Recenzja filmu Wesele (2004)
Wojciech Smarzowski

Chciałem dobrze, wyszło jak zwykle...

Czy naprawdę Polak to musi być zaraz pijak, lichwiarz, kombinator? Taki właśnie obraz dostajemy od Wojciecha Smarzowskiego. Bez żadnych osłonek, żadnego udawania. Po prostu czysty pejzaż ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wesele (2004)
Czy naprawdę Polak to musi być zaraz pijak, lichwiarz, kombinator? Taki właśnie obraz dostajemy od Wojciecha Smarzowskiego. Bez żadnych osłonek, żadnego udawania. Po prostu czysty pejzaż polskiego społeczeństwa. I proszę sie nie kierować tym, że akcja dzieje się gdzieś na wsi, bo to po prostu był wybieg. Wesele od razu kojarzy się z ludową zabawą, tańcami, śpiewami, zabawami i popijawą.

Oto lokalny bogacz, Wojnar, wydaje córkę za mąż. Musiał się postarać o porządny prezent, gdyż córka jest w ciąży, więc stara się o porządne auto. Cóż, wtedy zaczynają się schody, gdy nie wszystkie sprawy idą po jego myśli. Wszystko wydaje się być pod kontrolą, gdyż pieniądz otwiera każde drzwi. Tylko do momentu. W pewnej chwili wszystko zaczyna się walić na łeb na szyję. Okazują się, że pieniądze to nie wszystko. 

Smarzowski  wykazał się bardzo dobrym zmysłem obserwacji, a także świetnym doborem aktorów. Pochwała dotyczy zarówno pierwszego planu, jak też drugiego, pełnego charakterystycznych, barwnych postaci. Mamy pijaków, zdrajców, złodziei, kombinatorów. Każdy szuka zysku dla siebie, jak najlepszego wyjścia na prostą. Także młoda para, wydawałoby się symbol czystości, też nie są bez grzechu. Janusz, pan młody, wszedł w związek dla wartości materialnych. Kasia, panna młoda, ma opinię "puszczalskiej" i jest w ciąży. Każdy ma coś na sumieniu. Smarzowski nie miał kompleksów w tym wyśmiewaniu i drwieniu z polskich wad, zwłaszcza z naszego patetycznego patriotyzmu. Koszulka reprezentacyjny z roku 1973 czy "Rota" śpiewana przez prawie nieprzytomną salę, ileż w tym ironii, ileż kpiny. Ale tacy właśnie jesteśmy, na co dzień zamknięci, a będąc pod "wpływem", wychodzą na wierzch wszystkie żale.

Ogromnym autem filmu są również zdjęcia, nieraz kręcone z ręki. Ma się wtedy wrażenie przebywania na tej imprezie, uczestniczenia w niej. Na plus trzeba też dodać muzykę oraz udział Tymona Tymańskiego, niebojącego się wyzwań, który popracował również nad hitem takim zabaw - Białego Misia.

Czy więc jesteśmy aż tak zepsuci, tak zdegenerowani? Nie ma już dla nas żadnej nadziei? Nie, zdaje się, że nie. Oto wśród tego tłumu wykolejeńców i oszustów jest jeden idealista, mający na sumienie mniejsze i większe grzeszki, ale wierzący w miłość. Szuka odpowiedzi na własne pytania i ma konkretny cel. Odpowiedzi znajduje, są chyba nawet satysfakcjonujące. Teraz zależy jakich my pytań szukamy, co jest naszym celem. Bo możemy skończyć jak Wojnar, a możemy też odkryć prawdę o sobie. Trzymajmy się jednak tej wersji optymistycznej...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 61% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
Lenin
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie