Recenzja filmu Prawdziwa historia Kota w Butach (2009)
Waldemar Modestowicz
Macha Makeïeff

Śpiewam i tańczę, i...

Oto, jak naprawdę było z kotem w butach: stary, umierający młynarz, trzech synów, kot i naturalnie młyn. Do tego duży zamek, król, królowa, księżniczka, dwór oraz wątek miłosny w tle. Właśnie tak ...
Filmweb sp. z o.o.
Oto, jak naprawdę było z kotem w butach: stary, umierający młynarz, trzech synów, kot i naturalnie młyn. Do tego duży zamek, król, królowa, księżniczka, dwór oraz wątek miłosny w tle. Właśnie tak przedstawia się cała fabuła - prosto, banalnie wręcz. Idąc całkowicie świadomie do kina na bajkę dla dzieci, domyślałem się, że historia nie będzie zagmatwana jak sterta prania świeżo po wyjęciu z pralki. Tu do niczego się nie przyczepiam.

Na pierwszy rzut oka widać, kto będzie jakim bohaterem: jest dobry główny bohater, kot, który mu pomaga, obiekt zainteresowań w postaci rozśpiewanej i roztańczonej księżniczki, jej podejrzliwa matka (królowa), wiecznie śpiący tata (król) i czarny charakter w postaci szambelana. Zły jest naprawdę zły, cały czas knuje, brak mu jakiejkolwiek dobrej cechy - czyli jest konkretnie i jasno. Dobry budzi sympatię, mamy mu kibicować, nie jest nikczemny, mroczny - tu też prosto i jasno. Za to wygląd bohaterów, a tym bardziej ich zachowanie pozostawiają wiele do życzenia. O ile kot wypada z całej tej zgrai najlepiej, a księżniczka i Piotruś wyglądają w porządku, o tyle reszta nie wiem, czy swoim wyglądem nie odstrasza matek, które przyszły ze swoimi pociechami. Szambelan przypomina mrocznego demona, w królowej jest coś odpychającego, a ogr i jego macki mogłyby wystąpić w horrorze. Zachowanie prawie każdego z bohaterów jest "postrzelone", ale nie zawsze wychodzi to na plus.

Dialogi śmieszą, ale dość rzadko. Za to teksty często są wykorzystane jako parafraza z innych filmów, jak np. z "Psów". Miałem wrażenie, że kwestie wypowiadane są na siłę i na siłę próbują rozbawić. Chociaż być może to sprawa poczucia humoru.

Polski dubbing dobry jak zawsze. Tu nie poczułem się zawiedziony, głosy dopasowane do bohaterów bardzo dobrze i miło słucha się rozśpiewanej księżniczki (Peszek) czy ogra (Fronczewski).

Morał przypomina mi trochę morał z "Kopciuszka", tyle że w "Prawdziwej historii..." nie ma księcia i biednej dziewczyny, a jest księżniczka i syn młynarza, który może ją poślubić z odrobiną szczęścia i pomocy.

Bajka mnie, delikatnie mówiąc, nie powaliła, nie było żadnej rewelacji, nie było nawet bardzo dobrze, jednak nie wszystko na szczęście zostało zawalone. Dzieci jednak nie oceniają filmów w sposób, w jaki robią to dorośli, a jeżeli podczas seansu w kinie oglądałem ich przeważnie zadowolone twarze, a niektóre dzieciaki nawet śpiewały i tańczyły razem z bohaterami, to sądzę, że film jednak spełnił swoją funkcję. I tego wolę się trzymać.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 44% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Futrzak
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły