Recenzja filmu Przebudzenie dusz (2017)
Jeremy Dyson
Andy Nyman

Histerie o duchach

Choć film tytułem obiecuje dusze i przebudzenie, niestety nie ma w nim ani dusz, ani niestety przebudzenia. Są za to dwa duchy i jeden demon, niewykluczone jednak, że to tylko halucynacje ...
Filmweb sp. z o.o.

Nie oceniaj książki po okładce, a filmu po plakacie, chyba wie to każdy. Ale kiedy na ekranach kin horrorowa posucha, intrygujący plakat z mrocznym mostem i postacią w czerwonej pelerynie (żółta peleryna przecież promowała świetny film "To"!) zdecydowanie zachęca, żeby wybrać się na sens. A reszta plakatów promujących "Przebudzenie dusz" jest znacznie ciekawsza! Niestety obietnica dobrego kina grozy zostaje niedotrzymana, a finał zdecydowanie rozczarowuje.

Zaczyna się nieco jak brytyjska odpowiedź na "Obecność", jednak zamiast demonologów i badaczy zjawisk paranormalnych, małżeństwa Warrenów, mamy sceptycznego wobec zjawisk paranormalnych profesora Goodmana (Andy Nyman), który zawodowo zajmuje się demaskowaniem mediów-oszustów. Wychowany w religijnej, żydowskiej rodzinie mężczyzna nie wierzy w istnienie świata po "drugiej stronie". Pewnego dnia otrzymuje list od swojego idola z czasów młodości, również badacza wszelakich tajemnic, Charlesa Camerona. Człowiek ten zaginął 15 lat wcześniej i został uznany przez za zmarłego. Cameron prosi Goodmana o pomoc w rozwiązaniu spraw, które nękają go od lat. Chory starzec przekazuje bohaterowi plik akt trzech mężczyzn. Goodman rozpoczyna swoje śledztwo i wysłuchuje po kolei trzech strasznych historii. Sceptycyzm profesora zostaje wystawiony na ciężką próbę, a do tego zaczyna mu się przypominać pewne tragiczne wydarzenie sprzed lat…


Choć angielski tytuł produkcji – proste "Ghost Stories" – może dowodzić, że strasznych historii z filmu nie powstydziłby się opowiedzieć sam Edgar Allan Poe, niestety nie o te epizody z życia bohaterów chodzi. Każda z historii, których wysłuchuje Goodman, a które widz ogląda na ekranie, to element układanki złożonej w całość dopiero w finale filmu. I niestety ten finał rozczarowuje. Twórcy "Przebudzenia dusz" (kiepski polski tytuł, przyznaję) siląc się na próbę zostawienia zszokowanego widza, próbującego na napisach końcowych pozbierać przysłowiową szczękę z podłogi, niestety zapomnieli, że próba melanżu horroru i kina spod znaku mind-fuck to dość trudne zadanie. Z tego też zadania nie udało im się wywiązać.

Filmowi nie pomagają ani dobre zdjęcia, ani wyśmienity montaż dźwięku i dość klimatyczna muzyka. Aktorsko też wszystko stoi na poziomie. Zawiódł niestety scenariusz na podstawie sztuki teatralnej. Kiedy oglądam horror, chcę się przede wszystkim bać, może przeżyć też jakieś katharsis, "pogdybać", co zrobiłabym w podobnej sytuacji, a nie nudzić i składać w całość wyjątkowo kiepską historię zdecydowanie o własnych – tych siedzących każdemu z nas w głowach – duchach i demonach oraz o tym, do czego nas popchną, kiedy rezygnujemy z pomocy psychologa. Już lepiej zobaczyć kolejną odsłonę "Obecności".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 36% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
Dai
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)