Recenzja filmu 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach (2016)
Kinga Lewińska

7 rzeczy, których nie musicie wiedzieć o facetach

To film dokładnie taki, jakiego można spodziewać się po debiutującej na dużym ekranie reżyserce "M jak miłość" i "Samego życia", a także twórcy "Nie kłam, kochanie" oraz "Och, Karol 2". Zabawny ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie napiszę, że jestem rozczarowany. To film dokładnie taki, jakiego można było  się spodziewać po debiutującej na dużym ekranie reżyserce "M jak miłość" i "Samego życia", a także twórcy "Nie kłam, kochanie" oraz "Och, Karol 2". Zabawny jak polskie kabarety, wzruszający jak reklama rodzinnego opakowania płatków śniadaniowych i życiowy niczym telenowela. Publiczności, dla której największa różnica między kinem a telewizją tkwi w rozmiarze ekranu, najprawdopodobniej się spodoba. Pozostali zamiast "7 rzeczy" mogą równie dobrze obejrzeć disneyowskich "Siedmiu krasnoludków". Z obu dowiedzą się o facetach tyle samo.


Wątpliwości budzi już tytuł. Dlaczego siedem rzeczy, skoro bohaterów jest tylko sześciu? Czyżby chodziło o jakiś przesąd? Siódemka to w końcu szczęśliwa liczba, podczas gdy szóstka kojarzy się z siłami nieczystymi. Filmowi Kingi Lewińskiej (będącemu, notabene, remakiem niemieckiej komedii "Faceci w wielkim mieście") przydałby się tymczasem diabelski pierwiastek. Nie twierdzę, że postaci powinny nieustannie rzucać mięchem, tankować alkohol i pożądliwie zerkać na każdą atrakcyjną kobietę. Jeden "Testosteron" polskiemu kinu wystarczy. Co by jednak nie mówić o dziele Saramonowicza i Koneckiego, nie brakowało w nim celnych obserwacji i zabawnych dialogów. "7 rzeczy" zrobiono, niestety, zgodnie z prawidłami polskiej szkoły komedii romantycznej. Humor jest przaśny i mdły, bohaterowie – jednowymiarowi, a refleksje na temat bolączek współczesnych samców wydają się zaczerpnięte nawet nie z "Cosmo", a z "Pani domu". Związek z tą samą kobietą do grobowej deski czy skakanie z kwiatka na kwiatek? Kasa czy pasja? Życie bez zobowiązań czy wzięcie odpowiedzialności za rodzinę? Podobne pytania zadają sobie codziennie miliony mężczyzn. Aby jednak wątpliwości bohaterów wybrzmiały dostatecznie mocno, twórcy powinni podejść do nich z nieco większą empatią. W przeciwnym wypadku wielowątkowa fabuła pełni wyłącznie funkcję koła zamachowego dla kolejnych gagów.

photo.title

Sztuczność ekranowego świata podkreślają zdjęcia Jarosława Żamojdy. Kręcone przy użyciu dronów pocztówkowe landszafty stolicy można by wykorzystać w spotach turystycznych, zaś ociekające plastikiem obrazy szklanych korpozamków i luksusowych penthouse'ów nadawałyby się do reklam sponsorowanych przez Polski Klub Biznesu. Sytuację minimalnie poprawia obsada. O ile panie pełnią tu zazwyczaj funkcję gustownego tła, panowie próbują jakoś ożywić zapisane na kartach scenariusza stereotypy. Najlepiej idzie Zbigniewowi Zamachowskiemu, który wnosi sporo ciepła do roli Ricky'ego, zniewieściałego gwiazdora popu w typie Władzia Liberace. Przyzwoicie wypadł również Paweł Domagała, wyrastający powoli na etatowego błazna polskiej komedii. Wróć. W kontekście "7 rzeczy" należy, niestety, napisać: polskiej "komedii".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (443 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię