Recenzja filmu Tron: Dziedzictwo (2010)
Joseph Kosinski

Świat dysku

Walka na dyski oraz wyścig motorami to bodaj dwie najbardziej widowiskowe sekwencje, jakie widziałem w kinie od czasów "Avatara".
Filmweb sp. z o.o.
Według jednego z amerykańskich krytyków "Tron: Dziedzictwo" to być może najlepszy film, jaki powstał w tym roku według złego scenariusza. Niezależnie od tego, czy powyższe słowa miały być komplementem, czy subtelną złośliwością, trzeba przyznać, że debiutant Joseph Kosinski traktuje fabułę pretekstowo. Chce przede wszystkim oczarować widownię efektami wizualnymi najnowszej generacji. Zostają one wykorzystane do pokazania, jak mogłoby wyglądać miasto zamieszkane wyłącznie przez programy komputerowe. W filmie jest to wypełniona rozświetlonymi na zielono wieżowcami  metropolia, w centrum której znajduje się stadion. Właśnie tutaj zsyłane są podejrzane aplikacje, by ku uciesze tłumu brać udział w morderczych igrzyskach. Walka na dyski oraz wyścig motorami to bodaj dwie najbardziej widowiskowe sekwencje, jakie widziałem w kinie od czasów "Avatara". Co ciekawe, ekranowa akcja została wystylizowana do tego stopnia, że momentami przypomina ona bardziej balet niż konsolową strzelaninę. Wrażenie potęguje podszyta elektroniką symfoniczna muzyka Daft Punk, w rytm której poruszają się zawodnicy.

Gwarantująca "szczękopad" estetyka "Trona" nie jest w stanie ukryć słabości filmu. Realizacyjny rozmach wydaje się nieadekwatny do historyjki o spadkobiercy biznesowego imperium, który musi dorosnąć do podejmowania decyzji. Jego spotkanie z uwięzionym w cyfrowej rzeczywistości ojcem nie procentuje ani podniesieniem temperatury emocji, ani pokazem dobrego aktorstwa. Garrett Hedlund ładnie prezentuje się w błyszczącym kostiumie, ale równie dobrze mógłby go zastąpić animowany awatar i nikt nie zauważyłby różnicy. Z kolei Jeff Bridges paradujący w białym kimonie à la Obi-Wan Kenobi wydaje się być zainteresowany wyłącznie zainkasowaniem czeku. Najlepiej w tym towarzystwie wypada śliczna Olivia Wilde. Aktorka jest żywym dowodem na to, że w pewnych dziedzinach komputery wciąż znajdują się daleko w tyle za matką naturą.

O przewadze świata realnego nad światem wirtualnym opowiada zresztą cały film. Ojciec głównego bohatera żałuje tych wielu lat, które spędził na tworzeniu cyfrowej rzeczywistości, zamiast opiekować się synem i dbać o pracę. Dziś zdaje sobie sprawę, że bezpowrotnie stracił część swojego życia.

Pozostaje mieć nadzieję, że podana widzowi w niezwykle atrakcyjnej formie nauka nie pójdzie na marne. Być może po obejrzeniu "Trona" paru Waszych znajomych odstawi wreszcie w kąt konsolę i laptopa, a potem da się wyciągnąć na piwo. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (311 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie