Recenzja filmu Serce, Serduszko (2014)
Jan Jakub Kolski

Dwa serca, dwa smutki

"Serce, serduszko" to porządnie zrealizowany familijny utwór drogi z ulubionym przez Kolskiego typem bohatera – nadwrażliwą duszą, która "trzecim okiem" widzi więcej od innych. Do tego reżyser ...
Filmweb sp. z o.o.
Gdy ostatnim razem twórca "Jancia Wodnika" próbował sił w kinie gatunkowym,  jego film nie mógł znaleźć dystrybutora przez blisko dwa lata. Kolejna próba oczarowania masowego widza ma znacznie większe szanse na powodzenie. "Serce, serduszko" to porządnie zrealizowany familijny utwór drogi z ulubionym przez Kolskiego typem bohatera – nadwrażliwą duszą, która "trzecim okiem" widzi więcej od innych. Do tego reżyser funduje nam najlepszy od lat  w polskim kinie dziecięcy debiut, a także odkrywa nieznane do tej pory oblicze Marcina Dorocińskiego. Pakujcie plecaki, warto zabrać się w tę podróż.

11-letnia Maszeńka tańczy w balecie, rysuje w brulionie filmy animowane i podbija serce każdego, kto znajdzie się w jej pobliżu. Wystarczy zobaczyć, jak kręci piruety z "Jeziora łabędziego", zaprzęgając do pomocy zachwycone korpulentne kucharki. Przedstawienie podgląda z ukrycia Kordula – zagorzała wielbicielka death metalu i tatuaży oraz nowa pracownica bieszczadzkiego domu dziecka, w którym mieszka Maszeńka. Splot okoliczności sprawi, że bohaterki wyruszą razem w podróż do Gdańska na egzamin do szkoły baletowej. W pogoń za nimi wyruszy nie tylko zaalarmowana przez dyrekcję sierocińca policja, ale też uzależniony od alkoholu ojciec dziewczynki, gotowy zawalczyć ponownie o jej miłość i szacunek.

Twórca nie mocuje się z wysłużoną konwencją. Pokonywanie kolejnych kilometrów jest  w "Sercu, serduszku" równie istotne co przezwyciężanie ukrytych głęboko demonów, a wędrówka przez miasteczka i wsie odbywa się równolegle z wewnętrzną podróżą trójki bohaterów. Kolski-scenarzysta obudował ekranową wędrówkę łańcuszkiem epizodów,  w których z ironią, ale bez jadu przygląda się polskiej prowincji bądź... cytuje kinowe przeboje. Świetny jest wątek z wytatuowanym wizerunkami Matki Boskiej księdzem (Borys Szyc) freestylującym dla wiernych na wideoblogu. Z kolei taneczny pojedynek Maszeńki z małym mistrzem breakdance'u z Kazimierza Dolnego przypomina popisy ze "StreetDance 3D".  

Jako reżyser Kolski wygrał przede wszystkim dzięki trafnym wyborom castingowym. To dzięki nim film nie traci emocjonalnej temperatury, a sportretowane grubą krechą, jednowymiarowe postaci nabierają niespodziewanie życia. Dorociński – ostatnio słynący z ról twardzieli, których można zabić, ale nie da się złamać – jest fenomenalny w tragikomicznej roli ojca. W zdezelowanym samochodzie, z kurczakiem o wdzięcznym przydomku Sraluch goni przez Polskę w poszukiwaniu córki i siły do walki z nałogiem. Grająca Maszeńkę Marysia Blandzi ma wszystkie atuty przyszłej gwiazdy: talent, wdzięk, naturalność i charyzmę. To bardzo rzadkie połączenie, zwłaszcza u debiutantów. Szkoda by było, gdyby młoda aktorka została w przyszłości rzucona na pożarcie przez jakiegoś telewizyjnego tasiemca.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 72% uznało tę recenzję za pomocną (88 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły