Recenzja filmu Klan Sycylijczyków (1969)
Henri Verneuil

Gdy maluje koniokradów

"Gdy maluje koniokradów, nie zastanawiam się, czy to dobrze, czy źle. To sprawa sędziów – nie moja." Czechow Kino francuskie wzięło się za coś, co w dzisiejszych czasach określa się jakże ...
Filmweb sp. z o.o.
"Gdy maluje koniokradów, nie zastanawiam się, czy to dobrze, czy źle. To sprawa sędziów – nie moja."
Czechow

Kino francuskie wzięło się za coś, co w dzisiejszych czasach określa się jakże odpychającym terminem "megaprodukcja". Poszlakami, które na to wskazują, są: skrzyknięcie gwiazdorskiej czołówki aktorskiej, fabuła na podstawie książki eksperta od sensacyjnych historii Auguste’a Le Bretona ("Rififi"), pamiętny motyw muzyczny mistrza Ennia Morricone, nareszcie spory budżet i rozrzut plenerowy: Paryż, Rzym, Nowy Jork i jeszcze coś tam oraz kolejki ustawiające się pod kinami w całej Europie.

Rodzina Malanese osiadła w Paryżu, kultywuje jednak tradycje przywiezioną z rodzimej wyspy Sycylii. Do familijnego interesu, jakim są automaty do gier (i chodzi tu o stare flippery), dorabiają różną działalnością przestępczą, mają jednak na tyle oleju w głowie, by do ich stylu nie zakradło się strzelanie do ludzi. Nic co dobre nie trwa jednak wiecznie. Synowie Malanese dogadują się wszak z rzutkim Korsykaninem Rogerem Sartretem, mordercą skazanym na śmierć i pomagają mu w ucieczce z policyjnego konwoju bez jednego strzału. W ich szeregach dostaje odpłatne schronienie, a kiedy poznaje głowę rodziny Vittoria, proponuje mu niewiarygodnie wielki skok na kolekcję jubilerską, nadaną mu oczywiście przez 'kumpla' z celi. Na tropie Sarteta znajduję się poprzysięgły wymierzenie sprawiedliwości, chociaż mało zadowolony z faktu, że musi to robić drugi raz komisarz Le Goff. Jednak największym problemem pozostaje różnica stylu pracy i niezgodność charakterów dwóch gangsterów.

"Klan Sycylijczyków", dawniej u nas zwany odwrotnie "Sycylijskim klanem", najbardziej pamiętamy za występ trzech gigantów francuskiego kina: Gabina, Delona i Ventury. Cała trójka błyskotliwie zagrała role, z których są najbardziej znani. Jean gra ojca chrzestnego włoskiej mafii, surowego papę, dla którego honor rodziny jest ważniejszy niż pieniądze. Pieniądze jednak też ma i inwestuje w nieprawdopodobne ilości ziemi, by rodzina mogła wrócić do domu i chwalić się honorem. Alain prawdziwego zimno-krwistego zbira, który ma problem: jest zbyt ładniutki, by ludzie brali go poważnie, przez co jego wyrachowanie, mordercze skłonności i przede wszystkim nieprzewidywalność osiągają apogeum jak na jedną postać. Pomiędzy tą dwójką jest już coś zupełnie innego niż wzajemny szacunek znany z ich występu w "Skoku na kasyno" również w reżyserii Henri Verneuila. Lino natomiast to metodyczny detektyw z niezapalonym papierosem w ustach (właśnie rzuca palenie, możecie sobie więc wyobrazić w jakim jest nastroju przez cały film i jaki koszmar przeżywa on a zwłaszcza ludzie dookoła). Kontakty z rodziną z Nowego Jorku zaowocują jednym z najbardziej śmiałych i rozrywkowych planów skoku w historii kina, po którym Ventura będzie musiał już poprosić o ogień, a wszystkim odpłynie krew do stóp. Widownia natomiast dostaje sprawnie zrealizowany i przede wszystkim naprawdę rozrywkowy thriller z niezłą dawką suspensu.

Temat Morricone to krzyżówka spaghetti westernu z filmem gangsterskim i nic dziwnego, że w końcówce filmu czujemy Dziki Zachód. Zdjęcia to także wysmakowany klimat, a montaż wyzwala napięcie. Raczej najlepszy film tylko niezłego komercyjnego reżysera Henri Verneuila. A zapomniałbym o Irinie Demick na pokusę. Jednym słowem żelazna pozycja francuskiej sensacji, bardzo dobra, ale większa przyjemność wyniknie z niej po poznaniu przynajmniej jednego tytułu z każdym z naszych bohaterów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 94% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Picu
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry