Recenzja filmu Szklane usta (2007)
Lech Majewski

Bardziej oryginalny niż Werthers Original

"Szklane usta" to kolejny obraz znanego i cenionego w branży, bardzo niekonwencjonalnego reżysera, Lecha Majewskiego - twórcy m.in. znakomitego "Wojaczka". To obraz, który miał powalić widza na ...
Filmweb sp. z o.o.
"Szklane usta" to kolejny obraz znanego i cenionego w branży, bardzo niekonwencjonalnego reżysera, Lecha Majewskiego - twórcy m.in. znakomitego "Wojaczka". To obraz, który miał powalić widza na kolana swoją nietuzinkowością, a sam Majewski - zdając sobie chyba sprawę z tego, czego dokonał - pokusił się o stwierdzenie w jednym z wywiadów - "Jeśli już nie możesz patrzeć na mój film, to zamknij oczy i wsłuchaj się w jego dźwięki".

Ten film to doskonały przykład na to, jak duża różnica dzieli oryginalność od tandetnej, pretensjonalnej abstrakcji i jak wiele trzeba usilnych starań, by tę granicę móc pokonać. To właśnie udało się Panu Majewskiemu, który chciał stworzyć dzieło kompleksowe i ambitne, a zdaje się, że pogubił się we własnych planach, kreując najzwyklejszego w świecie pseudo-artystycznego gniota, po którego projekcji można poczuć tylko zniesmaczenie.

"Szklane usta" to luźny zbiór obrazów powiązanych ze sobą w niedorzeczny i zrozumiały chyba tylko dla samego autora sposób (obrazów, bowiem niech nikt nie ośmieli się nazwać scenami tego, co zobaczyłem podczas projekcji). Sztuka filmowa o tyle różnie się od malarskiej i muzycznej, że oparta jest na dialogach. Tych jednak próżno szukać w tworze Majewskiego. Powiedzmy sobie szczerze - Lech Majewski to nie Jean-Jacques Annaud czy Luis Bunuel, a "Szklane Usta", to nie "Walka o Ogień" czy "Pies Andaluzyjski". Nie mam nic przeciwko surrealistycznym wycieczkom ani brakowi dialogów, o ile ma to jakiś sens. W "Szklanych Ustach" żadnych usprawiedliwiających pobudek nie odnalazłem, ba, właściwie w całym filmie nie odnalazłem żadnego sensu. Bo co z tego, że skutkiem są niektóre obrazy, będące alegorią znanych dzieł malarskich (mamy tam między innymi "Zdjęcie z krzyża" Rubensa), skoro nie ma jakiejkolwiek przyczyny.

Wobec braku choćby zalążka dialogu trudno mi jest mówić obiektywnie o grze aktorskiej, której podstawowym elementem jest mowa. Jednakże, język ciała występujących artystów tylko uwydatniał wszech panujący chaos, patos i absurd. Ale takie było chyba akurat założenie reżysera, o ile cokolwiek zakładał, tworząc ten film.

By spuentować moją recenzję w nieco słodszy sposób, należy wspomnieć o klimatycznej, wpadającej w ucho, doskonale dopasowanej oprawie muzycznej, o której - rzeczywiście - widz będzie pamiętał jeszcze długo po seansie. Tu ukłony w kierunku duetu Zbigniew Malecki - Lech Majewski.

Na koniec należy postawić autorowi "Szklanych ust" jedno, elementarne pytanie: Dla kogo jest ten film? Bo mnie wydaje się, że Lech Majewski nie stworzył go dla widza, tylko dla siebie. A przypomnę tylko, że przeznaczeniem i głównym odbiorcą kinowej produkcji ma być widz, nie twórca. Nie polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 17% uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).