Recenzja filmu Manchester by the Sea (2016)
Kenneth Lonergan

Emocjonalna eksplozja

Sprawne balansowanie pomiędzy różnymi, najlepiej skrajnymi, nastrojami wydaje mi się jedną z największych sztuk w scenopisarstwie. Odpowiednie wyczucie momentu, w którym należy wywołać u widza ...
Filmweb sp. z o.o.
Sprawne balansowanie pomiędzy różnymi, najlepiej skrajnymi, nastrojami wydaje mi się jedną z największych sztuk w scenopisarstwie. Odpowiednie wyczucie momentu, w którym należy wywołać u widza płacz lub śmiech to jednocześnie najprostsza i najbardziej skomplikowana rzecz w kinie. "Manchester by the Sea" to utwór, który wykazuje się mistrzowską sprawnością w realizacji tego wyzwania. Reżyser, Kenneth Lonergan, tak jak doświadczony bokser, wie kiedy zadać cios, by zabolało. Jednocześnie, nie popada w fałszywy sentymentalizm, stale pamiętając o równoważeniu swojej historii subtelnym dowcipem.

Lee (Casey Affleck) to gburowaty, momentami wybuchowy, konserwator-złota rączka. Jego życie sprowadza się do obsługiwania chamskich mieszkańców czterech bloków, picia piwa w pubie (przeplatanego okazjonalnymi bójkami) i oglądania hokeja. Pewnego dnia dostaje telefon o śmierci swojego brata, co zmusza go do powrotu do rodzinnego Manchesteru (nie tego angielskiego, lecz amerykańskiego) i spotkania się ze swoimi, dosyć problematycznymi, krewnymi. W spadku po bracie otrzymuje dom, pieniądze oraz syna, Patricka (Lucas Hedges). Niespecjalnie potrafiąc się odnaleźć w tej sytuacji, próbuje znaleźć z niej wyjście.

Pozornie banalny koncept fabularny może nieco przypominać "Nebraskę" Alexandra Payne’a. Jednak tak jak u reżysera "Spadkobierców" pod powierzchnią prostej historii kryje się rozwinięta, wzruszająca saga rodzinna. "Manchester by the Sea" składa się z ciągłych emocjonalnych eksplozji, które każdy inny dramat zostawiłby jedynie na sam finał. Za pomocą mistrzowsko ukazanych retrospektyw Lonergan, pokazuje przeszłość, która nie chce odejść, zaburzając rytm opowieści i wyprowadzając widza z komfortowej równowagi. Jednocześnie za pomocą tego zabiegu reżyser niuansuje całą historię, niczym wytrawny pokerzysta powoli odkrywając przed widzem tajemnice poszczególnych bohaterów. 

I to jakich bohaterów! Lee w interpretacji Afflecka to posępny, wycofany samotnik, który przeżywszy tragedię rodzinną nie potrafi współżyć z innymi ludźmi. Dzięki temu ciężko przewidzieć jego następne zachowanie ze względu na kipiące w nim emocje. Z jego bełkotliwego, pozbawionego większej pasji sposobu mówienia wyraźnie przebija się zagubienie i marazm. Świetnie wykreowana, wręcz iskrząca, relacja pomiędzy nim, a Patrickiem to jeden z zabawniejszych elementów filmu. Nastolatek w swojej młodzieńczej naiwności i optymizmie jest zdecydowanym przeciwieństwem swojego wuja. Warto jednak dodać, że humor, choć w zasadzie wszechobecny, nigdy nie wychodzi na pierwszy plan, niszcząc dramatyczną dominantę "Manchester by the Sea". Dorzućmy do tego świetne aktorstwo drugoplanowych postaci, w tym Michelle Williams, która niczym operowa solistka pojawia się w kilku kluczowych scenach by skraść całą scenę wykonując efektowną, przytłaczającą arię.

Tak jak Asghar Farhadi w swoim "Kliencie", "Przeszłości" czy "Rozstaniu", Amerykanin kreuje poruszającą psychodramę, która z najzwyklejszych dialogów czy scen wyciska wodospady emocji. Ponadto, tak jak Irańczyk, Lonergan unika naiwnie prostego, optymistycznego zakończenia swojej historii. W mądry sposób stawia wiele pytań, jednocześnie pokazując, że często znalezienie na nie idealnych odpowiedzi jest po prostu niemożliwe. "Manchester by the Sea" portretuje skomplikowany proces radzenia sobie z żałobą. Świat nie zwalnia, by zaczekać na bohaterów, którzy wciąż tkwiąc w tragedii nie potrafią wrócić do normalności. Jak Lonergan mówił w wywiadach poprzedzających premierę filmu w Sundance: "Ludzie znajdują sposób na życie z tragedią. Ale niektórym się to nie udaje. Oni też zasługują na zostanie bohaterami filmu". Używając górnolotnego porównania, Lee to współczesny Syzyf, na którego barki spadło w życiu zdecydowanie zbyt wiele. Zrozumienie tego zajmuje czas, jednak poznawanie całej historii to fascynujący i wzruszający proces. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 93% uznało tę recenzję za pomocną (128 głosów).
tybox
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)