Recenzja filmu Avengers: Czas Ultrona (2015)
Joss Whedon
Waldemar Modestowicz

Czy jesteś godzien, żeby obejrzeć?

Największym atutem nowego megahitu Marvela jest niewątpliwie humor. Już drugi "Thor" oraz "Strażnicy Galaktyki" prezentowali nam luźniejsze podejście do tematu produkcji superbohaterskich, tutaj ...
Filmweb sp. z o.o.
Druga faza Marvela nieuchronnie zbliża się do końca. Zapamiętamy ją głównie z oddania wszystkich bohaterów w ręce mniej znanych reżyserów, co spowodowało zupełnie inne, luźniejsze podejście do tematu. Thor ratował świat, ale nie zabrakło mu czasu na przejażdżkę Londyńskim metrem, przypomniano także o nieco mniej znanych z komiksów Strażnikach Galaktyki, z Vinem Dieselem, który był gadającym drzewem, na czele. Ale dopiero pod koniec przyszła największa bomba. Drugi raz bowiem powołano pod broń wszystkich Avengers. Panie i panowie, powitajmy nowego króla popcornu, nastał "Czas Ultrona".


Joss Whedon już 3 lata temu pokazał nam, iż potrafi nakręcić świetne kino superbohaterskie. Teraz potwierdza, że zasada dotycząca dobrego sequela, w którym ma być więcej tego samego, również nie jest mu obca. Tak więc "Czas Ultrona" ma więcej akcji, dwa razy tyle humoru, kilku nowych bohaterów i ogólną większą ilość czystej radochy płynącej z ekranu. Już świetny prolog, w którym bohaterowie sieją zniszczenie w jednej z placówek Hydry, pokazuje nam dokładnie, z jakim kinem mamy do czynienia. Widzowi pozostaje wtedy tylko obudzić w sobie dziecko i bawić się.

Największym atutem nowego megahitu Marvela jest niewątpliwie humor. Już drugi "Thor" oraz "Strażnicy Galaktyki" prezentowali nam luźniejsze podejście do tematu produkcji superbohaterskich, tutaj twórcy poszli jednak jeszcze dużo dalej. Nikt nawet nie próbuje udawać, że coś tu jest na poważnie i ma pełnić funkcję inną niż zapewnienie czystej, niewymagającej rozrywki. Świetna scena, w której każdy z Avengers okazuje się niegodny, aby posiąść młot Thora, przepychanki słowne Rogersa i Starka, nawet czarny charakter Ultron potrafi rzucić świetnym one linerem. Niektóre żarty powtarzają się kilkukrotnie (jak ten o kulturze osobistej Kapitana Ameryki), jednak robią to w taki sposób, że zamiast nudzić, z każdym kolejnym razem bawią jeszcze bardziej. Wszyscy aktorzy dostosowują się do tego. Chodzą po ekranie i grają luźno, uśmiechnięci i zadowoleni, Thor ma okazję przejechać się nowiutkim BMW, a Tony Stark kapitalnie opisuje swoją rolę w grupie, stwierdzając że nie jest on tu dowódcą, a jedynie wszystko wynalazł i dba o to, aby Avengers byli cool. Nawet sceny, które teoretycznie mogłyby być bardziej poważne i nadęte, w ciągu trzech sekund są puentowane tekstami, które wyprowadzają widza z błędnego wrażenia, że cokolwiek jest tutaj na serio. Patrząc na tą atmosferę, oraz wszystkie gaże dla gwiazd tego widowiska, można stwierdzić, że praca na planie "Avengers" była dla wszystkich jedną z większych przyjemności w życiu. W tej kwestii chapeau bas.

Jeśli chodzi o akcję, to oczywiście króluje bratobójczy pojedynek Hulka i Iron Mana. Jest zabawny, ale także piekielnie efektowny, wprowadza element zaskoczenia i naprawdę sporo napięcia. Reszta scen rozwałki też świetnie współgra z fabułą, nie jest tylko przerywnikiem między kolejnymi ważnymi wydarzeniami i dialogami. Nowe postacie, szczególnie grana przez Elizabeth Olsen Scarlet Witch, wprowadzają potrzebny powiew świeżości i dobrze wpasowują się w konwencję. Jeremy Renner i jego Hawkeye, w pierwszej części potraktowany nieco po macoszemu, jako ten koleś z łukiem, tutaj ma już okazję się wykazać. Fabuła swoje wady ma, każe w trakcie seansu zadać parę pytań, na które nie znajdziemy logicznej odpowiedzi (Dlaczego ci wszyscy ludzie, przebywający od 20 minut na wysokości 6000 metrów, wciąż nie mają żadnych problemów z oddychaniem?), ale też nie można powiedzieć, żeby robiła z widza idiotę. A biorąc pod uwagę, że na sali kinowej zamieniłem się w głodnego zabawy czternastolatka, nie jestem w stanie narzekać.


I właśnie taki jest cały ten film. Trzeba do niego podejść na luzie, bez zbędnego spinania i czepiania się, a wynagrodzi nam to hektolitrami czystej radochy. Dla mnie to najlepszy blockbuster ostatnich lat i najlepszy z dotychczasowych filmów Marvela. Obudził we mnie dziecko i pozwolił na dwie godziny najlepszej od paru lat zabawy w kinie. Jeśli podejdziesz do niego inaczej, oznacza to jedynie, że nie jesteś jeszcze godzien jego obejrzenia. Tak jak młota, który dzierżyć może (prawie) tylko Thor, syn Odyna.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).
xkolek
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (11)

zobacz wszystkie