Recenzja filmu Paul (2011)
Greg Mottola

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia

Dość długo przyszło widzom czekać na kolejną komedię, której scenariusz napiszą Simon Pegg i Nick Frost. Od pojawienia się rewelacyjnego "Hot Fuzz" minęły już cztery lata, nic więc dziwnego, że ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Paul (2011)
Dość długo przyszło widzom czekać na kolejną komedię, której scenariusz napiszą Simon Pegg i Nick Frost. Od pojawienia się rewelacyjnego "Hot Fuzz" minęły już cztery lata, nic więc dziwnego, że fani brytyjskiego duetu mogli poczuć się zniecierpliwieni. Na szczęście wreszcie światło dzienne ujrzał on – "Paul".

Paul nie jest bynajmniej człowiekiem. To kosmita, który jak żywo przypomina postać, za którą swego czasu uganiał się niezmordowany agent Fox Mulder. Paul ma duże oczy, wielką głowę i potrafi znikać poprzez wstrzymywanie oddechu. Cechuje go również sarkastyczne poczucie humoru, a także rozrywkowy styl życia. Na przybysza z obcej planety zupełnie przypadkiem natrafia dwóch maniaków komiksów: Graeme (Simon Pegg) i Clive (Nick Frost). Bliskie spotkanie trzeciego stopnia nie jest dla bohaterów fortunne: Paul okazuje się uciekinierem z tajnego wojskowego laboratorium (nie ma więc czasu na międzygalaktyczne kurtuazje), natomiast Clive, widząc przedstawiciela obcej cywilizacji, reaguje, mówiąc delikatnie, bardzo emocjonalnie. Kosmita jest jednak na tyle uroczy, że przyjaciele postanawiają pomóc mu wrócić do domu. Okazuje się, że wcale nie będzie to proste - w ślad za nimi ruszają ci, którym zależy na odzyskaniu zbiega, na czele z demonicznym dowódcą men-in-blacków, zwanym Big Guy, którym okazuje się...

I chociażby już dla tej (intertekstualnej) niespodzianki warto zobaczyć film. Żonglowanie motywami popkultury i intertekstualność to znacząca część "Paula". Część, przyznać trzeba, rewelacyjna. Film Grega Mottoli ociera się pod tym względem o inteligentne filmowe parodie (najbliżej mu do "Krzyku" W. Cravena, choć i fani "Strasznego Filmu" powinni poczuć się na seansie znajomo). Wydaje się, że w siatce nawiązań nie pominięto żadnego bardziej znanego filmu o kosmitach, zarówno tych dobrych ("E.T."), jak i mniej przyjemnych ("Obcy"). "Paul" jest również rewelacyjnym popisem umiejętności aktorskich duetu Pegg/Frost. To, co panowie wyprawiają na ekranie wywołuje niepowstrzymany śmiech od pierwszych scen, który nie ustaje aż do napisów końcowych. Całości dopełnia rewelacyjnie wygenerowany komputerowo tytułowy bohater, o słodkich oczach i charakterystycznym stylu bycia.

Ale "Paul" nie jest wyłącznie zwyczajną komedią o międzygalaktycznym rozbitku, który pragnie wrócić do domu. W tle przewijają się bowiem inne, nieco bardziej poważne wątki. Przodującym z nich jest kwestia wiary, której dogmatyczne oblicze uosobione jest za pomocą pochodzącej z prowincji Ruth (Kristen Wiig) oraz jej demonicznego ojca. Pod wpływem obcowania z Paulem dziewczyna przechodzi swoiste oświecenie, które skutkuje odrzuceniem purytańskiego stylu życia oraz idei religii w ogóle. Sam kosmita nie szczędzi uwag krytycznych pod adresem wiary, wykazując jej bezzasadność i zaściankowość. Ten i inne poważniejsze motywy podane są jednak w tak komediowej konwencji, że nie tylko nie rażą, ale świetnie wpisują się w całość obrazu.

Dla miłośników angielskiego duetu ważne będzie spostrzeżenie, że omawiany film ma zupełnie inny klimat niż poprzednie obrazy spółki Pegg/Frost. Jeżeli można usytuować go między "Wysypem żywych trupów", a "Hot Fuzz", zdecydowanie bliżej mu do tego drugiego, głównie dlatego, że "Paul" wprost kipi akcją. Oczywiście, nie brakuje też spokojniejszych chwil, ale dużą część półtoragodzinnego seansu wypełniają pościgi, strzelanina i wybuchy. Niemniej, są to skojarzenia jedynie na podstawie sposobu realizacji. Odniesienia do innych filmów czy poważniejsze przesłanie pod komediową warstwą to elementy, których w "Hot Fuzzie" nie było, a których w "Paulu": nie brakuje. To one tworzą specyficzny urok wydarzeń, prezentowanych na ekranie, składając się na niepowtarzalny klimat całości.
Podkreślić również należy, że nie jest to typowa, familijna komedia ani produkt, do którego przyzwyczajają nas kręcone ostatnimi czasy komedie amerykańskie (transseksualne przebieranki, rozporkowy humor czy oblewanie się sosami). To zwariowane kino na poziomie, które świetnie sprawdza się w roli wieczornego filmu do obejrzenia z kumplami. W takim wypadku gwarantuję, że śmiechu nie zabraknie. Miłośnicy poprzednich filmów Pegga i Frosta będą usatysfakcjonowani. Nowicjusze również nie będą żałować. Werdykt: "Paul" to świetna komedia, która, przy odpowiednim nastawieniu, powinna przypaść do gustu większości z Was.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
jacek_jarocki
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny