Recenzja filmu Smoleńsk (2016)
Antoni Krauze

Film zrobiony za wcześnie.

Zdecydowanie jeszcze za wcześnie na film o katastrofie smoleńskiej. Od katastrofy mija ponad 6 lat, a na dzień dzisiejszy (17.12.2016) nie wiemy praktycznie nic. A już na pewno nie na tyle dużo, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Smoleńsk (2016)

Zdecydowanie jeszcze za wcześnie na film o katastrofie smoleńskiej. Od katastrofy mija ponad 6 lat, a na dzień dzisiejszy (17.12.2016) nie wiemy praktycznie nic. A już na pewno nie na tyle dużo, by nakręcić film przedstawiający jakąś hipotezę na temat wydarzeń z dnia 10.04.2010. Hipotezę mieszczącą się w ramach teorii spiskowych. 
Film niestety nie jest jednak oderwany od rzeczywistości. Wpływ na to, że nic dzisiaj nie wiemy, bez wątpienia miało działanie rządu Donalda Tuska, który zgodził się, aby śledztwo prowadzili Rosjanie w oparciu o konwencję ICAO - stosowaną w sprawach lotnictwa cywilnego, nie wojskowego. To film ten ukazuje. Seryjny samobójca też jest w filmie i to też jest niestety fakt z polskiej rzeczywistości.

Z filmu dowiemy się także, że Rosjanie rozpylili mgłę na oczach pilotów JAKa-40, polska młodzież to oderwani od rzeczywistości agresorzy, którzy biją starszego pana mówiącego, że to był zamach, nie katastrofa, że prezydent podejrzewał zamach na swoje życie, a tym co go ukierunkowało na taki właśnie pogląd jest rozmowa Tuska z Putinem na molo. Ponadto właściciel TVN (TVM SAT z filmie) to opryskliwy cham oskarżający Ninę o bycie członkiem "sekty smoleńskiej", będący równocześnie w swego rodzaju "sekcie antysmoleńskiej".


Film niestety kłuje w oczy. Robi to poprzez jednoznaczność przekazu i czarno-białe postacie. Efekty specjalne też niestety nie powalają, ale nie są najgorsze. Przy tym przekazie i zarysach postaci widz prawdopodobnie nawet nie zwróci na to uwagi. Aktorstwo nie jest najwyższych lotów, ale bywało gorzej w niejednym polskim filmie. I to nie to, żeby to grali źli aktorzy. Przyczyny należy się raczej doszukiwać w jałowości i "czarno-białości" postaci. Scenariusz zawiera dłużyzny i niepotrzebne sceny.

Przechodząc do postaci nie sposób nie wspomnieć oczywiście o głównej bohaterce. Nina i to, co w okół niej się dzieje to wręcz temat na osobny i dobrze rozbudowany felieton. Postać grana przez Beatę Fido to młoda, lewicowa dziennikarka. Szkoda tylko, że pani Beata ma już 49 lat, więc należałoby wziąć kogoś młodszego. Inną sprawą jest to, że naprawdę postarała się. Cały jej wysiłek zmarnowała jednak postać bez wyrazu i pretensjonalnie odmieniona z "pisofoba" na "pisofila". Uosobienie dociekliwej i bezwzględnej dziennikarki insynuującej alkoholizm generała wdowie po nim i różne dziwne rzeczy. Naskakującej na rodziców dowódcy TU-154M. Wszystko to jednak nie przeszkadza w tym, by potem te osoby zapraszały ją na kawę. Zmienia się jednak pod wpływem dziwnych spotkań z dziwnymi ludźmi w dziwnych okolicznościach i wyjazdu do ojca w USA. Informatorzy niemal wyrastają spod ziemi i przynoszą jej coraz dziwniejsze informacje. Giną kolejni ludzie, a Nina całkowicie zmienia podejście do tamtych wydarzeń. Szkoda tylko, że przemiana ta jest sztuczna i niemal nagła. Na przemianę bohaterki nie ma jednak wpływu dziwna relacja Niny z jej matką. Rozmodlona matka niemal od razu przyjmuje za pewnik wersję o zamachu krytykując Ninę. Po co więc było to wplatać w fabułę? Wątek matki Niny jest niepotrzebny. Wcielająca się w postać Halina Łabonarska dostała niewiele do powiedzenia i zagrała tak jak niemal wszyscy w tym filmie - po prostu przyzwoicie.

