Recenzja filmu Atak paniki (2017)
Paweł Maślona

Dzikie historie, dzikie histerie

To, co mnie drażni w polskich filmowcach to fakt, że często boją się zaryzykować i spróbować stworzyć jakiś ciekawy autorski projekt. Być może jest to spowodowane ograniczeniami finansowymi, a ...
Filmweb sp. z o.o.
To, co mnie drażni w polskich filmowcach to fakt, że często boją się zaryzykować i spróbować stworzyć jakiś ciekawy autorski projekt. Być może jest to spowodowane ograniczeniami finansowymi, a być może brakiem wizji i ciekawych pomysłów, ale prawda jest taka, że w Polsce mamy albo filmy historyczne z wódką, kościołem i Żydami w tle (krajobraz PRL-u albo II wojny światowej do wyboru) albo pseudokomedie romantyczne, które są oryginalne jak kserokopie. Na szczęście najnowszy film Pawła Maślony stara się wprowadzić nieco świeżości do rodzimej kinematografii.

"Atak Paniki" to czarna komedia, w której bohaterowie zostają wystawieni na próbę cierpliwości. W filmie mamy kilka wątków, która się ze sobą przeplatają, aby na koniec połączyć się w spójną całość. Mamy tu między innymi małżeństwo, które w samolocie musi uporać się z problemem... trupa na siedzeniu obok. Małolatów, którzy palą skręty i rozmawiają o sensie istnienia. Studentkę, dorabiającą jako internetowa aktorka porno. Małżeństwo, które na wspólnej kolacji postanawia się rozstać. Wesele, na którym nic nie idzie zgodnie z planem i kelnera, dla którego będzie to najgorsza noc w życiu.

photo.title

Już na festiwalu filmowym w Gdyni "Atak paniki" był przedstawiany jako polski odpowiednik "Dzikich historii". I choć porównywania do argentyńskiego hitu są mocno przesadzone, to pod względem tematycznym i formalnym Maślona  widocznie inspirował się dziełem Szifróna. Po pierwsze liczba wątków oraz motywy samolotu i wesela. W oryginale mieliśmy zgrabnie poukładane nowele filmowe jedna po drugiej. W "Ataku paniki" wątki się ze sobą przeplatają, bo są częścią jednej wspólnej opowieści. Na początku seansu uważałem, że to świetny zabieg. Niestety, kiedy coraz bardziej zacząłem się wczuwać, to nagminne przeskakiwanie z jednej historii do drugiej zaczęło drażnić i tym samym wybijać z pewnego rytmu.

Największym jednak minusem pozostaje brak finałowej eksplozji negatywnych emocji. Przez cały seans reżyser bardzo umiejętnie buduje narastające napięcie ekscytacji, ale niestety w ostatnim akcie ta energia nie znajduje nigdzie ujścia, a przynajmniej nie takiego, jakiego się spodziewałem. Zakończenie, a konkretniej jego brak jest największą wadą filmu. To pokazuje ślepą uliczkę, w jaką zmierzała ta historia.


Spośród aktorskiego kolektywu najbardziej przekonała mnie Magdalena Popławska. W każdym jej spojrzeniu i grymasie widać narastające uczucie poddenerwowania jej bohaterki, doskonale wypada również wątek Krystyny (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) i jej syna Miłosza (Bartłomiej Kotschedoff) ich interakcja i próby wytłumaczenia matce reguł internetowej gry to wyśmienicie zagrane i napisane sceny. Najmniej przekonał mnie natomiast wątek Kamili, który był za bardzo przegadany i w konsekwencji nudny.

Parafrazując słowa Mikołaja Reja "Polacy nie gęsi, swoje 'Dzikie historie' mają". "Atak paniki" to niezłe kino, w którym niestety znaleźć możemy niewykorzystany potencjał. Cieszę się, natomiast że są jeszcze polscy twórcy, starający się wprowadzić trochę powiewu świeżości do naszej skostniałej kinematografii. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 26% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)