Recenzja filmu Giganci ze stali (2011)
Shawn Levy
Wojciech Paszkowski

Bajka o Stalowym Kopciuszku

Jeśli wziąć pod uwagę, że Shawn Levy jest odpowiedzialny m.in. za tytuły takie, jak "Noc w muzeum", "Noc w muzeum 2", "Różowa Pantera", "Nowożeńcy" czy "Nocna randka", można by pomyśleć, że ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeśli wziąć pod uwagę, że Shawn Levy jest odpowiedzialny m.in. za tytuły takie, jak "Noc w muzeum", "Noc w muzeum 2", "Różowa Pantera", "Nowożeńcy" czy "Nocna randka", można by pomyśleć, że "Giganci ze stali" są kolejną komedią familijną. W tym wypadku do tego klucza pasuje jedynie przymiotnik "familijny", bo z pewnością jest to film, który można spokojnie obejrzeć, siedząc w domu z dziećmi, popijając herbatkę i zagryzając domowym ciastem. Nie oznacza to jednak, że film jest beznadziejnie nudny, o nie, chociaż trafiają się długie momenty, wskazujące, że montażysta chyba nie do końca miał pomysł, jak to złożyć do kupy, a to dlatego że w filmie pojawiają się ludzie i roboty. Niby żadne novum, biorąc pod uwagę sagę "Transformers" i dzieła chociażby takie jak "A.I. Sztuczna inteligencja" czy "Ja, robot". I tu pojawia się jedna zasadnicza różnica - otóż proszę państwa - te nowo poznane roboty uprawiają sport, i to bardzo męski, a konkretnie boks.

I tak dochodzimy do fabuły, wedle której w przyszłości najpopularniejszym i najbardziej dochodowym sportem staną się walki robotów. Weteran boksu Charlie (w tej roli Hugh Jackman) próbuje ułożyć sobie życie biorąc udział w nielegalnych walkach robotów. Tracąc kolejne maszyny, zadłuża się i popada w tarapaty, ale wtedy jego życie się zmienia, bo nagle okazuje się, że jego była żona zmarła zostawiając syna. I tak jedenastoletni Max (Dakota Goyo) trafia pod opiekę ojca i razem przemierzają kraj ciężarówką od jednej walki do drugiej.

Coś Wam to przypomina? Od razu przypomniał mi się oglądany jeszcze na kasecie wideo (dla młodzieży wyjaśniam - to coś, co było przed płytami cd, a więc chyba w erze mezozoicznej) przeszło 20 lat temu hit wakacji pt. "Ponad szczytem" z kreacją nieśmiertelnego (bo nadal żyje i gra) Sylvestra Stallone'a. Tam również nagle poznany syn jeździł z ojcem ciężarówką na zawody w siłowaniu się na rękę. Oprócz dyscypliny różnicę stanowi to, że choć Hugh Jackman nie ma mięśni Stallone'a, to z pewnością jest o niebo lepszym aktorem.  No i film ze Slyem oczywiście miał kategorię "dramat sensacyjny". Zresztą wydaje się, że scenarzyści czerpali ze Slya pełnymi garściami, bo historia i walka robota należącego do głównych bohaterów jako żywo przypomina tę z pierwszego "Rocky'ego". Dla urody oglądanego obrazu wciśnięto nam jeszcze słodką Evangeline Lilly, jako przyjaciółkę Charliego, ale do grania to zbyt wiele już jej nie dano.

Mimo oczywistej wtórności fabularnej (w Hollywood wszystko już było, a jeśli czegoś nie było, to nie jest z Hollywood) film obejrzałem z nieudawaną przyjemnością. Nawet uroniłem łzę wzruszenia, chociaż do dziś nie wiem, czy poruszył mnie obraz właśnie oglądany, czy też jeszcze coś mi przypomniał.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (43 głosy).
Marecki
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię