Recenzja filmu Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988)
Martin Scorsese

Człowiecza natura Boga

Przystępując do seansu filmu Martina Scorsese "Ostatnie kuszenie Chrystusa", miałem dość mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawy temat, dwóch znakomitych aktorów (Willem Dafoe i Harvey Keitel), ...
Filmweb sp. z o.o.
Przystępując do seansu filmu Martina Scorsese "Ostatnie kuszenie Chrystusa", miałem dość mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawy temat, dwóch znakomitych aktorów (Willem Dafoe i Harvey Keitel), a także jeden z moich ulubionych reżyserów - Martin Scorsese. Z drugiej jednak strony wiedziałem, że jest to ekranizacja dość skandalizującej podobno powieści, co nie jest oczywiście wadą, ale obawiałem się, że Jezus nie będzie w nim przedstawiony z należnym szacunkiem i że film nastawiony jest na szokowanie widza. Dałem mu jednak kredyt zaufania i nie zawiodłem się.
   
Przez większość seansu nie mogłem zrozumieć, dlaczego film wywołuje takie kontrowersje. Owszem, jest w nim wiele scen nie zgadzających się z Ewangelią, przedstawiających Jezusa w niecodziennych sytuacjach. Przyznam szczerze, że nie widziałem nigdy wcześniej cieśli z Nazaretu robiącego krzyże dla Rzymian czy rozmawiającego z Marią Magdaleną w sposób sugerujący, że łączy ich głębsze uczucie. To może szokować, rzeczywiście, ale już na początku filmu autorzy zaznaczyli, że nie powstał on na podstawie Biblii, ale jest ekranizacją powieści. Dzięki temu ogląda się go z czystym sumieniem, a reżyser jest wobec nas uczciwy. Wielki plus dla Scorsese. Jednak pomimo tych kontrowersji, oglądałem film niemal jak normalną opowieść o życiu Jezusa. I czułem się tym trochę zawiedziony. Jednak zakończenie, a w zasadzie ostatnie trzydzieści parę minut zmieniło wszystko. Obróciło film o 180 stopni. To było naprawdę niesamowite, wiedziałem, że to tylko fikcja, że oglądam po prostu kolejny w moim życiu film, jednak czułem się zarazem tak, jakbym był świadkiem czegoś ważnego. I nie mogłem się doczekać, co będzie dalej.

Zakończenie filmu pokazuje rozterki Jezusa, jego lęk, wahanie, pragnienia. Ukazuje nam Go w sposób, który sprawia, że jest nam bardzo bliski. Czy Bóg uzna, że jego Syn już wystarczająco się nacierpiał i nie musi umierać na krzyżu? Czy Jezus ulegnie pokusie i pozostanie na ziemi jako zwykły człowiek? I wreszcie, czy wszystko, co widzimy, jest takie, jakim się wydaje?
   
Od strony technicznej film jest bez zarzutu. Jak na warunki, w jakich powstawał i niski budżet, jest wręcz znakomity. Od razu rzucają się w oczy przepiękne zdjęcia Michaela Ballhausa, widać to zwłaszcza w scenie Ostatniej Wieczerzy czy na Golgocie. Muzyka jest przepiękna. Łączy w sobie brzmienia niemal egzotyczne, ze zgrabnie wplecioną muzyką lat osiemdziesiątych. Peter Gabriel spisał się na medal. Aktorstwo prezentuje bardzo dobry poziom. Byłem pozytywnie zaskoczony rolą Dafoe, bo wydawało mi się, przy całej sympatii i szacunku do aktora, że z tak… charakterystyczną twarzą  nie da się zagrać Jezusa. A jednak. Dafoe bardzo mi się podobał w tej roli, zagrał przekonująco, pięknie. Podobnie Keitel grający nadspodziewanie ważną postać Judasza. Inni schodzą wg mnie na dalszy plan, ale nie ma się do czego przyczepić.
   
W filmie jest wiele smaczków, jak np. piękna scena Ostatniej Wieczerzy, widok Jezusa tańczącego radośnie na weselu w Kanie, czy też… David Bowie jako Piłat. Jednak nie tylko dlatego warto obejrzeć ten film. Chociaż jest on dość skandalizujący, uważam, że w żadnym wypadku nie jest antychrześcijański. Pokazuje nam Chrystusa radosnego, nauczającego, ale też czasami zlęknionego, zastanawiającego się, kuszonego przez Szatana. To wszystko może się podobać. Oceny tego filmu każdy z nas powinien dokonać we własnym sumieniu. Mnie osobiście umocnił on w wierze. Choć o tym nie będę się tu rozwodził.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (76 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)