Recenzja filmu Król rozrywki (2017)
Michael Gracey

Dziwolągi

"Król rozrywki" to kawał solidnego musicalu, w którym kicz wylewa się z każdego kadru. Nieśmiertelne motywy o tolerancji i akceptacji cudzej odmienności idą tutaj w parze z barokowym ...
Filmweb sp. z o.o.
Film Michaela Graceya skupia się na losach legendarnego showmana estrady P.T. Barnuma który, aby utrzymać żonę i dwie córki postanawia zatrudnić do swoich występów scenicznych "dziwolągów", którzy swoją odmiennością przyciągną publiczność. Okazuje się, że pokazy odmieńców odnoszą ogromny sukces komercyjny, ale zbierają miażdżące recenzje wśród krytyków i wyższych sfer. Ambitny Barnum postanawia za wszelką cenę, zdobyć uznanie elity zapominając przy tym o zespole i rodzinie.

photo.title

Już w zapowiedziach promocyjnych twórcy pokazywali P.T. Barnuma jako ojca chrzestnego współczesnych widowisk scenicznych i protoplastę przemysłu rozrywkowego. Główny bohater pokazany jest jako wizjoner, który stara się zrewolucjonizować pojęcie spektaklu teatralnego tak, aby stał się dostępny dla wszystkich grup społecznych, a nie tylko dla skostniałego, snobistycznego środowiska dziewiętnastowiecznych elit. Hugh Jackman w swojej roli czuje się doskonale. Podobnie jak w "Prestiżu" aktor znakomicie prezentuje się w filmie kostiumowym i podobnie jak w "Nędznikach" rewelacyjnie radzi sobie w partiach wokalnych. Australijczyk po raz kolejny udowadnia, że jest nie tylko rosomakiem a wszechstronnym aktorem.

"Król rozrywki" to kawał solidnego musicalu, w którym kicz wylewa się z każdego kadru. Nieśmiertelne motywy o tolerancji i akceptacji cudzej odmienności idą tutaj w parze z barokowym efekciarstwem. Twórcy jednak nie gubią się w tym rozbuchanym szaleństwie i wiedzą jak kontrolować ów kicz. Podobnie jak w kinie Baza Luhrmanna, wszystko tutaj tańczy, śpiewa, świeci i błyszczy. Wizualnie obraz Graceya jest może zbyt "upiększony" ale to kolorowy świat, od którego ciężko oderwać wzrok. Biorąc pod uwagę, że jest to opowieść o cyrkowej trupie artystów, którzy występowali przed gawiedzią, to ekstrawagancja forma jest tu jak najbardziej uzasadniona.

photo.title

Najważniejszym elementem każdego musicalu pozostaje jednak muzyka. W moim odczuciu piosenki są energiczne i żywiołowe, dobrze  ilustrują wydarzenia na ekranie. Problem jednak w tym, że muzycznie są bardzo do siebie podobne. Momentami miałem wrażenie, że słyszę utwór już trzeci raz. "Król rozrywki" ma także problem z narracją. Niektóre wydarzenia (jak choćby pokazanie pierwszych sukcesów "dziwolągów") dzieją się zbyt szybko, a wątki intrygujących bohaterów są potraktowane po łebkach. Pomimo tych błędów magia kina zadziałała i obraz broni się jako solidne kino rozrywkowe.

Podsumowując, jest to naprawdę udana, nieco efekciarska filmowa baśń, w której wybrzmiewa najmodniejsza współczesna tematyka hollywoodzka, czyli przypowieść o tolerancji i akceptacji inności drugiego człowieka. Te wszystkie elementy składają się na jeden z najciekawszych musicali ostatnich lat.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).