Recenzja filmu Misja (1986)
Roland Joffé

Życie jak amazońska dżungla

Roland Joffe przenosi nas w przeszłość o ponad 250 lat. Jest rok 1750, a Hiszpania i Portugalia nadal konkurują o kolonie w Nowym Świecie, nie zwracając przy tym uwagi na rdzennych mieszkańców ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Misja (1986)
Roland Joffe przenosi nas w przeszłość o ponad 250 lat. Jest rok 1750, a Hiszpania i Portugalia nadal konkurują o kolonie w Nowym Świecie, nie zwracając przy tym uwagi na rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej. Jedynym wsparciem dla Indian są jezuici pod przywództwem Ojca Gabriela (Jeremy Irons). Kościół decyduje jednak zakończyć misję, a tereny oddać Portugalii. Tubylcy postanawiają stawić zbrojny opór.
Cała historia oparta jest na przeciwieństwach. Twórcy filmu pokazują nam Kościół z dwóch stron. Negatywnej - jako instytucje, dla której liczą się tylko zyski i wpływy, a życie wielu niewinnych ludzi (a nawet to, czy Indian można nazwać ludźmi pozostaje dla nich kwestią nie do końca ustaloną); oraz pozytywnej - na przykładzie jezuitów prowadzących misję i decydujących się pozostać z tubylcami do samego końca. Kontrast występuję nawet pomiędzy jezuitami. Ojciec Gabriel nie zamierza walczyć i przelewać krwi - co uważa za złe - decyduje się poprowadzić procesję z kobietami i dziećmi. Rodrigo Mendoza (De Niro) - były łowca niewolników, który po zabiciu własnego brata przechodzi metamorfozę i dołącza do jezuitów - pomaga Indianom stawić zbrojny opór kolonizatorom. 

Nominowany do Oscara film ukazują nam prawdę o polityce, w której liczą się tylko interesy tych największych. Życie naprawdę jest jak dżungla, w której wygrywają tylko najsilniejsi, a mniejszość z góry skazana jest na porażkę. "Misję"  można odbierać nie tylko w odniesieniu do XVIII wieku, ale jako przykład sytuacji przez cały czas otaczający człowieka. 

Odchodząc już nieco od myśli moralizatorskiej filmu, "Misja" jest dziełem idealnym pod względem wizualnym. Za zdjęcia Oscara otrzymał Chris Menges. Sceneria amazońskiej dżungli dosłownie zapiera wdech w piersiach. Olbrzymie wodospady, rzeki, lasy i społeczność tam mieszkająca, która rządzi się własnymi prawami. Tak jak w jednej ze scen powiedział papieski legat - byłoby lepiej, gdybyśmy nigdy się tam nie pojawili. 

Na brawa zasługują również aktorzy. Genialny Jeremy Irons za swoją przekonywującą kreację nominowany został do Złotego Globu. Niewiele gorzej wypadł Robert De Niro w roli łowcy niewolników przechodzącego wewnętrzną przemianę. Na drugim planie jako jeden z jezuitów pojawia się również młody Liam Neeson, któremu jeszcze nikt nie porwał córki ("Uprowadzona"). Roland Joffe oferuje widzowi ciekawe, ambitne kino. Reżyser w pewnym stopniu rozlicza się z historią. Film zdecydowanie wart obejrzenia i polecenia. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
WillyBoly
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)