Recenzja filmu Sin City: Damulka warta grzechu (2014)
Robert Rodriguez
Frank Miller

Chwile warte każdego grzechu

Robert Rodriguez wpisał się w historię kinematografii nie tylko jako pogromca kina familijnego serią "Mali agenci", lecz także jako fanatyk rozlewu krwi filmem "Maczeta" oraz komiksowy wielbiciel ...
Filmweb sp. z o.o.
Robert Rodriguez wpisał się w historię kinematografii nie tylko jako pogromca kina familijnego serią "Mali agenci", lecz także jako fanatyk rozlewu krwi filmem "Maczeta" oraz komiksowy wielbiciel "Grzesznego miasta". To właśnie ten ostatni film został uznany jedną z najlepszych ekranizacji komiksu w historii kina i dziwi, że dopiero po 8 latach zdecydowano się na jej kontynuację. Choć słabe wyniki w amerykańskich kinach pewnie szybko ostudziły zapały twórców "Sin City 2: Damulka warta grzechu"...

Niech was nie zmyli tytuł, gdyż tytułowa damulka stanowi tylko jedną trzecią całości opowiadanej historii. "Sin City"  to jedynie pretekst to pokazania bezprawia, chaosu i szerzącego się zła. Specyficzny klimat oddany w czarno-białej, niemal komiksowej wizualizacji to znak rozpoznawczy serii, któremu wtóruje pierwszoosobowa narracja naszpikowana pytaniami retorycznymi i wieloma genialnymi monologami. Ta forma poznana w pierwszej części "Miasta Grzechu" wybija się, przyćmiewając niekiedy fabułę. Choć ta składająca się z trzech wątków również może okazać się wciągająca.

Pewny siebie szczęściarz Johnny (aspirujący do miana kinowego twardziela Joseph Gordon-Levitt)  zadziera z grubą rybą Senatorem Roarkiem (znany z pierwszej części Powers Boothe), wygrywając z nim w pokera, Dwight (Josh Brolin) musi stawić czoła zjawom z przeszłości w postaci damy wartej grzechu Avi (pierwszorzędna Eva Green), a Nancy (demoniczna Jessica Alba) pragnie dokonać zemsty za śmierć swojej miłości Hartigana (epizodyczna rola Bruce'a Willisa). 

Robert Rodriguez i Frank Miller umiejętnie poruszają się po uliczkach zdeprawowanego miasta, zręcznie korzystają z pełnej gamy chwytów reżyserskich tj. pojedynki cieni, gra świateł czy wielokrotnie uwypuklanie kobiecego negliżu. Konsekwentnie i w zaparte idą w oryginalną, komiksową konwencję, przez co zdarza się, iż forma jest górą nad treścią, którą zresztą można by streścić w słowach krew, seks i papierosy. Reżyserzy ocierają się o pastisz i groteskę - przechodzą w ujęcia animowane, bohaterowie bywają kuloodporni, a niektórzy potrafią wydłubać oko przeciwnikowi lub gołymi rękoma zmiażdżyć jego głowę. W tych momentach Sin City traci swoją realistyczną stronę, a film przestaje opowiadać symbolicznie historię nowoczesnego świata, w którym żyjemy. Pozostaje czystą rozrywką przeznaczoną przede wszystkim dla panów, którzy zatracą się w świecie gangsterskich pojedynków, prostytutek czy afer małżeńskich. W "Sin City" Sin City: Damulka warta grzechu (2014) każdy grzech staje się codziennością, a druga część jedynie potęguje wrażenie czysto komiksowej fabuły. Już wijąca się, naga Eva Green, choć wiodąca prym w nie najgorszej obsadzie, przywołuje na myśl czysto fizyczne zapatrywanie się na kobiety. Gdy kamera przybliża jej rozświetlone blaskiem księżyca ciało, można odnieść wrażenie, iż naprawdę to kobieta warta każdego grzechu, choć szybko zastąpiona kolejnym filmowym wątkiem. Ten nie budzi już takiego zainteresowania i finałowy pojedynek Nancy z Roarkiem, jak i jej cała historia wypada blado na tle poprzedzających ją scen.

W każdym razie warto po raz kolejny zanurzyć się w świat grzesznego miasta, poczuć zło czające się za każdym rogiem ulicy i wpakować się w kolejne kłopoty pisane czarno-białym ujęciem. Wtedy dopiero dostrzegamy walory kuszących czerwonych ust, które nie bez powodu są tu tak wyeksponowane. W końcu Rodriguez i Miller wiedzą, że na mężczyzn największy wpływ mają kobiety i to one, choć nie pierwszoplanowo, wpływają na całą fabułę. To one warte są niejednego grzechu...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 53% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
marco47
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)