Recenzja filmu Sicario 2: Soldado (2018)
Stefano Sollima

Dla samców alfa

"Soldado" już we wstępnej fazie produkcji dał oczekującym na niego widzom wiele powodów do obaw.
Filmweb sp. z o.o.
Pierwsza część sagi o amerykańskich służbach specjalnych walczących z meksykańskimi kartelami narkotykowymi została bardzo dobrze przyjęta przez środowisko filmowe. Poza oficjalną selekcją w Cannes, gdzie był premierowo pokazywany, film Denisa Villeneuve otrzymał także trzy nominacje do Oscara. I choć ostatecznie nie wyniósł z gali żadnej statuetki, to dał zielone światło do nakręcenia swojej kontynuacji. Tym więc sposobem po trzech latach przerwy "Sicario" powraca na kinowe ekrany.



"Soldado" już we wstępnej fazie produkcji dał oczekującym na niego widzom wiele powodów do obaw. Wspomnianego we wstępie Villeneuve, bezapelacyjnie jednego z najlepszych reżyserów ostatnich lat, zastąpił Stefano Sollima – włoski twórca, dla którego jest to pierwsza tak poważna produkcja. Zamiast Rogera Deakinsa (tegorocznego zdobywcy Oscara za zdjęcia do "Blade Runnera") za kamerą stanął nasz rodak, Dariusz Wolski, który, choć współpracował już z Ridleyem Scottem, Timem Burtonem czy Robertem Zemeckisem, wciąż jest jeszcze drugą ligą jeśli chodzi o operatorów filmowych. Do tego już od samego początku było wiadome, że do sagi nie powróci główna bohaterka pierwszego epizodu (w tej roli Emily Blunt), która kobiecą narracją wniosła powiew świeżości do monotematycznego storytellingu tego typu filmów.

Wiele wskazywało więc na to, że sequel utrzymanego w dobrym tempie i budowanego z pierwszorzędnym wyczuciem thrilleru okaże się kolejnym chaotycznie rozpisanym filmem akcji, którego już od lat jest ogromny przesyt. Z powyższego przekonania wcale nie wyprowadzał nierówny i nieco szarpany początek, w którym akcja nie zdążyła się jeszcze nawiązać, a już była przerzucana w zupełnie inne miejsce. Na całe szczęście po tej średnio udanej introdukcji, film osiada na bardzo dobrych torach, genezą wywodzącymi się prosto z pierwszej części.

Cały "Soldado" utrzymany jest w bardzo dobrym tempie i, mimo dużej huśtawki nastrojów, jest thrillerem, który potrafi budować napięcie i pozwala się w sobie zatracić. Umiejętnie budowany jest zarówno główny wątek porwania córki bossa "króla karteli", Isabel Reyes, jak i równolegle prowadzona z nią historia młodego amerykańskiego przemytnika. Sceny akcji są bardzo dobrze zainscenizowane, a przy tym pozostają bardzo klarowne w odbiorze. Sollima nie pozwala także widzowi na zmęczenie prezentowanym materiałem – kiedy trzeba, potrafi wyciszyć akcję i rozbudować postacie, ale jednocześnie z tym pilnuje, aby wszystkie akty tworzyły spójną całość.

Duża w tym zasługa scenariusza Taylora Sheridana, autora skryptu również poprzedniego "Sicario". Sama fabuła może nie jest zbyt rewolucyjna, ale w połączeniu z ciętą linią dialogową naprawdę dobrze daje sobie radę na całej długości filmu. Ten pchają do przodu również jego pierwszoplanowi rzemieślnicy. Zarówno Josh Brolin jak i Benicio del Toro ponownie genialnie wypadają w swoich rolach i są poważnymi kandydatami do tytułu najlepszych bohaterów kina akcji ostatnich lat. Zważywszy dodatkowo na fakt, jak rozbudowana szykuje się cała, możemy być pewni, że jeszcze nie raz zaskoczą nas oni przy rozbudowywaniu swoich postaci.



Dzięki wszystkim wymienionym atutom, "Soldado" stanowi jedną z najciekawszych propozycji wakacyjnego repertuaru. I choć zdecydowanie bardziej przypadnie ona do gustu tylko jednej z płci – w odróżnieniu od pierwszej części, tym razem jest to typowo męskie kino skrojone pod wszystkich samców alfa – to i kobiety nie powinny opuścić seans znudzone, zwłaszcza dzięki świetnemu wątkowi pomiędzy Isabel a Alejandro, który nieoczekiwanie wnosi do filmu dużo ciepła. Wizyta w kinie na pewno nie będzie złym pomysłem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
gladiator_filmweb
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)