Recenzja gry Silence (2016)
Artur Kruczek

Głośniej od bomb

Zanim złapałem za Switcha, nie miałem pojęcia, że istnieje gra poprzedzająca "Silence", które nie było reklamowane jako sequel, i doczytałem dopiero po fakcie, co niejako wyjaśnia moje zdziwienie ...
Filmweb sp. z o.o.
  • platformy: Switch Silence (2016)
Zanim złapałem za Switcha, nie miałem pojęcia, że istnieje gra poprzedzająca "Silence", które nie było reklamowane jako sequel, i doczytałem dopiero po fakcie, co niejako wyjaśnia moje zdziwienie niektórymi zabiegami narracyjnymi. Ale, choć często postacie odwołują się tutaj do wydarzeń, które miały miejsce kiedyś tam, są one zaplecione z fabułą całkiem sprawnie i nowa propozycja (znaczy nowa na konsolę Nintendo) studia Daedalic Entertainment może spokojnie robić za, że posłużę się piękną kalką z angielskiego, samostaja. Uprzedzam jedynie, że pewna konfuzja graczy nieświadomych istnienia "The Whispered World" jest poniekąd usprawiedliwiona.

photo.title

Praktycznie od pierwszej sceny "Silence" obiecuje przygodę emocjonującą i chwytającą silnym łapskiem za serce. Oto mamy znajdujące się pod opieką sierocińca rodzeństwo, Noah i Renie, które podczas wojennego bombardowania chowa się do bunkra. Pocisk spada jednak blisko kryjówki i gdy chłopak budzi się, siostry już nie ma. Ale wystarczy odgarnąć trochę gruzu, przejść tunelem pełnym zrodzonych przez wyobraźnię śmieci i już jesteśmy w tytułowej krainie. I choć wygląda ona jak ze snu, źle się tutaj dzieje. Rebelianci usiłują dać odpór uciskającej królestwo uzurpatorce, a na uczciwych ludzi, proszę dokonać szybkiego rachunku sumienia, polują stwory bez twarzy. Siłą rzeczy Noah i Renie będą musieli coś z tym całym ambarasem zrobić, bo przecież nie przybyli do niezbyt sielankowego Silence, żeby się byczyć. Choć czasem wyręczy ich towarzyszący rodzeństwu niejaki Spot, zielony stworek, który potrafi pompować się jak piłka albo rozpłaszczać niczym naleśnik. Tyle że rzeczona obietnica ekscytującej przygody zostaje spełniona połowicznie.

photo.title

Co nie znaczy, że "Silence" nie potrafi zachwycić. Art design jest tutaj na najwyższym poziomie i czasem człowiek chciałby móc wywalić z ekranu wszystkie postacie, żeby lepiej przyjrzeć się tłom nierzadko stylizowanym na ręcznie malowane. Tym bardziej idzie docenić wszystkie tę pęknięcia na zdrowej tkance Silence, co popycha gracza do działania. Taką krainę trzeba ratować. Niczego nie brakuje też samej animacji postaci i grze aktorskiej, mimo że ta bywa momentami aż nazbyt ekspresyjna, ale mówimy przecież o fantastyce. Kłopot polega na tym, że gameplay i samo doświadczenie obcowania z omawianym tytułem odstaje poziomem od owych doznań estetycznych. "Silence" jest bowiem klasycznym pointandclickowcem, tyle że wszystkie zagadki i wyzwania podporządkowane są tutaj fabule do tego stopnia, że nie stanowią żadnej trudności i wydają się jedynie przerywnikami pomiędzy kolejnymi etapami opowieści. Kontrastują one również z pośpiesznie prowadzoną narracją, bo sekwencje interaktywne są powolne, żeby nie rzec ślamazarne, i tak naprawdę nie wymagają od gracza przesadnego udziału. Bo wystarczy kliknąć jak nie tu, to tam, wszystkie ewentualne pułapki są wyraźnie zaznaczone, a komu nie będzie szło, ma do dyspozycji szybkie podpowiedzi. Dlatego problemem recenzowanej pozycji nie jest gatunkowa przynależność, ale nierówne tempo oraz brak odpowiedniego zbilansowania. Rzecz jasna dla tęskniących do gier opierających się prawie wyłącznie na opowieści i opowiadaniu będzie to może nawet i zaleta, lecz należy się przygotować, że "Silence" proponuje nie tyle granie, co... oglądanie.

photo.title

Są też i dobre informacje: na Switchu wszystko śmiga idealnie, a sama intymność i introwertyczny charakter tej opowieści pasuje jak ulał do handhelda. Słowem: fajna majowa historia do poduchy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 6/10 niezła
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię