Recenzja filmu Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (2009)
Niels Arden Oplev

Bestseller nie dla mas

Doskonała książka "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" szwedzkiego dziennikarza posłużyła jego krajanom do stworzenia obrazu filmowego, który w kraju nad Wisłą nie zyskał ...
Filmweb sp. z o.o.
Doskonała książka "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" szwedzkiego dziennikarza posłużyła jego krajanom do stworzenia obrazu filmowego, który w kraju nad Wisłą nie zyskał popularności i przewinął się przez repertuary kin bez większego echa. A szkoda. Gdy dowiedziałam się o istnieniu książki, odłożyłam oglądanie filmu do jej przeczytania. Było warto. Ponad sześciuset stronicową powieść pochłania się w kilka godzin i nic nie jest w stanie oderwać oczu i uwagi od kart książki.

Zaraz po wersji literackiej przyszedł czas na filmową opowieść o poszukiwaniu rozwiązania zagadki sprzed czterdziestu lat. Niezaprzeczalną siłą filmu jest jego niehollywoodzkość. Specyficzny duet detektywistyczny tworzony przez skompromitowanego dziennikarza Mikaela Blomkvista (Michael Nyqvist) i socjopatyczną hakerkę Lisbeth Salander (Noomi Rapace) prowadzi widza ciemną ścieżką do odkrycia szokującej tajemnicy rodziny Vangerów.

Cały obraz jest mroczny i pesymistyczny. Nieżyjący już autor trylogii, Stieg Larsson, pokazał świat brutalny, pełen bezwzględności, nienawiści i okrucieństwa, którego celem jest jedynie zaspokajanie zwierzęcych instynktów wśród członków cywilizowanego społeczeństwa. Larsson ukazał najciemniejszą stronę ludzkiej duszy w tak bezpośredni i obrazowy sposób, że czytelnikowi ciarki przechodzą po plecach w czasie lektury.

Reżyser, Niels Arden Oplev, doskonale wczuł się w klimat powieści i wiernie oddał go na ekranie pozwalając sobie jednak na drobne zmiany w fabule. Nie obyło się bez kilku potknięć, ale nie wpłynęły one właściwie na całokształt, który zasadniczo oddaje charakter pierwowzoru literackiego. Drugą jego zasługą jest doskonały dobór aktorów. Świat filmowy daleki jest od wysoce estetycznych obrazków zza oceanu, nie ma plastikowych bohaterów, którzy skupiają się głównie na tym, żeby wyglądać i się pokazać, a nie zagrać. Uwaga widza skupia się na fabule i emocjach, których w pierwszej części trylogii nie brak.

Książka to absolutny bestseller, wciągający od pierwszej do ostatniej strony. Film trwający prawie dwie i pół godziny nie nuży, nie zawiera zbędnych scen, jest dobrze nakręcony, dobrze osadzony w mrocznych krajobrazach, podbudowany dobrą, klimatyczną muzyką. Nie jest jednak rewelacyjny, a przynajmniej tak rewelacyjny jak powieść. Niezwykle pochlebna opinia na temat produkcji Nielsa Ardena Opleva to raczej zachwyt nad książką przeniesiony na film. Został nakręcony tak dobrze jak tyko się dało, zasługuje na wszelkie pochwały, jednak najpierw polecam trylogię literacką, potem dopiero filmową. A i to tylko tym bardziej wymagającym widzom.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (45 głosów).
czarrna
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)