Recenzja filmu 7 uczuć (2018)
Marek Koterski

Dziecko z bliska

"7 uczuć" łączy elementy komedii i dramatu. To tak jakby komiczne sceny z "Nic śmiesznego" czy "Dnia świra" połączyć z tragicznym "Wszyscy Jesteśmy Chrystusami".
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 7 uczuć (2018)
Na szczęście potwierdziła się zasada, że zapowiedź może diametralnie różnić się od całości filmu. Obawiałem się, że Koterski po swoim opus magnum w postaci "Dnia Świra" albo "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (niepotrzebne skreślić) złapał zadyszkę, tworząc potworka w postaci kalki "Ajlawju". Obawy te jednak mogę oddalić, bo powstał obraz niedoskonały, będący sinusoidą momentów słabszych i gorszych, ale co najważniejsze – pozbawiony bezpłciowości.

Twórca filmu cały koncept opiera na przedstawieniu swojego dzieciństwa z perspektywy dorosłego już Adasia Miauczyńskiego (Michał Koterski). W role dzieci wcieliły się zaś topowe nazwiska polskiej sceny filmowej. Początkowo mogłoby się to wydawać dziwne, ale biorąc pod uwagę cel i treść filmu, jest to zagranie zręczne i jak najbardziej zrozumiałe. Ba, aktorzy wypadają w swoich rolach znakomicie. Koterski (do pewnego stopnia) zrywa z wizerunkiem pociesznego Sylwusia, reszta (gdyby chciano wyróżnić pojedyncze osoby, należało wkleić całą obsadę) prezentuje się w swoich rolach (jednak szablonowych) świetnie (tak, drodzy państwo, Tomasz Karolak nie irytuje). Pierwsze minuty filmu należą do najlepszych – wizja domu Adasia jest bardzo przekonująca, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę treść plakatu "Wszyscy są źle wychowani".

Później jest niestety gorzej, okres "szkolny" w moim odczuciu opierał się na pewnym sentymencie, być może twórca chciał w starszych widzach wzbudzić nostalgię, mnie jednak przyprawił o dekoncentrację. Ale miewa też swoje lepsze momenty, traktujące o absurdach szkolnictwa za czasów PRLu. Na szczęście ten fragment rekompensuje zakończenie obrazu. Bardzo stanowcze, wymowne, podkreślające to, co reżyser konsekwentnie od pierwszych minut kreśli. Jest jednak jedno "ale". Marek Koterski przyzwyczaił swoich widzów do zręcznego posługiwania się symboliką. I tego w moim odczuciu w "7 uczuciach" zabrakło. Wszystkie wnioski z filmu zostają podane „na tacy”. Myślę, że dużo subtelniejszym zagraniem byłoby pozostawienie ich widzowi do samodzielnego przemyślenia. Ale biorąc pod uwagę treść filmu, być może odbiorca doszedłby do zupełnie innych, niż te, po których stronie mocno staje reżyser, wniosków.
"7 uczuć" łączy elementy komedii i dramatu. To tak jakby komiczne sceny z "Nic śmiesznego" czy "Dnia świra" połączyć z tragicznym "Wszyscy Jesteśmy Chrystusami". Jednak w porównaniu do niego, ten film niesie ze sobą nadzieję, bo wychowanie dzieci jest zdarzeniem ciągłym, bo to w gruncie rzeczy każdy z nas miał/będzie miał mniejszy czy większy wpływ na wychowanie jakiegoś dziecka. Przesłanie tego obrazu można spłycić do taniego moralizatorstwa, ale prawdy płynące z tego filmu, być może proste, zaskakująco łatwo ulegają we współczesnym świecie zapomnieniu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
TheSeQuino
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)