Jedyną postacią z jakimś charakterem był szef TVM SATu. Skonstruowany tak jak postać Janusza Tracza w "Plebanii" - jednoznacznie zły bez jakiejkolwiek dobrej cechy. Wykreowany tak, byśmy go przez cały czas nienawidzili. A jednak Redbad Klynstra zagrał dobrze. Wdowa po generale jest jakaś taka mało zrozpaczona po stracie męża, a jej życie skupia się głównie na walce o prawdę o Smoleńsku i na walce o wizerunek męża. Z drugiej jednak strony wątpię, aby widz chciał przez cały czas oglądać kobietę patrzącą na zdjęcia męża co chwila ocierającą się chusteczką. To byłaby dopiero niepotrzebna postać i zapychacz dziur scenariuszowych. Wolę jednak taką kreację bohaterki, choć mogłaby być bardziej dopracowana. Prezydent to dobroduszny i naiwny człowiek. Tak rysuje się nam jego postać. Zaniepokojony widokiem Tuska i Putina na molo zadaje naiwne z punktu widzenia przekazu filmu pytania swojej żonie o to, o czym rozmawiają i w jakim języku. Pan Łotocki wypadł w tej roli tak jak większość aktorów tego filmu. Przyzwoicie, lecz jakoś mojego współczucia i sympatii dla swojej postaci nie zdobył.

Przekaz filmu jest jednak jeszcze ważniejszy od postaci. Po obejrzeniu filmu mamy wyjść z kina lub odejść od telewizora/komputera z przeświadczeniem, że wizyta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w 2008 roku tak zdenerwowała Putina, że dogadał się z Tuskiem celem zabicia Kaczyńskiego. Rosjanie rozpuścili mgłę i kazali kontrolerom lotu sprowadzić samolot na ziemię. Ktoś podłożył ładunki, które zniszczyły samolot, a żywych dobijali Rosjanie. Najwyraźniej na polecenie Tuska TVN rozpuszcza fałszywe informacje i ośmiesza rodziny ofiar. Aparatczycy Tuska popełniają samobójstwa niewygodnym ludziom. Tusk to agent Putina i oddaje mu śledztwo. Część tego przekazu można uznać za prawdziwy posiłkując się logiką (taka brzoza to żadna przeszkoda dla kilkudziesięciotonowego, rozpędzonego samolotu), obserwacją pewnych faktów (samolot rzeczywiście wyglądał jak po wielkim wybuchu, nie zaś zwykłym upadku) i filmie "Płonący samolot" nagranym tuż po katastrofie, na którym rzeczywiście słychać coś w rodzaju strzałów. Pozostaje jednak pytanie, czy warto, nie znając faktycznego sprawcy ewentualnego zamachu, oskarżać o to Donalda Tuska i Władimira Putina?

Panu Antoniemu Krauze zdecydowanie lepiej wyszedł "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł". Film może i nie najwyższych lotów, ale przekazujący suche fakty i angażujący widza w przeżycia ofiar grudnia 1970 i ich rodzin. Dobrze jednak, że "Smoleńsk" powstał. Niech to będzie przekaz dla młodych reżyserów, że nie robi się filmów o sprawie, o której nic nie wiadomo. Chętnie zobaczę za klika/naście/dziesiąt lat film oparty na faktach, nie na domysłach nawet logicznie wynikających z pewnych przesłanek. Bo ta tragedia zasługuje na dobry film.
   
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 31% uznało tę recenzję za pomocną (62 głosy).
podly_cham
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)