw i Billy'ego w czasach świetności miasteczka jest wyreżyserowany i zagrany wręcz brawurowo. I choć to niewiele ponad 5 minut filmu, dzięki niej udało się przebrnąć przez niemrawo prowadzoną historię w środku fabuły.

Jak przystało na twórców "Piły", najmocniejszym elementem produkcji jest jej zakończenie. Ostatnie 20 minut nie pozwala się nudzić, a finałowa volta powinna zadowolić nawet fanów serii o Jigsawie. Choć jest bardziej naciągana, to i tajemnic okazuję się tu być trochę więcej.

Wydanie DVD opatrzono zadowalającą ilością dodatków, w tym równie dobrym jak wybrane - alternatywnym otwarciem i zakończeniem. Do tego standardowo - usunięte sceny i making of.

6,5\10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
Hank
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)